Reklama

Mój syn, Tymek, ma 13 lat, właśnie zaczął siódmą klasę. To bardzo dobry uczeń, szczególnie lubi język polski. Dużo czyta, sam sięga po książki, więc chciałam, żebyśmy razem zobaczyli tę nową„Lalkę”, o której wszyscy trąbią na lewo i prawo. To zresztą jedna z moich ulubionych lektur z czasów szkolnych i liczyłam, że Tymka też zainteresuje.

Po 15 minutach nie wiedziałam, co powiedzieć

Usiedliśmy wieczorem przed telewizorem. Początek oglądaliśmy normalnie, chociaż od razu zwróciłam uwagę, że to nie jest ta „Lalka”, którą pamiętam. Właściwie już w pierwszej połowie pierwszego odcinka pojawiły się wulgaryzmy i obsceniczne żarty. Spojrzałam na syna, a on na mnie. Zrobiło mi się zwyczajnie głupio.

– To na pewno jest „Lalka”? – zapytał.

Powiedziałam, że tak, chociaż sama zaczęłam się zastanawiać, co właściwie oglądamy.

Potem było tylko gorzej. Pojawiały się sceny i dialogi, których zupełnie się nie spodziewałam. W pewnym momencie naprawdę zaczęłam zasłaniać synowi oczy, a kiedy padały kolejne przekleństwa, mówiłam mu, żeby nie zwracał uwagi. O scenach wyuzdanych nawet nie wspomnę...

Przecież ja chciałam mu pokazać lekturę szkolną, a nie oglądać z trzynastolatkiem serial, przy którym sama zastanawiam się, czy wypada mi siedzieć obok własnego dziecka.

„Przecież dzieci będą myślały, że taka była książka”

W końcu wyłączyłam telewizor. Syn był trochę zdziwiony, bo sam chciał wiedzieć, jak ta historia się skończy. Powiedział, że jemu serial nawet się podoba i czy serio Prus takiego języka używał.

Jeżeli młody człowiek, który jeszcze nie przeczytał „Lalki”, zobaczy najpierw ten serial, może potem mieć w głowie obraz książki, który z oryginałem będzie miał niewiele wspólnego. Zapamięta Wokulskiego, Łęcką, nazwisko Prusa, kilka scen i uzna, że właśnie tak wyglądała lektura. Przecież to nie jest zwykła historia miłosna, którą można sobie dowolnie przepisać.

Rozumiem, że twórcy mają prawo do własnej interpretacji. Rozumiem też, że współczesne kino nie musi być nudnym przeniesieniem książki strona po stronie. Tylko dlaczego robić z tego coś tak wulgarnego i obscenicznego, a potem nazywać „Lalką”?

„To nie ma nic wspólnego z książką, którą pamiętam”

Najbardziej żal mi tego, że mój syn naprawdę lubi czytać. Myślę, że gdyby najpierw przeczytał książkę, a później zobaczył serial, moglibyśmy porozmawiać o tym, co twórcy zmienili, dlaczego zmienili bohaterów i po co dodali nowe elementy.

Wtedy byłoby to ciekawe. Ale pokazanie mu tej produkcji jako czegoś, co ma mu pomóc poznać szkolną lekturę, okazało się moim zdaniem fatalnym pomysłem.

„Lalka” Prusa kojarzy mi się z Warszawą, Wokulskim, Rzeckim, Izabelą Łęcką, miłością, pieniędzmi, różnicami społecznymi i całą masą tematów, o których naprawdę można rozmawiać z nastolatkiem, szczególnie takim rozgarniętym. Nie z przekleństwami i obscenicznymi scenami.

Dlatego lojalnie uprzedzam: nie pokazujcie tego dzieciom, bo to jest po prostu bluźnierstwo. Prus się w grobie przewraca, tyle powiem.

Dorota

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Od redakcji

Nowa „Lalka” Pawła Maślony miała premierę na Netflixie 16 września 2026 roku. To sześcioodcinkowa, współczesna reinterpretacja powieści Bolesława Prusa, a nie wierna ekranizacja – sami twórcy podkreślali, że zależało im na stworzeniu nowej opowieści wykorzystującej świat i bohaterów klasycznej powieści.

Recenzje są wyraźnie podzielone. Recenzenci zwracają uwagę zarówno na rozmach, aktorstwo i nietypową formę, jak i na duże odejście od oryginału. Filmweb wprost wskazuje na obecność wulgarnych treści, seksu, przemocy i używek.

Trudno więc powiedzieć, że serial jest po prostu „nową ekranizacją lektury”. To raczej swobodna interpretacja powieści Prusa, którą warto oglądać ze świadomością, że twórcy celowo zmienili wiele elementów oryginalnej historii. Co istotne w kontekście młodzieży, sama platforma określa produkcję jako 16+.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...