Podsłuchała, jak dziecko zwraca się do matki. Babcia: „Ja nigdy nie dałabym sobie tak wejść na głowę”
To, co usłyszałam zza uchylonych drzwi dziecięcego pokoju, sprawiło, że krew w moich żyłach dosłownie lodowaciała z każdym kolejnym słowem mojego wnuka. Nie mogłam uwierzyć, że mały chłopiec potrafi z taką pogardą i jadem traktować własną matkę, która oddaje mu przecież całe swoje serce.

Szanowna Redakcjo. Jestem babcią ośmioletniego Gabrysia i mamą dojrzałej już kobiety, która zawsze była dla mnie powodem do dumy. Jednak to, co zobaczyłam i usłyszałam podczas ostatniego weekendu u nich w domu, zmieniło moje postrzeganie tego, jak dzisiaj wychowuje się dzieci.
Moja córka poprosiła Gabrysia, żeby odłożył tablet i przyszedł na kolację. Zrobiła to spokojnie, niemal błagalnym tonem. Wtedy on wywrzeszczał jej prosto w twarz: „Znowu mi trujesz! Wyjdź stąd, nie będziesz mi mówić, co mam robić!”.
Stałam w korytarzu i czekałam na wybuch, na karę, na jakąkolwiek reakcję. Ale moja córka tylko westchnęła i powiedziała: „Kochanie, ranisz moje uczucia, porozmawiamy o tym później”. Ja nigdy nie dałabym sobie tak wejść na głowę!
Upadek autorytetu, czyli gdy matka staje się koleżanką do bicia
Za moich czasów takie słowa nie przeszłyby dziecku przez gardło, a gdyby jakimś cudem się to zdarzyło, konsekwencje byłyby natychmiastowe i dotkliwe. Nie mówię o biciu, ale o twardych zasadach i szacunku, który był fundamentem rodziny. Dzisiaj moja córka tłumaczy mi, że to jest nazywanie emocji i że Gabryś komunikuje swoje potrzeby. No litości! On nie komunikuje potrzeb, on po prostu pluje swojej matce w twarz, a ona wyciera się i dziękuje, że dziecko jest asertywne.
Patrzyłam na to z boku i czułam piekący wstyd za moją krew. Jak można pozwolić ośmiolatkowi na taką bezczelność? To nie jest żadne nowoczesne wychowanie, to jest zwykła kapitulacja rodzica. Moja córka tak bardzo boi się, że dziecko poczuje się stłamszone, że pozwoliła mu urosnąć do roli domowego tyrana, który rozstawia wszystkich po kątach. Gdzie podział się autorytet matki? Jeśli on teraz mówi do niej takie rzeczy, to co powie, gdy będzie miał piętnaście lat?
Bezstresowe wychowanie, czyli hodowanie małego egoisty
Z przerażeniem obserwuję, jak w imię partnerstwa niszczy się w dzieciach resztki empatii. Gabryś nie widział, że sprawił mamie przykrość. Widział tylko, że jego agresja zadziałała, bo matka się wycofała i jeszcze go przeprosiła, że przerwała mu grę. Robimy tym dzieciom potworną krzywdę, wmawiając im, że ich chwilowa frustracja daje im prawo do ranienia innych. Świat wcale nie będzie tak wyrozumiały jak moja córka.
W dorosłym życiu nikt nie będzie pytał Gabrysia o jego trudne emocje, gdy odezwie się tak do szefa czy żony. Wyrośnie na człowieka roszczeniowego, który nie potrafi przyjąć żadnej odmowy. Ja wychowałam moją córkę w miłości, ale i w karności. Wiedziała, gdzie jest granica, której nie wolno przekroczyć. Dzisiaj ta granica nie istnieje, a rodzice stali się służącymi własnych dzieci, którzy boją się odezwać we własnym domu.
Czas przywrócić hierarchię, zanim będzie za późno dla całej rodziny
Próbowałam o tym rozmawiać z córką wieczorem, ale ona uważa, że jestem staroświecka. Twierdzi, że buduje z synem relację opartą na zaufaniu, a nie na strachu. Ale czy szacunek musi wynikać ze strachu? Moim zdaniem szacunek wynika z mądrego prowadzenia i pokazywania, że rodzic jest opoką, a nie workiem treningowym.
Boję się o nich wszystkich. Boję się, że ta rodzina rozpadnie się pod ciężarem egoizmu jednego małego chłopca, któremu nikt nie potrafi powiedzieć „dość”. Chciałabym zapytać inne babcie: czy Wy też czujecie tę bezradność, patrząc na metody wychowawcze swoich dzieci? Czy naprawdę musimy milczeć, gdy widzimy, że nasze wnuki wyrastają na ludzi bez serca i kultury? Ja nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego.
Babcia Teresa
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Dziadkowie to nie darmowa służba na pstryknięcie. „Gdy synowa podrzuciła mi wnuki, usłyszała tylko 3 słowa”