Pielucha w przedszkolu to wstyd? „Usłyszałam, że mam niewychowane dziecko”. Wymagania nauczycielek przekroczyły granice
Pierwsze zebranie organizacyjne miało być dla mnie kopalnią praktycznej wiedzy i okazją do poznania pań, które od września zaopiekują się moim dzieckiem. Niestety, rygorystyczny ton spotkania adaptacyjnego i jedna uwaga rzucona prosto w twarz sprawiły, że wróciłam do domu z płaczem.

Cała ta kłopotliwa sytuacja miała miejsce na spotkaniu adaptacyjnym, na które szłam pełna nadziei i dobrych myśli. Nauczycielki rozdały nam grube kartki z regulaminem grupy i od pierwszych minut zaczęły dyktować listę rygorystycznych zakazów i nakazów.
Rygorystyczny regulamin i wielkie wymagania. Jak pierwsze zebranie zamieniło się w koszmar
Kulminacja nastąpiła, gdy jedna z pań bardzo chłodnym głosem oznajmiła, że od pierwszego września każde dziecko bezwzględnie musi być całkowicie odpieluchowane i samodzielnie korzystać z toalety. Zaznaczyła, że jeśli jakikolwiek maluch przyjdzie w pieluchomajtkach, to personel ma pełne prawo odmówić przyjęcia go do sali, bo oni nie są od wycierania pup i zmieniania ubrań.
Mój Alan to cudowny, bardzo bystry chłopiec, który pięknie mówi i świetnie dogaduje się z rówieśnikami, ale z nocnikiem wciąż ma trudniejszą relację. Przez całe lato walczyliśmy z tematem, próbowaliśmy metody bez pieluchy, ale mały w momentach stresu po prostu się blokuje i potrzebuje jeszcze trochę czasu oraz spokoju, żeby w pełni kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne. Gdy po zebraniu podeszłam do biurka nauczycielki, żeby na osobności poprosić o odrobinę wyrozumiałości w pierwszych tygodniach adaptacji, zderzyłam się z murem totalnej znieczulicy.
Awantura w przedszkolu o pieluchy. Szokujące słowa o braku dyscypliny
Nauczycielka nawet nie spróbowała wysłuchać moich argumentów o indywidualnym tempie rozwoju. Przewróciła tylko oczami i na cały regulator, tak że słyszeli to inni rodzice, oświadczyła, że pójście na łatwiznę to dzisiaj plaga wśród młodych mam. Dodała też, że trzyletnie dziecko w pieluszce to przesada, brak wychowania i jakiejkolwiek dyscypliny w domu. Dowiedziałam się, że nie potrafię zrobić z dzieckiem porządku, a przedszkole to instytucja edukacyjna, a nie żłobek i przechowalnia dla niemowlaków.
Usłyszałam szepty za plecami i zrobiło mi się strasznie wstyd. Wróciłam do domu ze łzami w oczach i do teraz nie potrafię dojść do siebie. Żałuję tylko, że od razu nie odpowiedziałam tej nauczycielce tak, żeby jej poszło w pięty.
Gdzie kończy się rola personelu, a zaczyna czyste czepialstwo. Czas obronić malucha
To wszystko to niestety bardzo bolesny przykład tego, jak bardzo niektóre instytucje potrafią zatracić empatię i wyczucie w relacjach z najmłodszymi. Przepisy oświatowe i psychologowie dziecięcy jasno wskazują, że każde dziecko ma swój własny, unikalny zegar biologiczny i zmuszanie trzylatka do natychmiastowego odpieluchowania pod groźbą kar czy wyrzucenia z grupy to zwyczajna przemoc emocjonalna. Stres związany z nowym miejscem, brakiem mamy i tysiącem nowych bodźców sprawia, że nawet dzieci, które w domu pięknie wołają siusiu, w przedszkolu mogą zaliczyć potężny regres.
Uważam, że rzucanie matce prosto w twarz, że jej dziecko jest gorsze lub niewychowane tylko dlatego, że potrzebuje jeszcze chwileczki na odejście od pieluchomajtek, to brak profesjonalizmu. Ja nie zgadzam się na taki emocjonalny szantaż ze strony personelu. Nie pozwolę, by wygórowane ambicje niesympatycznej pani zniszczyły poczucie bezpieczeństwa mojego synka.
Moim zdaniem mądre rodzicielstwo to ochrona malucha przed bezdusznym systemem, a nie ślepe uleganie presji otoczenia. Trzymajcie, proszę, za nas kciuki, bo mój Alanek idzie od września do przedszkola w pieluszce − bez względu na wymysły pań.
Pozdrawiam Was serdecznie,
Karina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Głośnik zamiast tabletu. Rodzice bez opamiętania kupują dzieciom odtwarzacze audio, ale czy warto?