Reklama

Natalia wybrała się do jednej z modnych cukierni i była tam świadkiem sytuacji, która wprawiła ją w osłupienie. Na oko dziewięcioletni chłopiec bezczelnie upokarzał obsługę na oczach swojej matki, która ani myślała zwrócić mu uwagę. Po tym, co się wydarzyło, trudno nie współczuć i dzieciom, i rodzicom, i wszystkim, którzy mają do czynienia z dziećmi wychowywanymi bez żadnych granic.

Zamawianie deseru i wielkie fochy. Niewinna wizyta w cukierni zmieniła się w pokaz chamstwa

Natalia usiadła przy wolnym stoliku, tuż obok kobiety z chłopcem − uczniem mniej więcej trzeciej klasy szkoły podstawowej. Chłopak od samego początku zachowywał się głośno. Kopał w nogę od stołu, rozrzucał serwetki i ignorował prośby matki, by był ciszej. Prawdziwy problem zaczął się jednak w momencie, gdy do ich stolika podszedł młody kelner, żeby przyjąć zamówienie.

Chłopiec trzymał w ręku kartę z menu i zamiast normalnie wskazać, na co ma ochotę, zaczął mówić do pracownika z wyższością. Niedbałym tonem rzucił, że kelner ma natychmiast przynieść mu potrójną porcję lodów z owocami, ale owoce mają być pokrojone w kostkę, a nie w paski. Dodał, że inaczej to on tego nie tknie i zrobi awanturę. Kelner uśmiechnął się, myśląc, że to tylko głupi żart, ale chłopak z każdą sekundą stawał się coraz bardziej bezczelny, obnażając rażące braki w wychowaniu.

Totalny brak autorytetu matki i bezczelność dziecka. „Płacę i wymagam"

Kiedy po kilku minutach kelner przyniósł zamówiony deser, okazało się, że na szczycie bitej śmietany leży jedna borówka, której chłopak sobie nie życzył. W tym momencie wstąpiła w niego czysta złość. Dziecko odepchnęło talerzyk z taką siłą, że lody o mało nie wylądowały na podłodze. Wrzasnęło na całą kawiarnię, że kelner jest beznadziejny, a potem jeszcze: „Płacę i wymagam!”.

Ludziom wokół opadły szczęki z wrażenia, a w lokalu zapadła cisza. Najbardziej zaskakująca w tym wszystkim była jednak reakcja matki tego chłopca. Kobieta, zamiast kazać synowi przeprosić pracownika, przyjęła postawę roszczeniową. Głaskała syna po głowie i wymagającym tonem rzuciła kelnerowi, by przyniósł nową porcję, bo jej dziecko jest dzisiaj zmęczone i ma prawo być nerwowe. Może uważała, że zachowanie syna to oznaka przebojowości i asertywności? Cóż, czeka ją raczej gorzkie rozczarowanie.

Konsekwencje wychowania bez barier. Hodujemy ludzi, którzy nie poradzą sobie w życiu

Natalia stała w kolejce do kasy i czuła złość na to, jak dorośli potrafią zepsuć charakter własnego dziecka. W imię ochrony przed jakimkolwiek stresem i ze strachu przed krzykiem, robimy z dzieci święte krowy, które uważają, że inni ludzie to ich służba.

Upokorzony kelner zabrał w końcu talerzyk i odszedł bez słowa, a matka wyglądająca na obrażoną szybko wyskoczyła z kawiarni, ciągnąc syna za rękę. To smutne, ale człowiek, który w wieku dziewięciu lat bezkarnie upokarza dorosłą osobę przy ludziach, w dorosłym życiu zderzy się z realiami w sposób katastrofalny. Świat wymaga kultury, empatii, życzliwości, pokory. Musimy zacząć stawiać dzieciom twarde wymagania, bo wychowanie bez granic zrodzi życiowych nieudaczników, którzy będą słono płacić za błędy rodziców.

Zobacz też: „Mąż nazwał mnie darmozjadem, więc na obiad dostał pierogi z marketu, a wieczorem stos ubranek dziecka do prasowania. Efekt mnie zaskoczył”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...