Nie bierze się dzieci do kościoła. Babcia się wściekła: „Spojrzałam na tą smarkulę i aż mną zatrzęsło”
Czy zabieranie małych dzieci na niedzielne nabożeństwa to zawsze dobry pomysł, zwłaszcza gdy dorośli nie potrafią zapanować nad ich zachowaniem? Przeczytaj pełen wzburzenia list starszej kobiety, która podczas mszy świętej zderzyła się z kompletnym brakiem kultury u kilkuletniej dziewczynki i bezradnością jej rodziców.

Szanowna Redakcjo. Zdecydowałam się napisać ten list, ponieważ sytuacja z ostatniej niedzieli przelała czarę mojej goryczy i uświadomiła mi, że nie bierze się małych dzieci do kościoła, jeśli nie potrafi się ich wcześniej nauczyć podstawowych manier.
Jestem dumną babcią i matką, całe życie starałam się wpajać moim dzieciom, że Dom Boży to miejsce ciszy, skupienia i głębokiego szacunku. Niestety, to, co zastałam w ławce obok podczas porannej mszy świętej, przerosło moje najśmielsze wyobrażenia o granicach bezczelności. Spojrzałam na tę małą smarkulę siedzącą za mną i aż mną zatrzęsło z wściekłości, gdy zobaczyłam, z jaką drwiną i lekceważeniem traktuje dorosłą, starszą osobę, podczas gdy jej rodzice siedzieli obok jak bezwolne klocki, zapatrzeni w ołtarz i udający, że problem nie istnieje.
Skandaliczne zachowanie dziewczynki w świętym miejscu
Wszystko zaczęło się w połowie kazania, kiedy radosna i rozkojarzona dziewczynka, na oko może pięcioletnia, zaczęła kręcić się na wszystkie strony, kopać w oparcie mojej ławki i głośno szeleścić papierkami po cukierkach. Kiedy delikatnie odwróciłam głowę i posłałam jej upominające, poważne spojrzenie, licząc na to, że dziecko zrozumie swój błąd i usiądzie spokojnie, mała bezczelnie spojrzała mi prosto w oczy i wystawiła język. Stałam tam jak zamurowana, nie wierząc, że tak małe dziecko potrafi z taką premedytacją i złośliwością prowokować starszą, nieznajomą kobietę w świętym miejscu.
Najgorsze było to, że ta smarkula nie zrobiła tego raz − przez kolejne kilkanaście minut, za każdym razem, gdy próbowałam skupić się na modlitwie, ona stroiła miny i cicho podśmiewała się pod nosem. Moje serce biło jak szalone z oburzenia, bo poczułam się potwornie upokorzona. Ta mała dziewczynka doskonale wiedziała, że robi coś złego, ale bawiła się moją bezradnością, widząc, że ja w kościele nie zacznę robić awantury i nie podniosę na nią głosu przy całym tłumie wiernych.
Całkowita obojętność rodziców na prowokacje własnego dziecka
Przez cały ten czas z przerażeniem obserwowałam reakcję, a raczej całkowity brak reakcji ze strony matki i ojca tej dziewczynki, którzy siedzieli tuż obok niej. Matka co chwilę zerkała na córkę, widziała te wystawiane języki i głupie miny kierowane w moją stronę, ale zamiast stanowczo złapać małą za rękę, upomnieć ją lub po prostu wyprowadzić, odwracała wzrok z głupkowatym uśmiechem. Ojciec natomiast bawił się telefonem komórkowym pod ławką, kompletnie odcięty od rzeczywistości i udający, że wychowanie własnego dziecka w niedzielny poranek go nie dotyczy.
Ta totalna bezradność i ignorowanie chamskiego zachowania wobec starszej osoby to jest największa porażka współczesnego pokolenia rodziców. Oni w imię jakiegoś chorobliwego spokoju wolą udawać, że ich dziecko to święty aniołek, pozwalając mu na publiczne niszczenie cudzego komfortu i deptanie podstawowych zasad kultury osobistej. Kiedy pod koniec nabożeństwa nie wytrzymałam, podeszłam do tej matki i powiedziałam szeptem, że zachowanie jej córki było wysoce nieodpowiednie, usłyszałam jedynie lodowate i pełne wyższości: „Proszę pani, dziecko ma swoje prawa, a kościół jest dla wszystkich”. Czy prawa dzieci mają polegać na pokazywaniu języka starszym ludziom w świątyni?
Kościół to miejsce modlitwy, a nie plac zabaw dla niewychowanych dzieci
Apeluję do Redakcji o nagłośnienie tego problemu, bo msza święta coraz częściej zamienia się w koszmar dla starszych parafian, którzy chcą po prostu w spokoju przeżyć niedzielę. Jeśli rodzice nie potrafią wyegzekwować od swojego kilkulatka godziny spokojnego siedzenia w ławce i szacunku dla otoczenia, to niech po prostu zostawią dziecko w domu z nianią albo idą na mszę dla najmłodszych, gdzie panują zupełnie inne reguły. Kościół to nie jest darmowa sala zabaw ani plac, na którym dzieci mogą robić, co chcą, bez żadnych konsekwencji ze strony bezradnych opiekunów.
Drogie Mamy i Tatusiowie, opamiętajcie się i zacznijcie uczyć swoje dzieci szacunku do starszych, zanim te małe smarkacze wejdą Wam na głowę. Wasza uległość i strach przed postawieniem twardej granicy w kościele to nie jest nowoczesne wychowanie, to jest zwyczajna życiowa nieudolność, za którą my wszyscy musimy potem płacić. Ja po tej niedzieli czuję ogromny żal i obiecuję sobie, że jeśli sytuacja się powtórzy, nie będę milczeć, bo obrona godności starszego człowieka i powagi świętego miejsca to obowiązek każdego z nas.
Krystyna
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Znalazłam to w spiżarni w starym pudełku po piernikach. Prawda o mojej nieczułej matce złamała mi serce”