Dziecko dłubało w nosie, a potem zawzięcie macało bułeczki. „Teraz brzydzę się pieczywa z marketów”
Przez lata kupowałam świeże kajzerki w pobliskim markecie, ale jedno popołudnie sprawiło, że na sam widok sklepowych koszy z pieczywem robi mi się niedobrze. To, co zobaczyłam przy stoisku samoobsługowym, odebrało mi apetyt i wiarę w to, że dzisiejsi rodzice jeszcze czegokolwiek uczą swoje dzieci.

Szanowna Redakcjo, piszę do Państwa, bo wciąż mi słabo, gdy o tym myślę. Mam 68 lat, przeżyłam niejedno i nie jestem osobą, która szuka dziury w całym, ale to, co działo się wczoraj w jednym z popularnych supermarketów, po prostu woła o pomstę do nieba. Stałam w kolejce do wag, a obok mnie, przy otwartych pojemnikach z bułkami, kręciła się młoda mama z synkiem, na oko może pięcioletnim. Chłopiec nudził się strasznie, a jego mama była zajęta przeglądaniem promocji na wędliny.
Brak higieny w supermarkecie: jak dzieci traktują stoiska z pieczywem?
Zaczęło się od tego, że ten malec stał z palcem wetkniętym głęboko w nos. Wyglądało to tak, jakby czegoś tam zawzięcie szukał. Pomyślałam: „Cóż, to tylko dziecko, zdarza się”. Ale to, co stało się chwilę później, sprawiło, że zamarłam. Ten chłopiec, tymi samymi paluszkami, którymi przed chwilą majstrował w nosie i buzi, zaczął z ogromnym zaangażowaniem dotykać bułek. Przekładał je z miejsca na miejsce, naciskał palcem, żeby sprawdzić, która jest miękka, a potem rzucał je z powrotem do wspólnego kosza.
Poczułam obrzydzenie, które trudno opisać. Widziałam te jego małe, brudne rączki na rumianych skórkach pieczywa, które za chwilę ktoś inny kupi i poda swojej rodzinie na kolację. Przecież to są siedliska bakterii! Takie zachowanie jest po prostu niedopuszczalne.
Dlaczego rodzice nie pilnują dzieci w sklepie?
Bardzo też zabolała mnie reakcja, a raczej całkowity brak reakcji ze strony matki. Kiedy zwróciłam jej uwagę, mówiąc szeptem: „Przepraszam, ale synek dotyka bułek brudnymi rączkami”, ona nawet nie spojrzała na to, co robi dziecko. Odpowiedziała mi tylko z pogardliwym uśmiechem: „To tylko dziecko, niech się pani tak nie spina, odrobina zarazków nikomu nie zaszkodziła”. I poszła dalej, zostawiając te wszystkie wymacane bułki w koszu.
Gdzie jest dzisiaj poczucie odpowiedzialności za innych? Czy to naprawdę taki wysiłek, żeby założyć dziecku rękawiczkę foliową albo po prostu trzymać je za rękę przy jedzeniu? Przecież to nie jest plac zabaw, tylko sklep spożywczy. Czułam się upokorzona tym, jak mnie potraktowała, jakbym była jakąś starą, zrzędliwą babą, która nie ma nic lepszego do roboty, tylko czepiać się młodych matek. A ja po prostu dbam o zdrowie, swoje i innych.
Wychowujemy pokolenie, któremu wolno wszystko
Wróciłam do domu z pustą torbą, bo nie byłam w stanie kupić tam ani jednej bułki. Teraz brzydzę się pieczywa z marketów i chyba już nigdy nie zaufam tym otwartym pojemnikom. Skoro jedna matka pozwala na takie coś, to ile innych dzieci codziennie testuje te bułki swoimi paluszkami? W mniejszych piekarniach przynajmniej podaje je ekspedientka w rękawiczkach, a tutaj to jest jedna wielka loteria − nie wiesz, kto wcześniej dotykał twojego chleba.
Mam żal do sklepów, że nie pilnują takich sytuacji, ale przede wszystkim mam żal do rodziców. Wychowaliśmy pokolenie, któremu wolno wszystko, bez żadnych zasad przyzwoitości i higieny. Czy to tak trudno nauczyć dziecko, że jedzenia się nie dotyka, jeśli nie zamierza się go kupić? Mam nadzieję, że mój list skłoni kogoś do refleksji. Może jakaś mama, zanim następnym razem wyjmie telefon w sklepie, najpierw spojrzy, co robią rączki jej pociechy przy koszu z chlebem.
Z poważaniem,
Irena
Komentarz Redakcji: Pani Ireno, dziękujemy za ten szczery i emocjonalny list. Poruszyła Pani temat, który budzi ogromne kontrowersje − starcie między dziecięcą ciekawością a ogólnie przyjętymi zasadami higieny w miejscach publicznych. Popieramy Pani opinię: choć dzieci dopiero uczą się świata, to oczywiście rola rodzica w kształtowaniu ich nawyków w sklepie jest kluczowa dla bezpieczeństwa nas wszystkich.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Teściowa kpi z tego, jak mąż mówi o mojej ciąży. „Mojego bym za to pogoniła”