Reklama

Jak uśpić malucha, gdy za oknem ktoś pali, pod blokiem powstał przystanek autobusowy, a psy sąsiadów co chwilę szczekają? Taki dylemat opisała jedna z mam na facebookowej stronie Mamy Mamom. Choć liczyła na zrozumienie, w komentarzach usłyszała przede wszystkim, że... mieszkanie w bloku rządzi się swoimi prawami.

„Czasem mam wrażenie, że zaraz oszaleję”

„Ciągle ktoś pali i trzeba szybko zamykać okna, ale przecież dym i tak zdąży wlecieć” – opisuje młoda mama. Na tym jednak nie koniec.

„A jak nie to, to szczekające psy. Co uda mi się uśpić dziecko, a trwa to jakąś godzinę, bo strasznie broni się przed spaniem, to zaraz jakiś pies zacznie szczekać i budzi mi małą”.

Mama wyjaśnia, że próbowała już rozmawiać z sąsiadami: „Mówią, że robią wszystko, żeby pies nie szczekał, kiedy ich nie ma. Ale to trwa już dwa lata, więc nie mam nadziei. Zresztą nie jest to tylko jeden pies”.

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: „Jakiś rok temu postawili nam pod oknem przystanek autobusowy. O ile na przystanku nie można palić, to już w pewnej odległości od niego można i nic nie zrobię”.

Na końcu wpisu przyznaje bezradnie: „Mam dosyć zamykania okien i siedzenia w duchocie”.

„To działa w obie strony”

Choć wiele osób rozumiało, że opieka nad niemowlęciem bywa wyczerpująca, większość komentarzy nie była dla autorki wpisu zbyt łaskawa. Jedna z internautek zwróciła uwagę, że mieszkańcy bloku muszą liczyć się z potrzebami innych:

„Nie pomyślałaś, że sąsiadom może przeszkadzać płacz twojego dziecka? Oni nie chodzą do ciebie i nie proszą o ciszę, a mogliby. Chcesz mieć idealną ciszę? Wyprowadź się do domu na odludziu i daj innym żyć”.

Podobnych opinii było znacznie więcej:

  • „Wyobraź sobie, że to działa w obie strony. Gdy dziecko płacze albo biega po mieszkaniu, to też może komuś przeszkadzać. U mnie również słychać szczekającego psa sąsiadów, ale byłoby mi głupio iść do nich z pretensjami. Przecież nie są w stanie sprawić, żeby pies nie szczekał, kiedy nie ma ich w domu”.
  • „Takie są uroki mieszkania w bloku”.
  • „Mieszkając w bloku, trzeba nauczyć się, że nie jest się samemu w budynku. Dziecko musi nauczyć się spać przy szumie samochodów, odgłosach sprzątania czy szczekających psach. Jeżeli komuś to nie odpowiada, pozostaje przeprowadzka”.
  • „Gdybym miała taką sąsiadkę jak ty, już dawno zrobiłabym z tobą porządek. Idź leczyć swoje fobie i nie zasłaniaj się dzieckiem. Wszystko ci przeszkadza, a to już twój problem, nie mój”.

Mieszkanie w bloku to sztuka kompromisu

Ta historia pokazuje coś znacznie szerszego niż tylko problem szczekających psów czy papierosowego dymu. Rodzice małych dzieci często funkcjonują na granicy wyczerpania. Kiedy niemowlę budzi się po raz kolejny po godzinie usypiania, nawet drobny hałas może wywołać ogromną frustrację. Łatwo wtedy odnieść wrażenie, że cały świat działa przeciwko nam.

Z drugiej strony trudno oczekiwać, że sąsiedzi całkowicie zmienią swoje życie tylko dlatego, że w pobliżu mieszka niemowlę. Pies od czasu do czasu zaszczeka, ktoś przejdzie ulicą, autobus zatrzyma się na przystanku, dzieci będą bawić się na placu zabaw.

Życie w bloku polega na wzajemnym tolerowaniu swoich codziennych odgłosów i przyzwyczajeń. Dziś komuś przeszkadza szczekający pies, jutro komuś innemu może przeszkadzać płacz niemowlęcia.

Być może właśnie dlatego ten z pozoru absurdalny wpis wywołał tak ogromną dyskusję. Pokazał, że każdy z nas chciałby mieszkać w miejscu idealnie dopasowanym do swoich potrzeb. Tyle że w budynku, w którym żyje kilkadziesiąt rodzin, taki ideał po prostu nie istnieje.

Zobacz także: W wakacje codziennie podrzuca 8-letnie dziecko sąsiadce. „Ona przecież i tak nie pracuje”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...