Reklama

W ostatnich latach młodzi rodzice coraz chętniej szukają natchnienia w popkulturze, przez co bohaterowie najpopularniejszych produkcji streamingowych trafiają do oficjalnych polskich rejestrów imion. Zgodnie z obecnymi, znacznie luźniejszymi wytycznymi urzędowymi, w naszym kraju można bez problemu zarejestrować obco brzmiące imiona, o ile jasno wskazują na płeć i nie są obraźliwe. Niestety, granica między oryginalnym stylem a przesadą bywa niesamowicie płynna, o czym brutalnie przekonuje się wiele rodzin.

Magda wybrała dla córki imię z popularnego serialu, myśląc, że to będzie absolutny hit, ale rzeczywistość okazała się na tyle trudna, że doświadczone nauczycielki mówią dziś o tej sytuacji całkowicie wprost. Współczują dziecku, bo codzienne funkcjonowanie z tak specyficznym imieniem zamienia się w niepotrzebny, pełen stresu sprawdzian z odporności psychicznej.

Bohaterka z ekranu kontra szara rzeczywistość. Jak mała Enid została wyśmiana w przedszkolu

Magda postanowiła dać córce imię Enid, znane z serialu „Wednesday”. Na ekranie ta postać to uosobienie radości, lojalności i optymistycznego podejścia do świata, co sprawiło, że Magda i jej mąż zapragnęli przenieść tę magię do własnego domu. Ponadto imię to ma walijskie korzenie, co jeszcze dodaje mu atrakcyjności.

Problem polega na tym, że gdy mała Enid skończyła trzy lata i dumnie wkroczyła do miejskiego przedszkola, cały ten filmowy czar błyskawicznie zniknął. Dzieci w tym wieku nie mają pojęcia o hitach platform streamingowych ani o walijskiej tradycji literackiej. Reagują czysto instynktownie na to, co słyszą, a surowe brzmienie imienia okazało się dla małych rówieśników barierą nie do przejścia. Magda, która początkowo była zachwycona swoim pomysłem, szybko zrozumiała, że zamiast dać dziecku piękną tożsamość, niechcący zafundowała córeczce piekło już na samym starcie edukacji.

Dzieci żartują z Enid. Rówieśnicy i dorośli bez przerwy kaleczą imię dziecka

Nauczycielki z wieloletnim stażem zwracają uwagę na potężny problem z codzienną komunikacją w grupie, z jakim ta mała dziewczynka musi się mierzyć podczas każdej zbiórki na obiad czy zabawy na dywanie. Maluchy w grupie trzylatków często nie potrafią poprawnie powtórzyć i wymówić tego imienia, przez co bez przerwy przekręcają je na potoczne, śmieszne formy typu Enia czy Edi. Dziewczynka od pierwszych dni spędza czas na nerwowym poprawianiu swoich kolegów, co rodzi w niej frustrację, poczucie wyobcowania i płacz.

Co gorsza, dorośli również nie wykazują się należytym wyczuciem − inni rodzice przyprowadzający swoje dzieci do przedszkola potrafią bez żenady głośno komentować, że ktoś miał niezłą fantazję, żeby tak skrzywdzić niewinne maleństwo. Dodatkowo, w połączeniu z tradycyjnym, typowo polskim nazwiskiem rodziny Magdy, to filmowe odkrycie całkowicie traci swój urok, brzmiąc skrajnie sztucznie.

Brak ciepłych zdrobnień i niezrozumienie wśród kolegów. Kiedy warto postawić dobrostan kilkulatka ponad modę

Wychowawczynie w żłobkach i przedszkolach bardzo chętnie używają miękkich, przytulnych i zdrobniałych form, by skrócić dystans, zbudować zaufanie i pomóc maluchowi w trudnym okresie adaptacji. Przy tym serialowym imieniu pojawia się jednak potężna ściana, ponieważ język polski nie posiada żadnego naturalnego, intuicyjnego odpowiednika, który brzmiałby domowo i ciepło.

Wołanie do zapłakanego dziecka per Enidka czy Enidusia brzmi na tyle nienaturalnie, że nauczycielki same czują dyskomfort, a mała dziewczynka od najmłodszych lat wyczuwa ten specyficzny dystans ze strony otoczenia, które po prostu nie wie, jak się do niej normalnie zwrócić.

Wychowanie silnego i pewnego siebie człowieka wymaga od dorosłych ogromnej odpowiedzialności i wyobraźni na wiele lat do przodu, daleko poza czas trwania pierwszego sezonu ulubionego serialu. Skoro dziecko ma nosić imię, które zmusza je do wiecznego tłumaczenia się z pisowni i znoszenia docinków na placu zabaw, warto pomyśleć o oficjalnej zmianie dokumentów w urzędzie.

Magda podjęła już decyzję, że jeszcze w tym miesiącu złoży odpowiedni wniosek, by urzędowo zmienić Enid na formę znacznie lżejszą − na przykład Polę, Kaję czy tradycyjną, ale bardzo melodyjną Edytę. Dobrostan psychiczny kilkulatka i jego poczucie bezpieczeństwa wśród rówieśników powinny być zawsze absolutnym priorytetem, bo miłość do popkultury powinna być radosną rozrywką, a nie ciężarem, który małe dziecko musi dźwigać każdego dnia.

Zobacz też: Zafundowała córce piekło, nazywając ją po babci? „W przedszkolu patrzą na nią jak na dziwadło”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...