Reklama

Wypowiedź Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o emeryturach natychmiast przebiła się do politycznego centrum uwagi. W programie „Tłit” Wirtualnej Polski ministra funduszy i polityki regionalnej oraz liderka Polski 2050 zasugerowała, że kobiety bez dzieci mogłyby przechodzić na emeryturę w tym samym wieku co mężczyźni. Jednocześnie podkreśliła, że bez rozmowy o kosztach systemu napięcie między pokoleniami będzie tylko rosło.

Pomysł ministry dotknął czułego punktu: kto ma finansować system emerytalny?

Pełczyńska-Nałęcz odniosła się do dyskusji o propozycji podniesienia renty wdowiej, oceniając ją jako rozwiązanie, które przerzuca rosnące obciążenia na młodych i pracujących. W jej ujęciu sedno problemu nie leży w pojedynczym świadczeniu, ale w coraz większej luce, którą trzeba domykać pieniędzmi z bieżących składek i dopłat.

Ministra podała konkretne kwoty, które mają pokazywać skalę dopłacania do systemu: 160 mld zł w tym roku i 130 mld zł w zeszłym. To argument, który wielu rodzicom pracującym na etat albo prowadzącym działalność może wydawać się szczególnie bliski: domowy budżet jest napięty, wydatki na dzieci rosną, a jednocześnie w debacie publicznej coraz częściej pada pytanie, jak długo da się utrzymać obecne tempo dokładania do świadczeń.

W tym samym kontekście Pełczyńska-Nałęcz wezwała do szerszej rozmowy o całym systemie emerytalnym. Wskazywała, że bez uczciwego policzenia kosztów i skutków zmian to właśnie pracujący będą ponosić coraz większy ciężar.

Wiek emerytalny kobiet i mężczyzn: dziś 60/65, a w tle powrót do 67 lat

Wątek wieku emerytalnego wraca w Polsce regularnie, ale tym razem zapalnikiem okazał się pomysł różnicowania zasad w zależności od posiadania dzieci. Obecnie wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Ministra zwróciła uwagę na problem, który rzadko wybrzmiewa w codziennych rozmowach: według jej słów co czwarty mężczyzna nie dożywa do emerytury.

Pełczyńska-Nałęcz mówiła, że wiek emerytalny kobiet i mężczyzn powinien się gdzieś spotkać, a jednocześnie zasugerowała dodatkowe rozwiązania. W tym miejscu padła propozycja, która wywołała największe emocje: inny wiek emerytalny dla kobiet mających dzieci oraz zrównanie wieku emerytalnego kobiet bez dzieci z mężczyznami. Ministra dodała też, że dziś co druga młoda kobieta najczęściej wybiera życie bez dzieci.

W tle tej dyskusji jest historia ostatniej dużej reformy. W 2012 r. rząd Donalda Tuska przyjął zmiany prowadzące do stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat: dla mężczyzn próg miał zostać osiągnięty w 2020 r., a dla kobiet w 2040 r. W 2017 r. rząd PiS odwrócił reformę, przywracając wiek 60/65.

Krytyka z PiS i polityczna burza wokół podziału na matki i bezdzietne

Po wypowiedzi ministry szybko pojawiły się polityczne reakcje. Poseł PiS Marcin Warchoł skrytykował pomysł w serwisie X, przedstawiając go jako uderzający w kobiety bez dzieci i dzielący obywateli na grupy z różnymi prawami do wcześniejszej emerytury.

Dla wielu rodzin ta dyskusja ma bardzo praktyczny wymiar. Jedni usłyszą w niej docenienie wysiłku rodzicielstwa, inni obawę przed karaniem za decyzje życiowe lub sytuacje, na które nie ma się wpływu. Warto zauważyć, że sama Pełczyńska-Nałęcz podkreślała potrzebę debaty, argumentując, że bez zmian koszty finansowania systemu mogą być zbyt wysokie dla pracowników.

Na dziś nie ma zapowiedzi konkretnych przepisów, ale temat znów znalazł się na pierwszej linii sporu o to, jak pogodzić stabilność systemu z poczuciem sprawiedliwości między tymi, którzy już pobierają świadczenia, a tymi, którzy dopiero budują swoją przyszłość i jednocześnie utrzymują domy, dzieci oraz ponoszą rosnące koszty życia.

Źródło: Interia Biznes

Zobacz też: Aż 400 zł dla uczących się dzieci. Rodzice nie mają pojęcia o tym dodatku (i to nie jest 300 plus!)

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...