„Współczesne dzieci to społeczne niedojdy”. Scena z 10-latkiem na deptaku ujawnia smutną prawdę o pokoleniu Alfa
Patrzyłam na to z otwartą buzią i pomyślałam sobie, że to jest jakiś kompletny dramat, bo mówimy o dużym chłopcu, który za chwilę idzie do starszych klas szkoły podstawowej.

To, co przed chwilą zobaczyłam na własne oczy, kompletnie mną wstrząsnęło. Przyjechaliśmy z rodziną na zasłużone wakacje. Obserwuję dzieciaki dookoła i ogarnia mnie coraz większy smutek, bo mam wrażenie, że rośnie nam generacja ludzi kompletnie nieprzystosowanych do normalnego życia wśród innych. Ta jedna konkretna scena z dziesięciolatkiem na deptaku ujawnia całą, niezwykle smutną prawdę o kondycji psychicznej i braku podstawowych umiejętności u pokolenia Alfa.
Przerażający brak umiejętności społecznych u współczesnych dzieci
Wszystko zaczęło się od pozornie błahej sytuacji przy budce z lodami. Do lady podszedł chłopak, na oko dobrze rozwinięty dziesięciolatek, wysłany przez siedzących kawałek dalej na ławce rodziców, żeby samodzielnie kupić sobie i młodszej siostrze coś słodkiego do jedzenia. Kiedy miła pani zapytała go, jaki smak wybiera i czy lody mają być w kubeczku czy w rożku, ten młody człowiek po prostu zamarł, zesztywniał i w ułamku sekundy stał się czerwony jak burak.
Nie potrafił wykrztusić z siebie ani jednego słowa, uciekał wzrokiem we wszystkie strony, a na jego twarzy pojawiło się tak gigantyczne przerażenie, jakby znalazł się w jakiejś ciemnej głuszy, a nie przed uśmiechniętą dziewczyną.
Zamiast odpowiedzieć na proste, codzienne pytanie, chłopak zaczął nerwowo gmerać w kieszeni spodni, wyciągnął telefon, zadzwonił do matki, że on nie wie, co ma teraz zrobić i żeby po niego przyszła.
Kiedy pani z obsługi spróbowała zażartować, żeby rozładować atmosferę, dziesięciolatek po prostu rzucił pieniądze na ladę, odwrócił się na pięcie i uciekł z płaczem w stronę swoich opiekunów, zostawiając wszystkich dookoła w totalnym osłupieniu. Patrzyłam na to z niedowierzaniem. To nie jest kwestia nieśmiałości, bo każdy z nas czasem się wstydzi, ale to był całkowity paraliż decyzyjny i kompletny brak odporności na jakąkolwiek interakcję z drugim człowiekiem bez pomocy czy pośrednictwa szklanego ekranu.
Uzależnienie od smartfonów niszczy relacje pokolenia Alfa
Ta sytuacja idealnie pokazuje, do jakiego stanu doprowadziliśmy nasze dzieci, pozwalając, aby ich całe życie towarzyskie przeniosło się do sieci i zamknęło w wirtualnych komunikatorach. Pokolenie Alfa potrafi bez problemu montować filmiki, zakładać filtry na zdjęcia i klikać z rówieśnikami na czatach przez całą dobę, ale w realnym świecie ponosi sromotną porażkę na każdym kroku. Kiedy trzeba spojrzeć komuś prosto w oczy, odpowiedzieć na proste pytanie, poprosić o pomoc czy chociażby kulturalnie podziękować, te dzieciaki natychmiast kapitulują, bo nie mają pojęcia, jak działają normalne mechanizmy społeczne.
Telefon stał się dla nich tarczą obronną, za którą chowają się przed prawdziwym życiem, przez co stają się osobami niezdolnymi do nawiązania jakiejkolwiek głębszej więzi.
Szlag mnie trafia, kiedy widzę na deptaku grupy nastolatków i starszych dzieci, które idą obok siebie, ale zamiast gadać, śmiać się, przekomarzać czy nawet kłócić, idą z głowami spuszczonymi w dół i gapią się w swoje smartfony. Oni nawet nie wiedzą, co tracą, ucieka im najpiękniejszy czas dorastania, budowania pierwszych przyjaźni i uczenia się asertywności w grupie rówieśniczej. Przez to całe cyfrowe przebodźcowanie te biedne dzieciaki stają się aspołeczne, zamknięte w sobie i potwornie samotne, choć w sieci mają po kilkuset rzekomych znajomych.
Jak pomóc dziecku odnaleźć się w realnym świecie?
Sama mam dzieci i też każdego dnia walczę z tą technologiczną plagą, a nie chcę wyjść na jakąś idealną świętą, która tylko krytykuje innych. Zrozumiałam jednak, że jeśli jako rodzice nie zaczniemy natychmiast działać i nie weźmiemy się ostro za wychowanie naszych pociech w realu, to wyhodujemy armię ludzi totalnie niesamodzielnych.
Musimy przestać robić wszystko za nasze dziesięciolatki, przestać wyręczać je w sklepie, w restauracji i zacząć twardo wymagać od nich samodzielnego załatwiania prostych spraw. Puszczajmy je same po bułki do piekarni, każmy im samym zamawiać posiłki w knajpach i przede wszystkim − ograniczajmy im czas przed ekranem na rzecz normalnych, podwórkowych kontaktów z innymi.
Otwórzmy wreszcie oczy, zacznijmy rozmawiać ze swoimi dziećmi i uczmy je podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie, bo technologia zżera ich dusze od środka. Dajmy im szansę na popełnianie błędów, na przełamywanie wstydu i na naukę radzenia sobie ze stresem w codziennych sytuacjach, bo inaczej w dorosłym życiu kompletnie zginą bez pomocy rodziców. Czas ucieka bardzo szybko, a te stracone lata, kiedy kształtuje się charakter młodego człowieka, już nigdy nie wrócą, więc zróbmy coś, zanim będzie za późno.
Zobacz też: Tę 1 rzecz robi każde genialne dziecko. Od dziadków usłyszysz, że to porażka wychowawcza