Zafundowała córce piekło, nazywając ją po babci? „W przedszkolu patrzą na nią jak na dziwadło”
W ostatnich latach na polskich porodówkach panuje moda na powrót do tradycji. Imiona naszych prababć przeżywają prawdziwy renesans w urzędach. Niestety, granica między oryginalnym stylem retro a przesadą bywa bardzo cienka, o czym przekonała się moja znajoma.

Ta mama chciała dobrze, ale niechcący zafundowała córce trudny start, nazywając ją po ukochanej prababci. Dzisiaj ze łzami w oczach przyznaje, że w przedszkolu inne dzieci i rodzice patrzą na małą jak na dziwadło. Ta sytuacja zamieniła piękną rodzinną pamiątkę w powód do codziennego stresu i wyrzutów sumienia, z którymi młoda mama musi mierzyć się każdego dnia.
Rodzinna tradycja kontra plac zabaw. Jak mała Pelagia zderzyła się z rzeczywistością
Tym wyjątkowo rzadkim i archaicznym imieniem, które moja koleżanka wybrała dla córki, jest Pelagia. Dla nas, dorosłych, to imię ma w sobie dawną dostojność i ciekawy, grecki rodowód związany z morzem. Babcia znajomej była wspaniałą, mądrą kobietą, dlatego młoda mama od początku ciąży była pewna, że nazwanie córeczki na jej cześć to świetny pomysł.
Problem pojawił się w momencie, gdy mała Pola − bo tak próbowano zdrabniać to imię w domu − skończyła trzy lata i poszła do przedszkola. Maluchy w grupie trzylatków nie mają pojęcia o szacunku do przodków ani o historii. Reagują prosto na to, co słyszą, przez co surowa Pelagia szybko stała się powodem do głupich żartów, szeptów i wytykania palcami przy zabawie.
Reakcje rówieśników i szepty rodziców. Dlaczego stare imię wywołuje taki dystans?
Zderzenie z rówieśnikami okazało się dla małej dziewczynki bardzo trudne, a jej mama z każdym dniem była coraz bardziej podłamana. Podczas gdy w grupie rządzą lekkie, nowoczesne imiona, takie jak Laura, Maja czy Zuzia, staroświecka Pelagia brzmi w uszach dzieci tak dziwnie, że po prostu nie chcą zapraszać jej do wspólnych gier. Panie w sali starają się robić wszystko, żeby wspierać dziewczynkę, ale nie są w stanie kontrolować każdego szeptu na placu zabaw.
Najgorsze jest to, że inni rodzice przyprowadzający dzieci do przedszkola też nie wykazują się wyczuciem. Na dźwięk imienia potrafią bez żenady wymieniać złośliwe uśmieszki i głośno komentować, że ktoś miał niezłą fantazję, żeby tak nazwać dziecko. Moja znajoma słyszy te komentarze i czuje potworny wstyd, który odbiera jej radość z macierzyństwa.
Spokój dziecka na pierwszym miejscu. Kiedy warto pomyśleć o zmianie imienia w dokumentach?
Czy w obliczu takich trudności młoda mama jest skazana na wieczne oglądanie łez własnego dziecka? Na szczęście przepisy w Polsce dają rodzicom bardzo prostą i legalną ścieżkę wyjścia z takiej sytuacji. Jeśli dane imię z obiektywnych przyczyn utrudnia dziecku funkcjonowanie w grupie i jest powodem do kpin, rodzice mają prawo złożyć wniosek do kierownika urzędu stanu cywilnego o oficjalną zmianę imienia.Warto wtedy odłożyć na bok rodzinną dumę, przestać bać się fochów ciotek czy babć i postawić spokój malucha na pierwszym miejscu.
W tym konkretnym przypadku Pelagia może przecież oficjalnie stać się Polą, Kają czy tradycyjną, ale znacznie lżejszą Pauliną. To pozwoli dziewczynce odzyskać pewność siebie wśród rówieśników. Wychowanie wymaga od nas elastyczności i odwagi do naprawienia własnego błędu, bo miłość do tradycji nie powinna być ciężarem, który małe dziecko musi dźwigać na swoich plecach.
Zobacz też: Niepojęte sceny w Sarbinowie. „9-latek zrobił z rodziców pośmiewisko. Matka ratowała się, jak mogła”