Reklama

Przenieśliśmy naszą Maję do tej placówki zaledwie miesiąc temu, skuszeni obietnicami o najwyższym standardzie opieki, indywidualnym podejściu i domowej atmosferze, za co co miesiąc płacimy naprawdę gigantyczne czesne, które mocno obciąża nasz domowy budżet. Wierzyłam, że oddaję moje jedyne, wrażliwe dziecko w ręce profesjonalistek, które otoczą ją szacunkiem i czułością, a zastałam widok, który kojarzy mi się z najgorszym zaniedbaniem.

Moja córeczka stała w korytarzu z buzią tak potwornie umorusaną brudem z całego dnia, zaschniętymi resztkami zupy pomidorowej wokół ust i śladami po farbkach plakatowych na policzkach, że wyglądała jak porzucone, niczyje dziecko, o które nikt nie zadbał przez wiele godzin. Żadne pieniądze, piękne zabawki i nowoczesne sale nie zastąpią dziecku podstawowej ludzkiej troski, a na tej płatnej luksusowej świetlicy wczoraj po prostu zabrakło elementarnego poczucia estetyki i szacunku dla godności małego człowieka.

Koszmarny widok w szatni, czyli totalne zaniedbanie higieny malucha

Gdy tylko przykucnęłam przy Mai, by pomóc jej zmienić buty, poczułam, jak wzbiera we mnie fala gorąca, a serce zaczyna mi bić jak szalone z oburzenia. Brud na jej twarzy nie był świeży − to były grube, nawarstwione warstwy z całego dnia, zaschnięty dżem ze śniadania wymieszany z kurzem z dywanu i zieloną farbą, która zdążyła już mocno przywrzeć na delikatnej skóry wokół oczu. Moja córka próbowała trzeć te zaschnięte plamy rączką, przez co jej całe policzki były czerwone i podrażnione, a w kącikach oczu miała zaschnięte łzy, o których starciu też nikt z personelu nie pomyślał.

Zaczęłam płakać z żalu nad własnym dzieckiem, które spędziło osiem godzin w tak potwornym dyskomforcie, ignorowane przez panie opiekunki, które w tym czasie wolały pewnie pić kawę lub wypełniać kolorowe raporty dla dyrekcji. Płacę ciężkie pieniądze nie tylko za zajęcia z języka angielskiego czy rytmikę, ale przede wszystkim za to, by moje dziecko miało suchy nos, czystą buzię i poczucie, że dorosły człowiek obok reaguje na jego podstawowe potrzeby. Ten widok uświadomił mi, że pod płaszczykiem nowoczesnego marketingu kryje się zwyczajna znieczulica i brak chęci do wykonywania najprostszych czynności opiekuńczych, które powinny być fundamentem pracy w każdym przedszkolu.

Reakcja opiekunek na skargę zwaliła mnie z nóg

Kiedy z zapłakaną buzią i córką za rękę weszłam do sali, by natychmiast wyjaśnić tę sytuację z wychowawczynią grupy, spotkałam się z lodowatym murem i kompletnym brakiem zrozumienia. Pani nauczycielka z wyższością i kpiącym uśmiechem stwierdziła, że brudne dziecko to przecież szczęśliwe dziecko, a ślady na buzi są dowodem na to, że Maja świetnie bawiła się na zajęciach plastycznych i chętnie zjadła cały obiad. Czy te kobiety naprawdę nie widzą różnicy między radosnym ubrudzeniem się podczas kreatywnej zabawy a trzymaniem dziecka w zaschniętym brudzie przez całe popołudnie bez żadnej reakcji?

Usłyszałam też, że w grupie jest piętnaścioro dzieci i panie nie są w stanie biegać za każdym z chusteczką nawilżaną po każdym kęsie jedzenia czy malowaniu. To jest bezczelność, bo w prywatnej placówce za takie czesne stosunek liczby opiekunów do dzieci powinien gwarantować, że nikt nie zostanie pozostawiony sam sobie w takim stanie. Ta odpowiedź pokazała mi, że dla tych pań moje dziecko to tylko kolejny numer na liście obecności, a zasłanianie się modnymi hasłami o swobodnym rozwoju to zwyczajna wymówka dla własnego lenistwa i braku profesjonalizmu.

Gdzie kończy się swoboda zabawy a zaczyna brak szacunku dla dziecka

Wiem, że dzisiejsza psychologia promuje dawanie dzieciom pełnej wolności, pozwalanie na brudzenie się i doświadczanie świata wszystkimi zmysłami, co w pełni popieram podczas naszych domowych zabaw w ogrodzie. Jednak istnieje bardzo wyraźna granica między swobodną ekspresją twórczą a totalnym ignorowaniem podstawowych zasad higieny i estetyki, która chroni godność młodego człowieka. Dziecko z całą buzią umazaną jedzeniem staje się obiektem żartów w grupie i uczy się, że dyskomfort fizyczny to coś normalnego, na co dorosły nie reaguje pomocą.

Apeluję do wszystkich mam, które oddają swoje skarby do podobnych luksusowych miejsc − nie dajmy sobie wmówić, że wymaganie czystości i dbałości o nasze dzieci to przewrażliwienie i staroświeckie podejście. Mądra opieka polega na tym, by po skończonym malowaniu czy obiedzie zaprowadzić malucha do łazienki, pomóc mu umyć rączki oraz buzię i podać czyste ubranko, jeśli zaszła taka potrzeba. Ja do tego przedszkola zaufania już nie mam i zamierzam natychmiast przenieść Maję w miejsce, gdzie słowo opieka oznacza realne działanie i szacunek, a nie tylko ładne hasło na kolorowej stronie internetowej.

Ula


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Gdy ja skręcałam się na łóżku porodowym, mąż balował z kolegami. Najgorsze jednak czekało na mnie w domu”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...