Reklama

Droga Redakcjo, piszę do Was jeszcze z pokoju hotelowego w słonecznej Turcji, bo muszę natychmiast wyrzucić z siebie te emocje, zanim po prostu pęknę z nerwów. Mam na imię Magda, jestem mamą 9-letniego Igora i razem z mężem ciężko harowaliśmy cały rok, żeby zafundować sobie luksusowe wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu z opcją all inclusive. Wszystko miało być idealnie − baseny, palmy, pyszne jedzenie i święty spokój. Zamiast tego zaliczyłam taką wpadkę towarzyską, że mam ochotę do końca wyjazdu zamawiać posiłki wyłącznie do pokoju.

Cała akcja rozegrała się podczas wieczornej, uroczystej kolacji. Cały dzień spędziliśmy na plaży i przy zjeżdżalniach, więc wszyscy byliśmy mocno zmęczeni i głodni. Szybko skoczyliśmy do pokoju, żeby się ogarnąć. Ja założyłam lekką sukienkę, mąż jakieś dżinsowe spodnie i koszulkę, a Igor uznał, że nie będzie się przebierał, bo zaraz po jedzeniu i tak wraca z chłopakami na wieczorne animacje przy basenie. Zszedł do restauracji tak, jak stał − w koszulce polo i swoich jaskrawych, neonowych kąpielówkach, w których godzinę wcześniej pluskał się w wodzie.

Oczywiście szorty były już suche, więc pomyślałam, że przecież nikomu to nie będzie przeszkadzać. W końcu jesteśmy w kurorcie, a nie na dworze królewskim. Jakże mocno się pomyliłam.

Zasady savoir-vivre w hotelowej restauracji − kelner podszedł z serwetą

Gdy tylko przekroczyliśmy próg eleganckiej, klimatyzowanej sali z białymi obrusami, poczułam na sobie wzrok kierownika sali. Turyści z Niemiec i Anglii siedzieli poubierani jak na galę − panie w szpilkach, panowie w długich spodniach i lnianych koszulach. Poczułam lekki dyskomfort, ale twardo szliśmy w stronę bufetu. Nie zdążyliśmy jednak nawet nałożyć pierwszego kawałka arbuza, gdy drogę zaszedł nam wysoki, nienagannie ubrany kelner. Spojrzał na mojego syna z taką miną, jakby Igor co najmniej wszedł tam z wielkim błotem na butach.

W tym momencie kelner zasłonił mojego syna dużą serwetą, którą trzymał w ręku. Zrobił to niezwykle sprawnie, ale też na tyle teatralnie, że połowa stolików wokół nas natychmiast przerwała jedzenie i zaczęła się na nas gapić. Poczułam, jak krew uderza mi do głowy, a żołądek kurczy się w ułamku sekundy.

Kelner z kamienną twarzą, posługując się łamanym angielskim, zakomunikował nam, że w tym hotelu obowiązuje surowy dress code, a restauracja to nie jest przedłużenie plaży ani basenu. Powiedział, że panowie, nawet ci najmłodsi, muszą mieć zakryte nogi i odpowiedni strój, a chodzenie w kąpielówkach przy jedzeniu jest skrajnym nietaktem.

Jak uniknąć kompromitacji w hotelowej restauracji?

Myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu. Mój mąż zaczął się czerwienić ze złości, a Igor patrzył na nas wystraszonym wzrokiem, zupełnie nie rozumiejąc, co takiego strasznego zrobił. Kelner jednak nie ustępował. Zamiast kazać nam wyjść i psuć nam wieczór, zaproponował serwetę do owinięcia się w pasie dla młodego.

Igor musiał uwiązać sobie tę wielką, białą płachtę wokół bioder jak jakąś spódnicę i w takim stroju, pod czujnym okiem rozbawionych obcokrajowców, maszerować przez całą salę do naszego stolika.

Wszyscy wokół szeptali. Czułam się jakbym, urwała się z choinki w cywilizowanym miejscu. Najgorsze, że ten kelner miał absolutną rację. Po powrocie do stolika i szybkim przeanalizowaniu sytuacji dotarło do mnie, jak bardzo daliśmy plamę. Przy wejściu do restauracji wisiała przecież wielka, wyraźna tabliczka z przekreślonym strojem kąpielowym i klapkami, której w pośpiechu po prostu nie zauważyliśmy. Uznałam bezmyślnie, że skoro zapłaciliśmy gigantyczne pieniądze za opcję all inclusive, to wolno nam wszystko i nikt nie będzie nam dyktował, w czym ma chodzić nasze dziecko.

„Zafundowałam dziecku ogromny stres”

Ta sytuacja dała mi potężną lekcję pokory. Wakacje w luksusowym kurorcie wcale nie zwalniają nas z podstawowej kultury osobistej. Bufet szwedzki to nie jest bar z zapiekankami przy plaży w Mielnie, tylko miejsce, gdzie obowiązują pewne standardy. Przez naszą ignorancję zafundowałam własnemu dziecku ogromny stres, bo młody spędził całą kolację ze spuszczoną głową, bojąc się wstać po dokładkę deseru, żeby ta nieszczęsna serweta mu się nie odwiązała.

Mój mąż uważa, że obsługa hotelu przesadziła i była zbyt sztywna, ale ja uważam, że uratowali nas przed jeszcze większym obciachem, bo przynajmniej nie wywalili nas z sali. Od tamtego wieczoru Igor na każdą kolację schodzi już wyłącznie w długich, eleganckich spodniach chinosach, a my z mężem trzy razy sprawdzamy, czy nasze stroje są odpowiednie.

Drogie mamy, piszę ten list ku przestrodze dla Was wszystkich, które pakujecie walizki na letnie urlopy. Przypilnujcie ubrań swoich facetów i dzieciaków na wieczorne wyjścia, bo chwila nieuwagi może zamienić wymarzony relaks w prawdziwy koszmar towarzyski.

Pozdrawiam serdecznie całą redakcję,

Magda


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Dziwne zwyczaje na all inclusive w Grecji. „Nie miałam pojęcia, dlaczego kelner pyta moją córkę o numer pokoju”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...