


Zawsze podobała mi się idea letniego festiwalu, organizowanego przez Jurka Owsiaka jako podziękowanie dla darczyńców w kolejnych finałach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I zawsze coś stało na przeszkodzie, żeby na niego dotrzeć. Praca, kolejne ciąże, hm, lenistwo też :-) W tym roku jednak uprzytomniłam sobie, że starsze dzieci, choć tylko 11- i 13-letnie, już były na Woodstocku dwa razy, mąż też, a ja ciągle znałam festiwal jedynie z ich opowiadań i telewizyjnych relacji. No nie!
Dlatego, choć Kalina miała tylko półtora roku, stwierdziliśmy, że tym razem jedziemy na Woodstock wreszcie całą rodziną. Hura! Tylko... jak to będzie? Z takim małym dzieckiem?!!???!?!?? Oprócz radości czułam lekki niepokój, czy na pewno dobrze robię...

Na Woodstock wybraliśmy się samochodami. Z przyjaciółmi, również dzieciatymi. Nie celowaliśmy w ogólnodostępne pole namiotowe, tylko strefę dla rodzin. Jak się okazało, to wybór rodzinnej miejscówki, porządne nosidełko oraz zakup słuchawek wytłumiających hałas dla małej Kaliny były strzałem w dziesiątkę. Wystarczyły, by wyjazd był czystą radochą także dla najmłodszej woodstokowiczki.

Stefa dla rodzin, w której się rozbiliśmy, leżała nieco na uboczu. Nie było tam takiego tłoku, jak na polu namiotowym przed i wokół scen festiwalowych. Liczne i czyste toalety, prysznice, dwa bary i plac zabaw sprawiły, że czuliśmy się jak na pikniku a nie festiwalu:-) Jednocześnie wszędzie było blisko – od sceny, na warsztaty czy wioski Kriszny dzielił nas kilkuminutowy spacer.

W strefie rodzinnej czekały na dzieciatych zjeżdżalnia, piaskownica, trampolina, dmuchany zamek i... wielka kałuża. Każdy robił z nich taki użytek, na jaki miał aktualnie ochotę. Nietrudno się domyślić, że Kalina nie była zbyt chętna do wypraw na koncerty...

Woodstock to nie tylko koncerty. Także m.in. warsztaty z niesienia pierwszej pomocy. Wolontariusze chętnie służyli swoją wiedzą, mieli swój pawilon, a w nim wszelki niezbędny sprzęt do resuscytacji. Co ciekawe, chętnych do nauki ratowania życia nie brakowało. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z wagi takiej umiejętności.

Szczególne miejsce na Woodstock to Akademia Sztuk Przepięknych. Zapraszani są do niej niezwykli, wspaniali albo po prostu bardzo różni ludzie. Gościli tu m.in. Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz, Dorota Masłowska czy siostra Małgorzata Chmielewska (z Katolickiej Wspólnoty „Chleb Życia”, na zdj.).
Bo Woodstock to nie tylko urlop od codzienności, taki krótki wypad do wolności, ale przede wszystkim wspaniała szkoła tolerancji i szacunku dla ludzi o innych poglądach czy nawet... wyglądach :-)

Woodstock to nie tylko koncerty, goście, warsztaty, ale też... błoto. Nam wystarczyła kałuża na polu namiotowym, nie wzięliśmy udziału w błotnych tańcach pod sceną. Tym razem – kto wie, może za rok...? Bo na pewno przyjedziemy. Festiwal to świetna szkoła życia dla moich dzieci – uczy tolerancji, radości życia i szacunku dla wszelkiej odmienności. Odwiedzając różne wioski, warsztaty i poznając tam nowych ludzi chłoną i poznają kolejny kawałek świata. A akurat świat Jurka Owsiaka jest naprawdę piękny i wart tego, by do niego należeć.


@page { margin: 2cm } p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120% } a:link { so-language: zxx } Siedzenie przed komputerem - jeśli chodzi o dzieci - nie kojarzy się nam, dorosłym, za dobrze. No bo wiadomo, najważniejszy jest ruch i świeże powietrze, no, i jeszcze fajne książki. Ale komputer ? Złodziej czasu! Po czym sami czasem z różnych, nie zawsze czystych pobudek, dajemy maluchowi tablet do ręki. Od niedawna jednak jest on narzędziem, które może nie tylko zająć dziecku w bardziej lub mniej pożyteczny sposób czas – to sposób na sukces i ciekawy zawód w przyszłości! Wszystko za sprawą zajęć z programowania dostosowanych do poziomu i wieku dzieci. Można je organizować już czterolatkom! Po co dziecku nauka programowania? Niektórzy kręcą nosem na zajęcia z programowania maluchów. Że za 20 lat świat będzie zupełnie inny i inne będą potrzeby rynku pracy. Że przecież także to oprogramowanie , które go się dzieciaki uczą, będzie przestarzałe. To prawda. Jednak w nauce kodowania nie sam program jest najważniejszy. Programowanie uczy wielu innych, bardzo uniwersalnych rzeczy, takich jak: rozwijanie kompetencji miękkich u dzieci, nauka logicznego myślenia , zachęcenie przedszkolaków do współpracy w grupie, kształtowanie u dzieci dobrych nawyków cyfrowych oraz upowszechnianie wiedzy na temat bezpiecznego korzystania z nowoczesnych technologii. rozwijanie umiejętności matematycznych nauka stosowania zasad i schematów rozwijanie umiejętności kreatywnego myślenia Z tego założenia wyszli też organizatorzy akcji Mistrzowie Kodowania Junior, skierowanego właśnie do przedszkolaków. - W programie »Mistrzowie Kodowania Junior« pokazujemy, jak umiejętnie łączyć zabawę z nauką. Świat dzieci rządzi się...