Szkoła kpi z rodziców i nauczycieli. „Wiadomość w Librusie przyszła o 7:30 w poniedziałek”
Jedna krótka wiadomość potrafi wywrócić poranek do góry nogami. Gdy szkoła komunikuje zmiany w ostatniej chwili, konsekwencje ponoszą nie tylko uczniowie, ale całe rodziny. Ten poniedziałek zaczął się od absurdu, który do dziś trudno mi zrozumieć.

Powiadomienie, które rozwaliło cały poranek
O 7:30 rano zawibrował mi telefon. Szykowałam się do pracy, z kubkiem kawy w dłoni, zobaczyłam powiadomienie z Librusa. „Nowa wiadomość”. Otwieram i czytam, że zajęcia zaplanowane na 8:00, które kilka dni temu zostały oficjalnie odwołane, jednak się odbędą. Informacja wysłana trzydzieści minut przed rozpoczęciem lekcji.
Przez chwilę myślałam, że to jakiś żart. Przecież plan dnia był już ustalony inaczej. Córka o 7:30 była w łazience – z rozczochranymi włosami, w piżamie, na etapie mycia zębów. Nagle mieliśmy się w pół godziny teleportować do szkoły.
Czy ktoś w tej szkole myśli o rodzinach?
To, co najbardziej mnie uderzyło, to nie sama zmiana decyzji, ale sposób jej przekazania. Jakby dyrekcja zakładała, że wszyscy siedzimy od świtu na baczność, tylko czekając na nowe komunikaty. A przecież rodzice planują poranki, pracę, dojazdy, opiekę nad młodszymi dziećmi. Nauczyciele też mają swoje życie i obowiązki. Jestem ciekawa, kiedy nauczyciel na zastępstwo się o tym dowiedział...
Była długa przerwa świąteczna, tyle dni bez nauki i szkolnego chaosu. Ledwo dzieci wróciły do rytmu, a już na starcie taki bałagan. Jakby ktoś zapomniał, że po drugiej stronie dziennika elektronicznego są prawdziwi ludzie, nie pionki w planie lekcji.
Nieobecność, której nikt nie cofnie
Moja córka oczywiście dostała nieobecność. Nie zdążyłyśmy – fizycznie nie było to możliwe. I w systemie będzie to wyglądało tak, jakbyśmy to my zawiniłyśmy, jakbyśmy zlekceważyły obowiązek szkolny. A prawda jest zupełnie inna – zawiódł system i brak szacunku do czasu rodzin.
Najgorsze jest poczucie bezsilności. Mogę napisać maila, mogę się oburzać, ale jutro znów mogę dostać podobne powiadomienie w ostatniej chwili. Chciałabym tylko odrobiny przewidywalności – takiej, która pozwala normalnie żyć, a nie reagować na szkolne komunikaty jak na alarm przeciwpożarowy.
Zobacz także: 6 żelaznych zasad w fińskich szkołach. To dlatego dzieci w Finlandii świetnie się uczą