Reklama

Dzień dobry. Piszę do Państwa, bo serce mi pęka, a jako matka i babcia nie potrafię milczeć, gdy widzę, jak na moich oczach niszczone jest coś, co uważam za najświętsze. Od zawsze niedziela w naszej rodzinie była dniem wyjątkowym − rano wspólne śniadanie, potem odświętne ubranie i wyjście do kościoła. To był czas dla Boga, dla rodziny i dla zasad. Jednak w ostatni weekend, gdy byłam z wizytą u syna, przeżyłam szok.

Moja siedmioletnia wnuczka, Julka, siedziała przed telewizorem w piżamie, gdy nadszedł czas wyjścia na mszę. Kiedy mój syn zapytał: „Julciu, idziemy?”, mała nawet nie odwróciła głowy, tylko rzuciła: „Nie chcę, nudzę się w kościele, wolę bajki”. Czekałam na stanowczą reakcję synowej, ale ona tylko wzruszyła ramionami i powiedziała: „Dobrze, kochanie, odpocznij sobie, nic na siłę”. Stałam tam i nie wierzyłam własnym uszom. Byłam bezlitosna w swojej ocenie i powiedziałam jej prosto w twarz: jeszcze za to zapłacisz, dziewczyno!

Brak wiary to brak granic. Synowa wychowuje małą pogankę

Moja synowa uważa się za taką nowoczesną i oświeconą. Twierdzi, że nie chce zmuszać dziecka do wiary, bo Julka musi sama wybrać swoją drogę, gdy dorośnie. No litości! Czy ona pyta siedmiolatkę o to, czy chce myć zęby, albo czy chce iść do szkoły? Nie, bo wie, że pewne rzeczy są dla dobra dziecka niezbędne. Ale jeśli chodzi o duszę i o zasady moralne, to nagle zostawia się dziecku wolną rękę. Dla mnie to nie jest żadna nowoczesność, to jest czyste lenistwo wychowawcze i strach przed własnym dzieckiem.

Kościół to nie jest tylko budynek i modlitwa. To jest lekcja pokory, cierpliwości i szacunku do czegoś większego niż własne chciejstwo. Jeśli Julka uczy się dzisiaj, że może zignorować mszę, bo woli bajki, to za kilka lat zignoruje prośby matki, bo woli telefon. Jeśli nie wpoi się dziecku od małego, że istnieją wartości nadrzędne i autorytety, których się nie podważa, to wyrasta człowiek pusty w środku, dla którego jedynym bogiem jest własna wygoda. Moja synowa nie rozumie, że pozwalając na to niechodzenie do kościoła, hoduje pod własnym dachem małego egoistę, który nie będzie miał szacunku do nikogo i niczego.

Puste ławki i puste serca, czyli konsekwencje, które nadejdą

Kiedy próbowałam jej tłumaczyć, że wiara to kompas, który pomaga przejść przez życie, tylko się uśmiechała z tą swoją wyższością. Mówiła, że Julka będzie dobrym człowiekiem bez chodzenia do kościoła. A ja się pytam: na czym ona zbuduje tę dobroć? Na kreskówkach z internetu? Wiara daje nam kręgosłup moralny. Uczy, że są rzeczy ważne i ważniejsze, uczy poświęcenia i wspólnoty.

Widzę te dzisiejsze dzieci − roszczeniowe, pyskate, wiecznie znudzone. To jest właśnie efekt tego bezstresowego i bezbożnego wychowania. Jeśli nie zaprowadzisz dziecka do Boga, to świat zaprowadzi je w stronę pustki, używek i wiecznego niezadowolenia. Moja synowa zapłaci za to wysoką cenę, gdy jej własna córka, już jako nastolatka, powie jej: „Mam cię gdzieś, liczy się tylko moja zabawa”. Bo przecież tego ją matka nauczyła − że rozrywka jest ważniejsza niż obowiązek i sacrum.

Gorzka prawda o nowoczesnym rodzicielstwie − czy jest jeszcze ratunek?

Wróciłam do domu i długo płakałam przed obrazem Matki Boskiej. Martwię się o mojego syna, bo widzę, że on poddaje się dyktatowi swojej żony dla świętego spokoju. Ale w wychowaniu nie ma świętego spokoju! Jest walka o duszę dziecka każdego dnia. Synowa twierdzi, że ja traumatyzuję wnuczkę, bo wspominam o grzechu czy piekle. A ja tylko chcę, żeby ona wiedziała, co jest dobre, a co złe!

Chcę ostrzec wszystkie matki, które myślą podobnie jak moja synowa: nie dawajcie się zwieść tej modzie na wolność wyboru. Dziecko potrzebuje ramy, potrzebuje zasad, a wiara jest najlepszą z nich. Jeśli teraz nie zaszczepicie w dzieciach miłości do Boga i szacunku do Kościoła, to przygotujcie się na gorzką starość u boku dzieci, które nie będą potrafiły kochać nikogo poza sobą. Ja już swoje powiedziałam i sumienie mam czyste, ale serce pęka, gdy widzę, jak kolejna duszyczka gubi się w tym nowoczesnym świecie za przyzwoleniem własnej matki.

Z pozdrowieniami,

Babcia Maria


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: 10-latek otworzył koperty komunijne i się wściekł. Matka: „Nigdy nie zapomnę jego słów”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...