Reklama

Wszystko zaczęło się już trzeciego dnia naszego pobytu w luksusowym resorcie, kiedy poczuliśmy się w tym pięciogwiazdkowym świecie nieco pewniej. Moje dzieci, ośmioletni Maciek i sześcioletnia Lenka, na widok tych gigantycznych szwedzkich stołów ugiętych pod ciężarem ciast, mięs i owoców po prostu dostały małpiego rozumu.

Zresztą mój mąż Mariusz nie był lepszy, bo od samego rana biegał z talerzami, na które ładował dosłownie wszystko, co wpadło mu w oko. Frytki wymieszane z lokalnymi gulaszami, trzy rodzaje tortów na jednym półmisku i góra arbuzów, które potem stały i schły na naszym stoliku, bo nikt nie był w stanie tego przejeść.

Awantura w hotelu w Turcji o marnowanie jedzenia

No i stało się, bo w połowie obiadu podszedł do nas manager restauracji w towarzystwie kelnera i z bardzo poważną miną przyniósł nam cztery malutkie talerzyki. Nie rozumiałam, dlaczego tylko nasza rodzina dostaje małe talerzyki, podczas gdy Niemcy czy Brytyjczycy obok mieli normalne, duże naczynia.

Moje oburzenie sięgnęło zenitu i już miałam zamiar zrobić tam karczemną awanturę o dyskryminację Polaków, dopóki pracownik hotelu nie zaczął mówić spokojnym głosem po angielsku.

Prawdziwy obciach na wakacjach all inclusive

Jego słowa uderzyły we mnie jak grom z jasnego nieba i natychmiast odebrały mi jakąkolwiek ochotę do kłótni. Manager niezwykle uprzejmie, ale też bardzo stanowczo wytłumaczył, że od trzech dni obsługa sprząta po nas kilogramy nietkniętego jedzenia. Pokazał ręką na nasze talerze, gdzie leżały rozgrzebane porcje ryb, nadgryzione kebaby i porozlewane sosy, które nadawały się już wyłącznie do śmietnika.

Powiedział, że marnowanie jedzenia na taką skalę jest w ich kulturze i w tym hotelu niedopuszczalne, dlatego od teraz mamy zakaz używania dużych talerzy obiadowych. Dostaliśmy te małe spodeczki z jasnym przekazem: możecie podchodzić do bufetu nawet dwadzieścia razy, ale macie nakładać tyle, ile faktycznie zjecie, żeby nic nie zostawało. Wokół zapadła grobowa cisza, a ja czułam, jak cała twarz robi mi się bordowa ze wstydu, bo turyści z sąsiednich stolików patrzyli na nas z niesmakiem.

Czy Polacy marnują jedzenie w hotelach?

Mariusz natychmiast spuścił głowę i do końca obiadu prawie się nie odzywał, a dzieci kompletnie straciły apetyt i tylko dłubały widelcami w tych nieszczęsnych małych talerzykach. Przez resztę urlopu czułam na sobie wzrok całej obsługi i miałam wrażenie, że każdy kelner patrzy mi wprost do naczynia i kontroluje każdy nałożony kęs. To był potworny obciach, który uświadomił mi, jaki błąd popełnialiśmy przez swoją własną zachłanność.

Chcieliśmy wycisnąć ten wyjazd do ostatniej złotówki, myśląc głupio, że skoro zapłaciliśmy fortunę, to wszystko nam się należy bez żadnych ograniczeń. Teraz jest mi po prostu koszmarnie wstyd, bo przez naszą pazerność zostaliśmy potraktowani jak ludzie drugiej kategorii na oczach całego hotelu. Piszę ten list ku przestrodze dla innych rodzin, żebyście na wakacjach włączyli myślenie i nie zrobili z siebie takiego pośmiewiska, jakie my zafundowaliśmy sobie na własne życzenie.

Ania


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Pozwalam dziecku chodzić za potrzebą do morza, nie będę wydawać 5 zł. Po tym, co usłyszałam od obcej kobiety, długo nie mogłam dojść do siebie”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...