Reklama

Moja pięcioletnia Zosia to radosna, wrażliwa dziewczynka, którą w domu uczymy szacunku do pracy, ale też poczucia własnej wartości. Kiedy wczoraj zobaczyłam, jak moja córka z małą, brudną ścierką w dłoni próbuje wycierać stół po podwieczorku, podczas gdy pani opiekunka stała nad nią z założonymi rękami, poczułam, jak wzbiera we mnie krew. Moje dziecko to nie jest służba, a przedszkole to nie jest obóz pracy, w którym maluchy mają wyręczać dorosły personel w jego podstawowych obowiązkach.

Gdy zwróciłam uwagę, że to nie należy do zadań pięciolatka, usłyszałam tylko z kpiącym uśmiechem, że to nauka samodzielności. Dla mnie to nie jest nauka, to zwykłe lenistwo dorosłych kosztem naszych dzieci.

Nauka samodzielności czy darmowa siła robocza w przedszkolu?

Rozumiem, że dziecko powinno po sobie posprzątać zabawki albo odnieść talerzyk do okienka, bo to uczy porządku i odpowiedzialności za własne rzeczy. Jednak wycieranie stołów detergentami, mazanie po blacie mokrą szmatą i sprzątanie resztek jedzenia po całej grupie to zupełnie inna bajka. Czy te panie naprawdę uważają, że to jest rozwijające zajęcie dla przedszkolaka? Moja Zosia ma w tym czasie rysować, uczyć się literek albo bawić z rówieśnikami, a nie pełnić funkcję personelu sprzątającego.

Co gorsza, nikt nas, rodziców, nie pytał o zdanie, czy zgadzamy się na to, by nasze dzieci wykonywały prace fizyczne w placówce. Czuję się oszukana, bo posłałam córkę do miejsca, które miało dbać o jej rozwój, a nie do miejsca, które szuka oszczędności na sprzątaczkach, zmuszając do tego najmłodszych.

Higiena i bezpieczeństwo dzieci przy pracach porządkowych

Kolejna sprawa, która spędza mi sen z powiek, to kwestia higieny, o której pani opiekunka najwyraźniej zapomniała w swoim zapale do „wychowywania”. Te ścierki, którymi dzieci wycierają stoły, są często mokre i niedopłukane po posiłkach całej grupy. Czy to jest bezpieczne, żeby pięciolatek miał kontakt z takimi rzeczami, a potem tymi samymi rączkami dotykał swojej twarzy czy zabawek?

Poza tym, nie mamy pewności, jakich środków czyszczących używa przedszkole − czy są one bezpieczne dla delikatnej skóry dziecka, czy nie wywołają alergii? Kiedy o to zapytałam, pani tylko wzruszyła ramionami, twierdząc, że przesadzam. Nie, nie przesadzam! Jako matka mam prawo wymagać, by moje dziecko przebywało w sterylnych warunkach i nie było narażone na kontakt z brudem pod pretekstem edukacji.

Gdzie kończy się wychowanie, a zaczyna upokarzanie dziecka?

Najbardziej boli mnie jednak aspekt psychologiczny tej całej sytuacji i to, jak moja córka mogła się czuć, sprzątając po innych. Widziałam w jej oczach zakłopotanie, gdy inne dzieci jeszcze biegały, a ona musiała stać przy stole ze szmatą. Nie chcę, by moje dziecko od małego było uczone, że jego rola polega na usługiwaniu innym i wykonywaniu prac, które powinny należeć do dorosłych. W domu Zosia chętnie mi pomaga, bo chce być jak mama, ale robi to z własnej woli i w ramach zabawy, a nie pod przymusem w obcej placówce.

Pani w przedszkolu jest od tego, by uczyć i opiekować się, a nie od tego, by rozdzielać dzieciom dyżury przy wycieraniu blatów. Jeśli pozwolimy na to dzisiaj, to co będzie jutro? Może zaczną myć podłogi albo czyścić toalety w imię hartowania charakteru?

Nie spocznę, dopóki ta sprawa nie zostanie wyjaśniona na forum grupy, bo wiem, że inne matki też są zaniepokojone, tylko boją się odezwać. Przedszkole to nie miejsce na trenowanie służby, ale na radosne dzieciństwo, którego nikt nie ma prawa zakłócać szmatą i detergentem.

Rozżalona mama


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Wstyd mi za teściową, że tak podle potraktowała moją córkę na komunii. Dałam jej nauczkę”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...