Dostała imię po babci i teraz ma pretensje. „Wszyscy w klasie się ze mnie śmieją”
Wczoraj wieczorem moja ukochana dwunastoletnia córka wykrzyczała mi w twarz słowa, które bolą bardziej niż jakakolwiek obelga. Zrobiłam coś, co uważałam za najpiękniejszy dowód miłości i szacunku do tradycji, a dziś słyszę od własnego dziecka, że zniszczyłam jej życie i skazałam na wieczne wyśmiewanie na szkolnych korytarzach.

Kiedy dwanaście lat temu byłam w ciąży, odeszła moja ukochana babcia, która była dla mnie najważniejszą osobą na świecie, najmądrzejszą i najwspanialszą kobietą, jaka kiedykolwiek żyła. Nie miałam wtedy wątpliwości, że jeśli urodzę córeczkę, to dam jej na imię właśnie po niej, żeby pamięć o tej cudownej osobie nigdy nie zginęła.
Nazwałam moją małą kruszynkę imieniem Kunegunda, uroczo mówiąc do niej Kingusia, i przez lata wszystko było w porządku, dopóki moje dziecko nie poszło do starszych klas szkoły podstawowej. Wczoraj moja córka wróciła do domu z zapłakaną buzią, rzuciła plecak w kąt i oświadczyła, że wszyscy w klasie się z niej śmieją, a ona po prostu wstydzi się nosić to imię.
Piękna rodzinna tradycja zderzyła się z bezwzględną rzeczywistością
W domu Kingusia zawsze była naszym skarbem, a jej pełne imię, Kunegunda, brzmiało dla nas dumnie, uroczyście i szlachetnie, przypominając nam o korzeniach i historii naszej rodziny. Niestety, współczesna szkoła i rówieśnicy nie mają w sobie ani krztyny wrażliwości na takie wartości, a dla dzieciaków z klasy mojej córki to imię stało się idealnym powodem do okrutnych żartów.
Córka opowiedziała mi, że podczas sprawdzania obecności przez nowego nauczyciela, kiedy ten wyczytał ją pełnym imieniem, w sali wybuchła salwa śmiechu. Koledzy z ławki zaczęli przezywać ją Kingą-Kundzią, wołać za nią na przerwach niefajne słowa i tworzyć złośliwe rymowanki, które ranią jej delikatną psychikę.
Siedziałam na jej łóżku, tuliłam ją do siebie i czułam, jak pęka mi serce, bo zrozumiałam, że moja osobista, emocjonalna decyzja z przeszłości stała się dla niej ogromnym ciężarem na co dzień. Chciałam dobrze, chciałam podarować jej imię z duszą i historią, a zgotowałam jej koszmar, przez który ona teraz nie chce chodzić do szkoły i zamyka się w swoim pokoju. To potworne uczucie dla matki, gdy widzi, że jej własny wybór, podyktowany najczystszymi intencjami i miłością do zmarłej babci, stał się dla dziecka źródłem wstydu i rówieśniczego wykluczenia.
Konflikt w domu o zmianę imienia i żal dorastającej córki
Najgorsze jest to, że córka ma teraz ogromne pretensje bezpośrednio do mnie i uważa, że zrobiłam to celowo, nie myśląc o jej przyszłości i o tym, jak rówieśnicy zareagują na tak staroświeckie imię. Wykrzyczała mi, że nienawidzi swojej prababci za to, że tak się nazywała, i że natychmiast, gdy skończy osiemnaście lat, pójdzie do urzędu i zmieni to imię na jakieś normalne, nowoczesne, jak Maja czy Oliwia. Te słowa ranią podwójnie, bo z jednej strony czuję ból jako matka oskarżana o skrzywdzenie dziecka, a z drugiej strony czuję żal, że pamięć o mojej babci jest dla mojej córki powodem do nienawiści.
Próbowałam jej tłumaczyć, że Kunegunda to stare, królewskie imię, że ma piękne znaczenie i że powinna nosić je z dumą, ale do nastolatki nie docierają żadne racjonalne argumenty, gdy na szali kładzie się akceptację grupy rówieśniczej. Dla niej liczy się tylko to, co tu i teraz − strach przed każdą lekcją, na której nauczyciel może zwrócić się do niej pełnym imieniem.
Widzę, że ten problem niszczy naszą dotychczasową bliskość, bo córka zaczyna unikać rozmów ze mną, obwiniając mnie o każde niepowodzenie towarzyskie i każdą złośliwą uwagę, jaka spotyka ją w szkole.
Jak pomóc dziecku zaakceptować tradycyjne imię w świecie nowoczesności
Piszę do Was, bo szukam pomocy i porady od innych mam, które być może też popełniły ten sam błąd i uległy rodzinnej nostalgii. Jak mam rozmawiać z córką, by odbudować jej pewność siebie i sprawić, by przestała traktować swoje imię jak życiowy wyrok i powód do wstydu? Na razie ustaliliśmy, że poproszę wychowawczynię, by w dzienniku elektronicznym i przy całej klasie używano wyłącznie formy Kinga, co na chwilę zmniejszyło napięcie, ale wiem, że to tylko doraźne maskowanie problemu, który wróci przy najbliższym rozdaniu świadectw czy rejestracji na egzaminy.
Apeluję do wszystkich przyszłych matek, które stoją przed wyborem imienia dla swojego maleństwa: odłóżcie na bok sentymenty, miłość do babć, dziadków i ciotek, a pomyślcie o dziecku, które będzie musiało z tym imieniem iść między rówieśników. Nasze piękne wspomnienia i chęć uczczenia pamięci bliskich nie mogą być ważniejsze niż święty spokój i dobrostan psychiczny naszych dzieci w bezwzględnym szkolnym świecie.
Ja swój błąd zrozumiałam za późno, a teraz muszę patrzeć na cierpienie mojej córki i żyć z poczuciem winy, że dałam jej powód do płaczu.
Agnieszka
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: To imię dla dziewczynki królowało w PRL. Dziś to obciach nazwać tak córkę