Wystarczyło pięć minut w kolejce po lody. Postawa tego rodzeństwa pokazała, że hodujemy pokolenie pieniaczy
Patrzyłam na tę scenę z ogromnym niesmakiem i było mi potwornie żal tych dzieciaków, ale jeszcze bardziej byłam przerażona absolutną bezradnością ich własnych rodziców.

Staramy się z mężem uczyć córkę, że w miejscach publicznych obowiązują pewne zasady, a krzykiem i agresją nigdy niczego się nie załatwia. Niestety, dzisiejsze wyjście na spacer brutalnie pokazało mi, w jakim kierunku zmierza zachowanie współczesnych dzieci, gdy rodzice kompletnie nie stawiają im granic. Wystarczyło pięć minut w kolejce po lody, by cała urocza, wakacyjna atmosfera pękła jak bańka mydlana.
Postawa pewnego rodzeństwa pokazała mi czarno na białym, że jako społeczeństwo hodujemy właśnie pokolenie pieniaczy, dla których kłótnia, wrzask i natychmiastowe atakowanie wszystkich wokół to jedyny znany sposób na życie.
Letni skwar i budka z deserami. Jak zwykłe czekanie zamieniło się w rodzinną awanturę
Wszystko wydarzyło się przy małej, popularnej lodziarni na miejskim deptaku, gdzie utworzył się spory ogonek rodziców z maluchami. Kolejka poruszała się dość sprawnie, dzieciaki grzecznie czekały, rozmawiając i ciesząc się na myśl o chłodnym deserze. Nagle do ogonka podeszło małżeństwo z bliźniaczkami, na oko w wieku sześciu lat.
Rodzeństwo od pierwszej sekundy zaczęło zachowywać się niesamowicie głośno i roszczeniowo. Dziewczynki przepychały się między ludźmi, deptały po stopach innym klientom i krzyczały. Zamiast spokojnie zwrócić im uwagę i nakazać normalne zachowanie, ich mama tylko westchnęła ciężko, a tata zaczął gorączkowo przeglądać telefon, udając, że ta rozwrzeszczana dwójka w ogóle nie ma z nim nic wspólnego.
Agresja bez żadnych barier. Dzieci zrobiły skandal na oczach całej kolejki
Kulminacja tego wszystkiego nastąpiła w momencie, gdy starsza pani z wnuczkiem stojąca przed nimi poprosiła rodzeństwo, żeby przestało na nią wpadać i popychać małego chłopca. W tym ułamku sekundy w dzieci wstąpił jakiś szał. Jedna dziewczynka zaczęła wrzeszczeć na całe gardło, a druga zaczęła kopać w barierki odgradzające lodziarnię.
Najbardziej szokujące było to, że te dzieci nie czuły ani grama wstydu czy skrępowania. One z pełną premedytacją nakręcały tę awanturę, czerpiąc wyraźną satysfakcję z tego, że cała ulica patrzy na ich wściekłość i bezczelne miny.
Kapitulacja dla świętego spokoju. Dlaczego uleganie krzykom rodzi małych tyranów
Najbardziej przykry w tym wszystkim był jednak widok rodziców tych dzieci, którzy zamiast twardo zareagować, odciągnąć rodzeństwo na bok i natychmiast wyciągnąć konsekwencje, po prostu skapitulowali. Mama zaczęła potulnie prosić dzieci, żeby przestały krzyczeć, i obiecała im, że kupi im po trzy największe gałki z dodatkową posypką, byle tylko zamknęły usta. Ojciec natomiast zaczął kłócić się z ludźmi w kolejce, twierdząc, że starsza pani po prostu się czepia.
To jest właśnie ten największy grzech współczesnego wychowania, o którym musimy zacząć mówić głośno i otwarcie. Ze strachu przed fochem, krzykiem i konfrontacją z własnym dzieckiem, dorośli wolą ulec, przeprosić i spełnić każdą jego zachciankę. W ten sposób wychowujemy ludzi całkowicie nieprzystosowanych do życia społecznego, którzy w dorosłości każdy najmniejszy problem będą próbowali rozwiązać wrzaskiem, agresją i zastraszaniem innych. Jeśli nie zaczniemy w porę stawiać dzieciom sztywnych, asertywnych granic, to za kilkanaście lat obudzimy się w świecie rządzonym przez bezwzględnych pieniaczy, dla których kultura osobista i szacunek do drugiego człowieka nie będą miały żadnego znaczenia.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl