Zafundowała 3-miesięcznej córeczce prawdziwe kolczyki. „Płakała tylko chwilę, za to teraz wygląda ślicznie”
Muszę wyrzucić to z siebie, bo sprawa dotyczy mojej bliskiej koleżanki z czasów studiów i po prostu nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Mam na imię Sylwia i sama jestem mamą dwuletniego rozrabiaki, więc doskonale wiem, że każda z nas ma prawo wychowywać swoje dziecko po swojemu. Nie znoszę wtykania nosa w nie swoje sprawy. Jednak to, co zobaczyłam wczoraj podczas odwiedzin u Aśki, po prostu ścięło mnie z nóg.

Asia urodziła pod koniec marca prześliczną, zdrową córeczkę, małą Amelkę. Wczoraj wpadłam do niej z wizytą, żeby wręczyć jakiś drobiazg dla małej i wypić zaległą kawę. Kiedy podeszłam do łóżeczka, żeby popatrzeć na śpiącego bobasa, dosłownie zamarłam. Z malutkich, różowych uszek trzymiesięcznego niemowlaka błyszczały cyrkonie. Prawdziwe, wkręcane kolczyki u takiego okruszka. Przez dłuższą chwilę stałam jak wryta, gapiąc się na to dziecko i nie wierząc własnym oczom.
Dlaczego matki to robią?
Kiedy tylko Aśka weszła do pokoju z filiżankami, od razu zauważyła moją minę. Zamiast jakiejś refleksji czy zawstydzenia, na jej twarzy pojawił się gigantyczny, dumny uśmiech. Zaczęła mi opowiadać, że w zeszłym tygodniu zabrała małą do jakiegoś salonu kosmetycznego, bo stwierdziła, że to idealny moment na taki zabieg. Zapytałam ją, zupełnie bez złośliwości, ale z autentycznym szokiem w głosie, jak mogła zafundować coś takiego takiemu maleństwu. Przecież to trzymiesięczne dziecko, które ledwo co trzyma sztywno główkę.
Jej tłumaczenie po prostu mnie osłabiła. Aśka machnęła ręką i powiedziała z pełnym luzem, że mała płakała tylko chwilę, za to teraz wygląda ślicznie i wreszcie nikt na spacerze nie myli jej z chłopcem. Dodała też, że im młodsze dziecko, tym lepiej, bo podobno niemowlaki szybko zapominają o bólu, a uszy goją się błyskawicznie. Słuchałam tego i czułam, jak wzbiera we mnie potężna fala złości. Jak można dla własnej, estetycznej zachcianki i jakichś chorych kompleksów dotyczących płci dziecka, zadawać ból istocie, która nie potrafi się obronić i nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia?
To robienie z dziecka lalki
Dla mnie robienie z dziecka lalki do ubierania i ozdabiania to jest totalne nieporozumienie. Rozmawiałam o tym kiedyś z moim pediatrą, gdy mój syn był mniejszy, i lekarz wyraźnie powiedział, że robienie kolczyków przed ukończeniem przynajmniej kilku lat to ogromne ryzyko. Taki maluch przecież ciągle się kręci, łapie za uszy. Wystarczy chwila nieuwagi przy przebieraniu body przez głowę albo podczas snu, żeby dziecko zahaczyło o kolczyk. O konsekwencjach nawet nie chcę myśleć.
Asia jednak twierdzi, że naczytała się na forach internetowych opowieści innych matek, które też tak zrobiły i nic się nie stało. Dla niej najważniejsze jest to, że mała wygląda teraz jak mała księżniczka. Cały czas mam przed oczami to malutkie stworzenie z tymi błyszczącymi kamieniami w uszach i robi mi się po prostu słabo. To jest dla mnie czysty egoizm.
Niech każdy robi, co chce?
Wróciłam do domu i do teraz nie potrafię przestać o tym myśleć. Może ja jestem jakaś przewrażliwiona? Może świat poszedł do przodu, a ja zostałam w tyle ze swoimi poglądami? Ale no nie, moje przyjaciółki też uważają, że to gruba przesada dla kaprysu matki. Chciałam nawet napisać do Aśki dłuższego SMS-a i podesłać jej jakieś artykuły, ale boję się, że totalnie zniszczę naszą relację.
Z drugiej strony, sumienie mi mówi, że powinnam jakoś zareagować, bo bezpieczeństwo tej małej Amelki jest teraz najważniejsze. Co o tym myślicie, drogie czytelniczki? Czy spotkałyście się kiedyś z czymś takim na własne oczy? Jak reagować, kiedy widzicie, że inna matka robi swojemu dziecku krzywdę w imię źle pojętej estetyki? Pomóżcie, bo ta sytuacja normalnie spędza mi sen z powiek.
Pozdrawiam serdecznie całą redakcję i wszystkie mamy,
Sylwia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl