Pani z przedszkola obraziła się na 3-latka, bo grymasił przy zupie. Matka wpadła w szał: „Dziecinada”
Czy odmawianie zjedzenia posiłku przez malucha upoważnia dorosłą wychowawczynię do emocjonalnego wybuchu? Poznaj pełną złości relację zszokowanej mamy, która zderzyła się z kompletnym brakiem profesjonalizmu w przedszkolu i postanowiła głośno opowiedzieć o zachowaniu personelu placówki.

Szanowna Redakcjo! Mój trzyletni Oliwier chodzi do tej placówki od września i do tej pory adaptacja przebiegała w miarę spokojnie, choć synek jest z natury niejadkiem i potrzebuje czasu, by przekonać się do nowych smaków. Wczoraj, kiedy przyszłam odebrać go po pracy, zamiast uśmiechniętej i życzliwej wychowawczyni zastałam w sali atmosferę lodowatej wrogości. Przedszkolanka oddała mi dziecko bez słowa wyjaśnienia, z kamienną twarzą, ostentacyjnie mnie ignorując i odmawiając tradycyjnego przekazania informacji o tym, jak maluch spędził dzisiejszy dzień.
Gdy zaniepokojona zapytałam, czy wydarzyło się coś złego, pani fuknęła pod nosem i stwierdziła, że Oliwier doskonale wie, co zrobił, i ona nie ma zamiaru z nami dzisiaj rozmawiać. Powód, który ostatecznie usłyszałam po długich naciskach, po prostu zwalił mnie z nóg i do teraz nie potrafię uwierzyć w to, co się stało.
Okazało się, że dorosła, wykształcona kobieta najzwyczajniej w świecie obraziła się na trzyletnie dziecko, ponieważ mój syn podczas obiadu odmówił zjedzenia zupy jarzynowej i nie pomogły żadne prośby ani groźby. Cała ta sytuacja to jest jakaś koszmarna dziecinada i kompletna porażka pedagogiczna ze strony osoby, której powierzamy pod opiekę nasze największe skarby.
Konflikt o talerz zupy w przedszkolu, czyli dorosła kobieta kontra trzylatek
Kiedy Oliwier opowiedział mi w domu swoją wersję wydarzeń, po prostu zalałam się łzami ze złości i bezsilności, słysząc, jak został potraktowany przy rówieśnikach. Mój syn z powodu niechęci do ciepłych warzyw nie chciał zjeść na obiad zupy, co w wieku trzech lat jest absolutnie normalnym zachowaniem. Przedszkolanka postanowiła jednak za wszelką cenę złamać jego opór i zastosować popularną, choć niezwykle krzywdzącą zasadę zupa albo nic. Kiedy Oliwier twardo odmawiał przełknięcia choćby jednej łyżki, pani wychowawczyni zabrała mu talerz z drugim daniem i ogłosiła przy całej grupie, że od teraz z nim nie rozmawia, bo jest niegrzeczny i robi jej na złość.
Przez całe popołudnie kobieta ignorowała pytania mojego syna, nie reagowała, gdy prosił o podanie zabawki, i ostentacyjnie pomijała go przy rozdzielaniu ról w popołudniowych grach zespołowych. To jest dla mnie absolutnie niedopuszczalne niedopełnienie podstawowych obowiązków wychowawczych i zwyczajne znęcanie się psychiczne nad małym dzieckiem, które nie potrafi jeszcze samo obronić się przed agresją dorosłego. W publicznej czy prywatnej placówce takie zachowanie powinno być natychmiast karane dyscyplinarnie, ponieważ nauczyciel ma obowiązek uczyć dzieci radzenia sobie z emocjami, a nie karać ciszą.
Obrażanie się na dziecko? To brak profesjonalizmu kadry pedagogicznej
Najbardziej przeraża mnie fakt, jak łatwo kadra w przedszkolach sięga po metody manipulacyjne, które niszczą poczucie bezpieczeństwa u najmłodszych. Mój syn po powrocie do domu był bardzo zdezorientowany, bał się, że pani już nigdy go nie polubi i że przez niezjedzoną zupę jest złym dzieckiem, które zasłużyło na odrzucenie. Toksyczna atmosfera, jaką stworzyła ta kobieta wokół jednego talerza zupy, to jawny dowód na brak jakichkolwiek kompetencji psychologicznych i pedagogicznych do pracy z maluchami. Trzylatek nie odmawia jedzenia po to, by zrobić na złość pani przedszkolance, tylko dlatego, że czuje lęk przed nowym smakiem lub po prostu nie jest w danym momencie głodny.
Stosowanie takiej kary wobec tak małego dziecka to czysty narcyzm dorosłego człowieka, który nie potrafi znieść faktu, że trzyletni maluch ma własną wolę. Zadaniem wykształconego pedagoga jest wykazanie się czujnością, empatią i cierpliwością, a nie zachowywanie się jak obrażona nastolatka na szkolnym korytarzu.
Od razu naskarżyłam do dyrektorki
Dzisiaj rano natychmiast złożyłam oficjalną, pisemną skargę i zażądałam wyciągnięcia natychmiastowych konsekwencji wobec tej pani. Nie zamierzam milczeć i nie pozwolę na to, by ktokolwiek niszczył poczucie wartości mojego syna.
Proszę rodziców dzieci przedszkolnych: stawiajcie twarde warunki personelowi placówek. Przestańmy dawać przyzwolenie na to, by w XXI wieku panie stosowały wobec naszych dzieci metody z poprzedniego stulecia, oparte na zawstydzaniu, ignorowaniu i zmuszaniu do jedzenia. Mamy pełne prawo wymagać absolutnego szacunku dla podmiotowości naszych dzieci, a każda sytuacja, w której dorosły pedagog obraża się na malucha, powinna być powodem do natychmiastowej interwencji rodziców.
Aneta
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Mąż żalił się matce, że dzieci płaczą, a ja leżę. Gdy teściowa weszła do domu, prawda wyszła na jaw”