Posyła dziecko do całodobowego przedszkola. „Kiedy niby mam zrobić zakupy i iść do fryzjera?”
Podjęłam decyzję, że mój czteroletni syn będzie korzystał z usług nowoczesnego, całodobowego przedszkola, i nie rozumiem, dlaczego koleżanki z pracy patrzą na mnie, jakbym oddawała własne dziecko do domu dziecka.

Moje macierzyństwo od samego początku przypominało samotny bieg z przeszkodami, w którym nikt nie pytał mnie o zmęczenie, a każda minuta dnia była rozliczana przez wieczne poczucie winy. Pracuję na pełen etat w korporacji, mój mąż również goni za awansem i po prostu nadszedł moment, w którym musieliśmy znaleźć rozwiązanie, by nie zwariować w tym codziennym pędzie.
Kiedy niby mam zrobić duże zakupy dla domu, pójść do fryzjera, zadbać o swoje zdrowie czy po prostu posiedzieć w ciszy, jeśli od rana do nocy jestem uwiązana przy dziecku? Całodobowa placówka daje nam elastyczność, o jakiej wcześniej mogłam tylko marzyć, i uważam, że to nie jest żadna krzywda dla syna, ale ratunek dla naszej rodziny.
Wieczna gonitwa i brak czasu na podstawowe potrzeby kobiety
Dzisiejszy świat wymaga od kobiet, by były idealnymi pracownicami, nienagannymi matkami i jeszcze miały czas na dbanie o siebie, ale nikt nie daje nam do tego odpowiednich narzędzi. Przez ostatnie lata moje wyjście do fryzjera czy kosmetyczki graniczyło z cudem, wiązało się z błaganiem teściowej o pomoc albo płaceniem fortuny przypadkowym nianiom z ogłoszenia. Zakupy robiłam w biegu, między pracą a odbieraniem małego, wiecznie zestresowana, że spóźnię się choćby pięć minut.
Dzięki temu, że przedszkole mojego syna oferuje niestandardowe godziny opieki oraz specjalne nocne dyżury, w końcu odzyskałam kontrolę nad własnym kalendarzem. Mogę spokojnie skończyć ważny projekt w biurze, zrobić zakupy na cały tydzień bez płaczącego malucha ciągnącego mnie za rękaw przy kasie i w końcu zadbać o swój wygląd bez poczucia, że okradam dziecko z czasu. Matka to też człowiek, ma prawo do czystej głowy, zrobionych paznokci i momentu, w którym nie musi być na każde zawołanie małego człowieka.
Nocna opieka w przedszkolu to dla dziecka świetna zabawa
Wielu rodziców wyobraża sobie całodobowe przedszkole jako mroczne miejsce, gdzie porzucone dzieci płaczą w poduszki, tęskniąc za domem, co jest kompletną bzdurą i dowodem na brak wiedzy. Placówka, do której chodzi mój syn, organizuje te wieczorne i nocne bloki w formie niesamowitych przygód, piżama party, seansów filmowych i wspólnego czytania bajek z rówieśnikami. Syn uwielbia te dni, kiedy zostaje tam na tak zwaną nocowankę, bo traktuje to jak ekscytujący obóz przetrwania i zabawę z najlepszymi kolegami z grupy.
On nie czuje się porzucony, on czuje się wyróżniony, a ja w tym czasie mogę zregenerować siły, wyspać się we własnym łóżku i zatęsknić za nim w zdrowy sposób. Kiedy odbieram go rano, jestem uśmiechnięta, zrelaksowana i mam w sobie mnóstwo energii, by dać mu sto procent swojej uwagi przez resztę weekendu. Lepiej, żeby dziecko spędziło bezpieczną noc pod okiem profesjonalnych opiekunów w otoczeniu przyjaciół, niż miało w domu sfrustrowaną, wiecznie wściekłą i zmęczoną matkę, która nie ma siły na uśmiech.
Nowoczesne macierzyństwo wymaga nowoczesnych rozwiązań
Musimy przestać żyć mitami o matce Polce, która musi cierpieć i poświęcać każdą sekundę swojego życia na ołtarzu rodzicielstwa, bo to prosta droga do depresji i rozpadu małżeństwa. Całodobowe przedszkola to standard w wielu rozwiniętych krajach i cieszę się, że ta moda w końcu dociera do Polski, dając nam, pracującym rodzicom, realne wsparcie. Nie dajmy się zwariować tym wszystkim idealnym mamusiom z internetu, które twierdzą, że oddanie dziecka na noc do placówki to zbrodnia.
Moje życie to moje wybory i moje dziecko, które rozwija się wspaniale, jest śmiałe, otwarte i uczy się samodzielności od najmłodszych lat. Jeśli potrzebuję piątkowego wieczoru dla siebie, by pójść z mężem do kina i odbudować naszą bliskość, to całodobowe przedszkole jest najlepszym partnerem, jakiego mogłam sobie wymyślić. Przestańcie nas biczować za to, że chcemy żyć normalnie w nienormalnie szybkim świecie.
Daria
Komentarz od Redakcji: List naszej Czytelniczki bez wątpienia dotyka bardzo delikatnego tematu, jakim są granice elastyczności we współczesnym systemie opieki nad dziećmi. Choć sformułowanie całodobowe przedszkole u wielu osób budzi natychmiastowe, negatywne skojarzenia, warto spojrzeć na ten problem z nowoczesnej perspektywy.
W Polsce coraz częściej powstają prywatne oraz niepubliczne punkty przedszkolne, które wychodzą naprzeciw potrzebom rodziców pracujących w systemie zmianowym, dyżurujących w szpitalach czy po prostu niemających wsparcia w postaci dziadków.
Oferowane przez nie weekendowe lub okazjonalne nocowanki, wieczory filmowe czy elastyczne godziny odbioru maluchów są traktowane przez dzieci jako forma atrakcji i integracji rówieśniczej. Prawdopodobnie właśnie takie nowoczesne, doraźne rozwiązanie ma na myśli autorka listu, szukając balansu między wymagającą karierą zawodową a prawem do regeneracji sił.
Kluczem w takich sytuacjach zawsze pozostaje uważność na emocjonalne potrzeby konkretnego dziecka oraz dbanie o to, by placówka była jedynie wsparciem, a nie substytutem rodzinnego ciepła.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Pani w przedszkolu ukarała dziecko: aż włos się jeży! „Rodzice powinni mi dziękować”