Reklama

Dzień dobry, piszę do Państwa, bo wczoraj w mojej grupie trzylatków wydarzyło się coś, co kompletnie przewartościowało moje spojrzenie na codzienną pracę i pokazało mi, jak bardzo my, dorośli, potrafimy być zaślepieni własnymi, surowymi ocenami. Pracuję jako wychowawczyni w przedszkolu publicznym od dobrych kilku lat.

Wczoraj rano, podczas zbiórki w sali, moją uwagę natychmiast przykuł mały Tymek, który usiadł na dywanie w potwornie zniszczonych, wręcz poszarpanych na kolanach spodenkach. Materiał dosłownie zwisał w strzępach, a ja w pierwszej sekundzie poczułam potężne oburzenie i złość na jego rodziców, bo pomyślałam sobie, że wysłanie malucha w takim stanie do ludzi to już jest gruba przesada i jawne lekceważenie dziecka.

Kiedy po zajęciach kucnęłam przy nim i zapytałam, dlaczego chodzi w porwanych spodniach, odpowiedź odebrała mi mowę, a w gardle poczułam potworną gulę ze wzruszenia i wstydu, że w ogóle mogłam posądzić tę rodzinę o cokolwiek złego. Okazało się, że za tymi nieszczęsnymi dziurami stoi urocza, dziecięca miłość do starszego brata i wielkie marzenie o byciu dorosłym, które totalnie rozłożyło mnie na łopatki.

Zaniedbanie dziecka w przedszkolu czy nietypowy pomysł trzylatka

Muszę się Państwu szczerze przyznać, że zanim w ogóle odezwałam się do Tymka, w mojej głowie ułożył się już czarny scenariusz, a palce same rwały się do pisania uciążliwej wiadomości w systemie do jego mamy. Rodzina chłopca jest raczej skromna, nigdy się nie afiszują, więc mój mózg błyskawicznie połączył kropki i wrzucił ich do szufladki pod tytułem „bieda i brak kontroli nad garderobą dziecka”.

Jakże potwornie się pomyliłam i jak bardzo mi teraz głupio za te moje pochopne wnioski, które wyciągnęłam na podstawie jednej pary spodni! Tymek spojrzał na mnie swoimi wielkimi, ufnymi oczami i z dumą ogłosił, że sam pociął sobie te spodnie rano nożyczkami, bo jego nastoletni brat Kacper nosi dokładnie takie same ubrania z dziurami i jest najfajniejszym gościem na świecie. Maluch po prostu chciał za wszelką cenę wyglądać tak samo modnie i dumnie jak jego starszy brat, którego uważa za swojego absolutnego bohatera, i dlatego w tajemnicy przed mamą urządził w pokoju mały salon krawiecki.

Mały chłopczyk zakochany w starszym bracie

Kiedy stałam tak na dywanie, słuchając tej radosnej, niewinnej opowieści, czułam, jak całe moje wcześniejsze oburzenie topnieje w sekundę, ustępując miejsca ogromnemu wzruszeniu. Mały Tymek nie miał pojęcia, że zrobił coś złego − dla niego te wielkie strzępy na kolanach były symbolem dorosłości, braterskiej więzi i najgłębszej miłości, jaką nosi w swoim małym serduszku.

Ta sytuacja uświadomiła mi, jak ważne w pracy pedagoga jest powściąganie własnego języka i nieocenianie rodziców przez pryzmat wyglądu malucha, bo czasem za nietypowym zachowaniem czy zniszczoną rzeczą stoi niesamowita, domowa historia. Gdy po południu przyszła po niego mama, zmęczona po całym dniu pracy, od razu zaczęła się tłumaczyć, że rano miała totalny młyn i nie zauważyła, kiedy mały dorwał się do spodni przed wyjściem z domu. Zaśmiałam się tylko cicho i powiedziałam, że ma w domu najwspanialszego, najbardziej zakochanego w bracie chłopca, a te spodnie to najpiękniejsza pamiątka z dzieciństwa, jaką można sobie wyobrazić.

Wielka lekcja empatii dla dorosłych

Myślę, że my, dorośli, staliśmy się powierzchowni, podejrzliwi i łatwo przychodzi nam rzucanie oskarżeń pod adresem innych matek. Zamiast widzieć w dzieciach ich naturalną beztroskę, kreatywność i czyste emocje, bez przerwy szukamy patologii i zaniedbań.

Apeluję do wszystkich koleżanek po fachu, do nauczycielek i wychowawczyń: zanim zrobicie rodzicom awanturę o brudną koszulkę, porwane spodnie czy brak kapci, najpierw kucnijcie przy dziecku i po prostu z nim porozmawiajcie z otwartym sercem. Dzieciaki potrafią nas uczyć prawdziwego życia o wiele lepiej niż grube podręczniki do psychologii, a ten jeden dzień z Tymkiem zapamiętam do końca mojej kariery zawodowej jako najważniejszą lekcję pokory i miłości.

Przestańmy wiecznie kontrolować i oceniać, dajmy maluchom trochę przestrzeni na ich własne, urocze błędy i pamiętajmy, że pod podartym ubraniem bije często najwspanialsze, najczystsze serduszko, które nie wie jeszcze, co to jest dorosły snobizm i ludzka złośliwość.

Z poważaniem,

wzruszona nauczycielka z grupy Sówek


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „W piwnicy pod stosem pudeł leżał stary pamiętnik mamy. Jej ostatni wpis sprawił, że wybuchłam płaczem”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...