Polacy na rodzinnych wakacjach. „Dostają syndromu psa spuszczonego z łańcucha. Szkoda dzieci”
Wyjazd z dziećmi powinien być lekcją empatii, spokoju i odpoczynku w rodzinnym gronie. Przeczytaj niezwykle emocjonalny i mocny list naszej czytelniczki, która podczas urlopu nad Bałtykiem była świadkiem zachowań, jakie nigdy nie powinny mieć miejsca na oczach małych, bezbronnych dzieci.

Piszę do Państwa na gorąco, siedząc na balkonie pokoju w jednym z popularnych nadmorskich kurortów. Wyjechaliśmy z mężem i naszym pięcioletnim synkiem na upragniony urlop, licząc na szum fal, zbieranie muszelek i spokój, którego tak bardzo brakowało nam po ciężkim roku w pracy. Rzeczywistość, którą zastałam na miejscu, kompletnie mnie jednak przerosła i sprawiła, że zamiast odpoczywać, czuję głęboki wstyd za moich rodaków.
Od kilku dni obserwuję zachowanie dorosłych ludzi i dociera do mnie bolesna prawda o tym, jak wyglądają wakacje polskich rodzin nad morzem. Wielu rodziców po przekroczeniu tabliczki z nazwą miejscowości dostaje jakiegoś przedziwnego amoku i zachowuje się, jakby zerwali się z uwięzi, kompletnie zapominając, że obok nich stoją mali, chłonni jak gąbka ludzie.
Agresja i hałas zamiast szumu fal na plaży
Pierwsze zderzenie z tą smutną rzeczywistością przeżyliśmy już pierwszego dnia podczas wyjścia na plażę. Parawany wbijane z taką furią, jakby to była walka o terytorium, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, z którego wszyscy się śmiejemy w internecie. Prawdziwym dramatem jest to, jak ci ludzie komunikują się ze sobą i ze swoimi pociechami. Krzyk, wulgaryzmy rzucane pod nosem na parawan sąsiada i totalny brak życzliwości to tutaj absolutna norma. Słuchałam z przerażeniem, jak matka siedząca dwa metry ode mnie wrzeszczała na swojego kilkuletniego synka, bo ten usmarował się lodem albo przyniósł na koc za dużo piasku.
Ci ludzie przyjeżdżają nad Bałtyk z potwornym poziomem frustracji, którą zamiast leczyć ciszą i spacerami, wyładowują na wszystkich wokół, a najmocniej na własnej rodzinie. Wyzwiska, szarpanie za ręce i ciągłe pretensje sprawiają, że na tej plaży nie da się odpocząć. Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi dzieci, które siedzą cichutko w tym swoim wygrodzonym kawałku piasku, patrząc na czerwone z wściekłości twarze swoich mam i ojców. Wakacyjny wyjazd z dziećmi staje się dla tych maluchów szkołą przetrwania i festiwalem lęku przed tym, kiedy dorosły znowu wybuchnie z byle powodu.
Czerwcowe wieczory pełne totalnego rozluźnienia
Kiedy słońce zaczyna chować się za horyzontem, nadmorskie deptaki i hotelowe ośrodki zamieniają się w zupełnie inny, jeszcze bardziej niepokojący świat. To właśnie wtedy najmocniej widać ten syndrom spuszczenia ze smyczy, o którym wspomniałam na początku. Dorośli, którzy w domach prawdopodobnie żyją pod presją pracy i opinii sąsiadów, tutaj nagle uznają, że zasady społeczne ich nie obowiązują. Odpalają się imprezowe tryby, w których główną rolę grają kolorowe drinki, puszki kupowane kartonami w dyskontach i głośna, dudniąca muzyka puszczana z przenośnych głośników prosto na placach zabaw.
Siedziałam wczoraj w ogródku restauracyjnym i z rosnącym zażenowaniem patrzyłam na grupę rodziców, którzy zamawiali kolejne rundy mocnych trunków, głośno rycząc ze śmiechu i przeklinając przy stole. Ich dzieci, pozostawione całkowicie same sobie, biegały między kelnerami niosącymi gorące posiłki, potykały się i płakały, ale nikt z dorosłych nie raczył nawet odwrócić głowy. Liczyła się tylko zabawa, głośne rozmowy i chęć nadrobienia całego roku w kilka dni. Ci rodzice zachowują się tak, jakby dzieci były jedynie uciążliwym dodatkiem do ich własnego, upragnionego balu, a ich małe oczy rejestrują każdy chwiejny krok tatusia i każdy bełkotliwy śmiech mamusi.
Jak wakacyjny egoizm dorosłych niszczy psychikę dzieci
To, co najbardziej przeraża mnie w zachowaniu polskich urlopowiczów, to absolutny brak autorefleksji. Dorośli myślą, że skoro zapłacili za pobyt, to wykupili sobie prawo do totalnego resetu i odpięcia jakichkolwiek hamulców moralnych. Nie rozumieją, że dla małego dziecka widok agresywnego lub skrajnie wulgarnego rodzica to potworne zachwianie poczucia bezpieczeństwa. Maluch nie potrafi sobie wytłumaczyć, dlaczego tata, który w domu uczył go dobrych manier, tutaj wyzywa pana z parkingu, a mama wieczorem staje się zupełnie inną, obcą osobą.
Kończę ten list z ogromnym apelem do wszystkich, którzy planują letni wypoczynek: opamiętajcie się i schowajcie ten swój egoizm do kieszeni. Wczasy z dziećmi to nie jest czas na nadrabianie imprezowych zaległości z młodości ani na dawanie upustu swoim najgorszym frustracjom. Wasze dzieci patrzą na Was w każdej sekundzie tego wyjazdu i chłoną te wzorce, które potem poniosą w swoje dorosłe życie. Nie fundujcie im wspomnień pełnych krzyku, dymu i widoku rodziców, którzy stracili ludzką godność dla kilku dni złudnej wolności.
Pozdrawiam,
Dorota
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Składam się już na dziesiąty prezent dla nauczyciela. Na kolejny chyba wezmę kredyt”