Reklama

Witam, piszę do Państwa, bo wciąż noszę w sobie ogromny żal po ostatniej niedzielnej wizycie u moich teściów. Spodziewamy się z mężem naszego pierwszego dziecka, to szósty miesiąc, czas pełen wzruszeń, wspólnego planowania i urządzania pokoiku.

Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, a mój mąż, Paweł, od samego początku zachowuje się niesamowicie. On nie tylko pomaga, on po prostu współuczestniczy w każdym aspekcie tego stanu. Jednak to, co dla nas jest piękne i naturalne, dla mojej teściowej stało się powodem do kpin, które uderzyły w naszą najczulszą strunę.

„Jesteśmy w ciąży” − słowa, które wywołały burzę przy stole

Wszystko zaczęło się przy obiedzie, kiedy Paweł, opowiadając o ostatnich badaniach, użył sformułowania: „Właśnie dlatego zdecydowaliśmy, że teraz trochę zwolnimy, bo w końcu jesteśmy w ciąży i spokój jest najważniejszy”. Zrobił to z taką czułością, kładąc rękę na moim brzuchu, że poczułam się najbezpieczniejszą kobietą na świecie.

Niestety, ta sielanka trwała tylko sekundę. Moja teściowa odstawiła szklankę z takim hukiem, że aż wszyscy podskoczyliśmy. „Wy jesteście w ciąży?” − zapytała z drwiną w głosie. „Pawełku, opanuj się, co ty za bzdury opowiadasz? To ona ma brzuch, ona będzie rodzić i ona karmić, a ty co najwyżej możesz stać obok. Mojego bym za takie gadanie pogoniła z domu!”.

Zapadła grobowa cisza. Poczułam, jak pieką mnie policzki. Teściowa zaczęła wywód o tym, jak to za jej czasów mąż dowiadywał się o dziecku pod szpitalem, a w domu był od zarabiania pieniędzy, a nie od nowoczesnego wydziwiania. Według niej sformułowanie „Jesteśmy w ciąży” to kpina z kobiet, odbieranie nam naszego trudu i robienie z mężczyzny kogoś, kim fizycznie nie może być. Próbowałam tłumaczyć, że dla nas to symbol jedności, ale ona tylko prychała, mówiąc, że robimy z siebie pośmiewisko przed całą rodziną.

Współodpowiedzialność to nie wydziwianie, to fundament rodziny

Boli mnie to, że teściowa kompletnie nie rozumie, jak wielką siłę dają mi te słowa Pawła. Dla mnie „Jesteśmy w ciąży” nie oznacza, że on myśli, iż ma macicę. To oznacza, że on nie śpi, kiedy ja nie śpię przez zgagę. To oznacza, że on wie, jakie witaminy biorę, zna terminy wszystkich wizyt i czyta o rozwoju płodu tyle samo, co ja. On nie czeka, aż dziecko się pojawi − on jest ojcem od momentu, w którym zobaczyliśmy dwie kreski na teście.

Dlaczego starsze pokolenie tak bardzo boi się tego partnerstwa? Teściowa uważa, że mąż powinien być twardy, a takie mówienie to robienie z siebie ciamajdy. Ja jednak widzę w tym najwyższą formę męstwa − odwagę do wzięcia odpowiedzialności za nasze wspólne emocje. Dzięki temu ja nie czuję się samotna w tym trudnym, fizycznym procesie. Wiem, że obok mnie stoi człowiek, który nie traktuje mojego stanu jako babskiej sprawy, ale jako nasz wspólny życiowy projekt. Kpiny teściowej uderzają w coś, co jest fundamentem naszego małżeństwa: we wzajemne wsparcie.

Czy musimy wychowywać dzieci według schematów z poprzedniej epoki?

Wyszłam od teściów z poczuciem ogromnego niesmaku. Najbardziej uderzyło mnie to, że ona woli model, w którym mąż jest wycofany i obcy, niż taki, w którym syn kocha i wspiera swoją żonę całym sobą. Czy naprawdę pogonienie męża za to, że czuje się współodpowiedzialny za ciążę, jest powodem do dumy? Dla mnie to brzmi jak smutne wspomnienie czasów, w których kobiety były w macierzyństwie dramatycznie samotne.

Nie zamierzamy zmieniać naszego języka tylko dlatego, że ktoś uważa go za głupi. „Jesteśmy w ciąży” to nasze hasło, nasza tarcza i obietnica, że tak samo będziemy wychowywać nasze dziecko − razem, ramię w ramię. Mam nadzieję, że inne młode mamy też nie dają się stłamsić takim uwagom. My, kobiety, zasługujemy na to, by nasi mężczyźni byli z nami na każdym kroku tej drogi. A teściowej... cóż, współczuję, że nigdy nie zaznała takiej jedności ze swoim mężem. Może gdyby on też kiedyś powiedział, że „są w ciąży”, ona dzisiaj byłaby mniej zgorzkniałą i bardziej wspierającą babcią.

Pozdrawiam serdecznie,

Wiktoria


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Głupie zasady synowej psują mi wnuczkę. Gdybym to ja zajmowała się Majeczką, byłaby złotym dzieckiem”

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...