Reklama

Zbliża się koniec roku w przedszkolu i z tej okazji grupa mojego Gucia od ponad miesiąca przygotowywała uroczyste przedstawienie dla rodziców, na które wszyscy czekaliśmy z ogromnymi wypiekami na twarzach. Mój synek codziennie w domu ćwiczył piosenki, dumnie maszerował po dywanie i opowiadał, że będzie tańczył w pierwszej parze specjalny, uroczysty taniec.

Niestety, dzisiaj rano podczas przyprowadzania go do grupy przeżyłam najgorsze upokorzenie w moim całym dotychczasowym macierzyństwie, gdy nauczycielka z zimnym uśmiechem oznajmiła mi na korytarzu, że Gucio jednak nie weźmie udziału w głównej części artystycznej. Kobieta bez jakichkolwiek skrupułów powiedziała mi prosto w oczy, że odebrała mojemu dziecku rolę, bo syn nie nadążał za innymi i po prostu psuł cały układ taneczny, na który tak bardzo liczyła dyrekcja placówki.

Przygotowania do akademii przedszkolnej i nagły wyrok nauczycielki

Gucio nie jest dzieckiem, które uczy się wszystkiego w mgnieniu oka − potrzebuje trochę więcej czasu, skupienia i cierpliwości, by zapamiętać sekwencję kroków czy skomplikowane ruchy rąk. Ma lekkie problemy z koordynacją ruchową, o czym wychowawczyni doskonale wiedziała od samego początku roku, bo wielokrotnie rozmawiałyśmy o tym podczas indywidualnych konsultacji. Mimo to synek przez tygodnie wkładał całe swoje małe serduszko w te próby, był dumny, że jest częścią zespołu i czuł się ważny.

Nauczycielka uznała jednak, że perfekcyjny, idealnie zsynchronizowany szoł pod publiczkę i zachwyty dyrekcji są ważniejsze niż psychika małego, bezbronnego człowieka. Zamiast pomóc mu, poświęcić te dodatkowe trzy minuty albo po prostu pozwolić mu tańczyć z tyłu, gdzie jego drobne pomyłki nikomu by nie przeszkadzały, pani wybrała najprostsze i najbardziej bezduszne rozwiązanie. Odstawiła mojego syna na boczny tor, zostawiając mu jedynie rolę biernego widza, który ma klaskać swoim zdolniejszym kolegom.

To jest dla mnie absolutna definicja pedagogicznej porażki i sytuacja, która bezlitośnie obnaża, jak bardzo polski system opieki przedszkolnej potrafi być okrutny dla dzieci odbiegających od idealnego szablonu.

Emocje dziecka po odrzuceniu przez rówieśników i kadrę

Najgorszy moment nastąpił po powrocie do domu, gdy mój mały, dotąd radosny chłopiec usiadł w przedpokoju i ze łzami w oczach zapytał mnie, dlaczego on jest gorszy od innych dzieci i dlaczego pani nie chce, żeby tańczył na scenie. Serce pękło mi na milion kawałków, bo nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć takiemu maluchowi, by nie zniszczyć w nim resztek poczucia własnej wartości. Jak mam wytłumaczyć pięciolatkowi, że dorosła osoba, która miała być jego przewodnikiem i wsparciem, oceniła go przez pryzmat jednej pomyłki w tańcu i skazała na publiczne wykluczenie?

Gucio czuje się teraz potwornie zawstydzony, nie chce jutro iść do przedszkola, a na sam dźwięk piosenki z przedstawienia zaczyna panicznie szlochać i chować się pod kołdrę. Ta bezmyślna decyzja jednej sfrustrowanej nauczycielki zdemolowała psychiczną pewność siebie mojego dziecka, którą budowałam w nim przez lata z tak ogromnym trudem. Wychowanie przedszkolne powinno opierać się na włączaniu każdego malucha do wspólnej zabawy, na budowaniu empatii i integracji, tymczasem w naszej placówce zrobiono dziecku potworną krzywdę w imię idealnego wizerunku na czerwcowym apelu.

Brak empatii w przedszkolu i protest matki

Oczywiście nie zostawiłam tej sprawy bez reakcji i natychmiast zażądałam oficjalnego spotkania z dyrektorką przedszkola oraz samą wychowawczynią, która dopuściła się tego skandalicznego zachowania. Niestety, na miejscu zderzyłam się z potężnym murem niezrozumienia, obojętności i klasycznego bagatelizowania problemu. Usłyszałam, że przesadzam, a pani nauczycielka musiała podjąć taką decyzję, ponieważ czas goni, a inne dzieci denerwowały się, gdy Gustaw mylił kierunki w trakcie tańca. Żadna z tych dorosłych, wykształconych kobiet nie dostrzegła dramatu małego chłopca, który został upokorzony na oczach całej swojej grupy.

Chcę za pośrednictwem Waszego portalu wykrzyczeć swój bunt i zapytać inne mamy: czy my naprawdę zgadzamy się na to, by w przedszkolach tworzyć wyścig szczurów już dla kilkulatków? Przestańmy robić z czerwcowych przedstawień idealne pokazy dla poklasku dorosłych, w których nie ma miejsca na naturalne potknięcia małych dzieci.

Błagam Was, drodzy rodzice i nauczyciele, patrzcie przede wszystkim na serce malucha, a nie na to, czy idealnie prosto stawia kroki w rytm muzyki, bo te małe rany w psychice zostają z dziećmi na całe życie.

Z poważaniem,

Malwina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Japońskie dzieci nie grymaszą i szanują innych. Ich rodzice przestrzegają tych 5 zasad

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...