Reklama

Niemal codziennie trafiam w mediach społecznościowych na idealnie wykadrowane zdjęcia i filmiki, na których uśmiechnięte mamy deklarują: „U nas nie ma zakazów, jesteśmy partnerami”. Ten obrazek wydaje się nawet kuszący − wizja domu bez kłótni, bez krzyku, opartego na wiecznym „tak”.

Ale ostatnio trafiłam na nagranie, które sprawiło, że po plecach przeszły mi ciarki. Gabor Maté, lekarz i wybitny autor, który o rozwoju dziecka wie więcej niż tabun instagramowych doradców, wypowiedział słowa, które dla wielu nowoczesnych rodziców będą jak zimny prysznic: „To najgorsze, co możesz zrobić swojemu dziecku”.

Pułapka bezstresowego raju, czyli gdy wolność staje się ciężarem

W pogoni za byciem fajną mamą i ucieczką od surowych metod naszych własnych rodziców wpadliśmy w pułapkę stylu permisywnego. Wydaje nam się, że pozwalając dziecku na wszystko, budujemy jego pewność siebie. Tymczasem Gabor Maté stawia sprawę jasno: wychowanie permisywne, w którym rodzic wycofuje się z interweniowania i pozwala na każde zachowanie, to prosta droga do emocjonalnej katastrofy. Dlaczego? Bo dziecko, które może wszystko, w rzeczywistości nie czuje się wolne − ono czuje się przerażone.

Wyobraźcie sobie, że wchodzicie na pokład samolotu, a pilot wychodzi z kokpitu i mówi: „Słuchajcie, dzisiaj mamy demokrację, zdecydujcie sami, jak lądować”. Czy czulibyście się uszanowani? Nie, balibyście się o własne życie. Dokładnie tak czuje się kilkulatek, któremu oddaje się decyzyjność w sprawach, na które nie jest gotowy. Maté podkreśla, że wychowanie to nie jest układ partnerski w takim sensie, w jakim rozumiemy go w relacjach dorosłych. To hierarchia, ale nie taka oparta na strachu czy przemocy, lecz na mądrym przewodnictwie. To my mamy trzymać ster, bo nasze dzieci potrzebują czuć, że kapitan jest na pokładzie i wie, dokąd lecimy.

Kto tu rządzi? Dlaczego hierarchia w domu to nie tłamszenie dziecka

Często boimy się słowa „hierarchia”, kojarząc je z autorytaryzmem. Jednak, jak zauważa Maté, rodzic ma przewodzić dziecku nie po to, by je wykorzystywać czy gasić jego osobowość, ale by stać się dla niego bezpiecznym portem. To przewodnictwo ma na celu ochronę, wsparcie i pomoc w rozwoju. Bez jasnych ram i granic, świat dziecka staje się chaotycznym miejscem, w którym maluch musi brać na siebie odpowiedzialność za decyzje, których konsekwencji nie rozumie.

Ekspert podaje genialny w swojej prostocie przykład: roczne dziecko nie może decydować, czy chce raczkować zimą po śniegu. Jako rodzice doskonale o tym wiemy, ale w starszym wieku zaczynamy tę granicę rozmywać. Pozwalamy na nieograniczony czas przed ekranem, na jedzenie tylko słodyczy czy na brak szacunku wobec innych, tłumacząc to wyrażaniem siebie. Maté ostrzega: jeśli dziecko nie czuje twojej siły (tej dobrej, stabilnej siły), zacznie szukać jej gdzie indziej − w grupie rówieśniczej, w internecie, u ludzi, którzy niekoniecznie będą chcieli dla niego dobrze. To ty musisz być osobą, która wyznacza kierunek, nawet jeśli spotka się to z chwilowym tupaniem nogami.

Lekcja od Gabora Maté: jak odzyskać ster i dać dziecku poczucie bezpieczeństwa?

Przesłanie, które płynie z wykładów Maté, jest dla mnie osobiście niezwykle uwalniające. Nie musimy być kumplami naszych dzieci za wszelką cenę. Naszą najważniejszą rolą jest bycie ich opiekunami. To oznacza umiejętność powiedzenia „nie” z miłością i spokojem. To oznacza bycie tą osobą, która wyznacza zasady nie dlatego, że ma taką zachciankę, ale dlatego, że kocha dziecko najbardziej na świecie i chce je chronić przed chaosem własnych, jeszcze nieukształtowanych emocji.

Dziecko, które wie, że rodzic panuje nad sytuacją, może wreszcie przestać walczyć o kontrolę i zająć się tym, co dla niego najważniejsze: zabawą i rozwojem. To paradoks, ale im jaśniejsze i stabilniejsze są granice stawiane przez rodzica, tym więcej prawdziwej wolności ma dziecko wewnątrz nich. Odkładając na bok źle pojętą demokrację w domu, dajemy naszym dzieciom najcenniejszy prezent − pewność, że cokolwiek się stanie, my jesteśmy silniejsi od ich problemów i wiemy, co robić. Bo wychowanie to nie proces negocjacji − to prowadzenie kogoś, kogo kochasz, za rękę przez świat, którego on jeszcze nie zna.

Zobacz też: Psycholog radzi: „Gdy dziecko wpada w złość, zachowaj się jak komentator piłki nożnej”

Reklama
Reklama
Reklama