Ugotowała dziecku suchy makaron, bo nie chciało kotlecika. Oburzona babcia: „Dzisiejsi rodzice są słabi”
Po ostatniej wizycie u mojego syna i synowej wciąż nie mogę dojść do siebie z oburzenia i bezsilności. Jako matka, która wychowała dwójkę zdrowych, mądrych dzieci, z przerażeniem patrzę na to, jak współcześni rodzice dają sobie wchodzić na głowę przez własne kapryśne pociechy.

Zdecydowałam się przelać swoje emocje na papier, ponieważ sytuacja z ostatniej niedzieli przelała czarę goryczy i uświadomiła mi, w jak chorym kierunku zmierza dzisiejsze rodzicielstwo. Zostałam zaproszona do syna na tradycyjny, rodzinny obiad, na który moja synowa, Magda, przygotowała pyszne, domowe kotleciki z piersi kurczaka, ziemniaczki i mizerię. Wszyscy usiedliśmy do stołu, atmosfera była miła, dopóki mój 10-letni wnuczek, rozwalony na krześle, nie zaczął grzebać widelcem w talerzu i marudzić, że on tego nie zje.
Zamiast stanowczej reakcji rodziców, zobaczyłam coś, co dosłownie zwaliło mnie z nóg i sprawiło, że do teraz gotuje się we mnie krew.
Babcia: uleganie zachciankom dziecka przy stole to błąd
Spodziewałam się, że syn lub synowa spokojnie, ale stanowczo powiedzą małemu, że to jest obiad dla całej rodziny i nic innego dzisiaj nie dostanie. Tymczasem Magda natychmiast zerwała się z krzesła, zaczęła przepraszać małego i zapytała potulnym głosem, na co jego wysokość hrabia ma w takim razie ochotę. Wnuczek bezczelnie zażądał suchego makaronu świderki bez niczego, a moja synowa jak gdyby nigdy nic pobiegła do kuchni, nastawiła garnek z wodą i zaczęła gotować mu osobny posiłek!
Siedziałam przy tym stole z otwartymi ze zdziwienia ustami, patrząc na mojego syna, który tylko wzruszył ramionami i stwierdził, że przecież dziecka nie zagłodzą. Moim zdaniem to, co robi Magda, to nie jest żadna miłość czy nowoczesne podejście, ale zwyczajne, ordynarne uleganie zachciankom dziecka, które uczy go totalnego braku szacunku.
Dziecko od najmłodszych lat dostaje jasny komunikat: „Twój kaprys jest dla nas rozkazem, możesz rządzić całym domem i dyrygować dorosłymi”.
Presja otoczenia a bezstresowe wychowanie współczesnych dzieci
Kiedy nie wytrzymałam i delikatnie zwróciłam synowej uwagę, że w ten sposób uczy małego skrajnego egoizmu, usłyszałam w odpowiedzi potwornie arogancką tyradę o nowoczesnej psychologii. Magda zaczęła mnie pouczać, że dzisiaj nie zmusza się dzieci do jedzenia, że maluch ma prawo wyboru i że ona szanuje jego autonomię, żeby nie wywołać u niego traumy i zaburzeń odżywiania w przyszłości.
Słuchałam tych bzdur i zastanawiałam się, kiedy świat tak potwornie stanął na głowie, że normalne stawianie granic nazywa się robieniem traumy. Dzisiejsi rodzice są po prostu słabi, przerażeni i bezradni wobec własnych dzieci, a każdą swoją porażkę wychowawczą i lenistwo tłumaczą mądrymi formułkami z internetowych blogów. Boją się urazić dumę kilkulatka, boją się jego płaczu i tupania nogą, więc dla świętego spokoju wolą stać przy garach i spełniać kulinarne zachcianki małego cesarza.
Zamiast wychowywać silnych, odpornych na frustrację ludzi, hodujemy pokolenie roszczeniowych księżniczek i książąt, którzy nie znają słowa „nie” i myślą, że cały świat będzie kręcił się wokół nich.
Trzeba nauczyć dziecko szacunku do jedzenia i pracy rodziców
Za moich czasów zasada była prosta, jasna i sprawdzała się przez pokolenia: jesz to, co jest ugotowane dla wszystkich, albo odchodzisz od stołu i czekasz głodny do kolacji. Żadne dziecko od pominięcia jednego obiadu nie umarło z głodu, wręcz przeciwnie − po dwóch godzinach biegania po podwórku zjadało wszystko z talerza bez ani jednego grymasu. Ugotowanie suchego makaronu, bo dziecko nie ma humoru na mięso, to potworny brak szacunku dla pracy osoby, która ten obiad przygotowała, oraz dla samych pieniędzy wydanych na zakupy.
Współczesne matki zatraciły gdzieś zdrowy rozsądek i instynkt, stając się niewolnicami swoich własnych dzieci w imię źle pojętej miłości i wolności. Jeśli teraz Magda nie potrafi wyegzekwować zjedzenia normalnego posiłku, to aż strach pomyśleć, co będzie działo się w tym domu, gdy mały wejdzie w wiek nastoletni. Mam nadzieję, że mój list otworzy oczy młodym mamom, które bezmyślnie kopiują modne trendy z internetu − zacznijcie wreszcie wymagać i stawiać granice, bo bycie rodzicem to nie zabawa w spełnianie życzeń!
Babcia Ela
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Wstyd mi za teściową, że tak podle potraktowała moją córkę na komunii. Dałam jej nauczkę”