Pokaż mi swoje imię, a powiem ci, ile masz lat. Mody z metryki nie da się ukryć
Dzisiejszy Nikodem jest tym, kim pół wieku temu był Janusz: dzieckiem swoich czasów, nie postacią z mema. Bo imię to kwestia mody, mimo że młodym rodzicom często wydaje się inaczej. Mody zaś mają to do siebie, że przemijają, tyle że w tym przypadku zostawiają po sobie coś więcej niż statystyki — skojarzenia i uprzedzenia.

Co łączy jednak Nikodema z Zofią? W 2025 byli parą – a konkretniej: parą najpopularniejszych imion nadawanych dzieciom w Polsce. Gdybyśmy jednak chcieli w przyszłości zeswatać Zosie i Nikosie, 1357 dziewcząt zostałoby na lodzie. Nikodemów urodziło się w roku ubiegłym 5772, deklasując imienną konkurencję.
I choć można oczywiście przewrócić oczami mówiąc o “przejściowych modach”, imiona były dyktowane trendami i na początku ubiegłego wieku. W poradniku “Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów” z 1904 roku autor przestrzegał przed nadawaniem dziewczynkom imion takich jak: Agnieszka, Weronika, Katarzyna czy Agata. Że zacytuję: “mogą narażać na śmieszność” – co ciekawe dziś w Polsce żyje ponad 600 tys. Kaś i Kasiek – to drugie najpopularniejsze (po Annie) imię żeńskie w kraju, mimo, że w ubiegłym roku w kraju nadano je zaledwie 221 razy.
W danych dotyczących imion widać też szereg zmian społecznych. Z samej tabelki z liczbami przy imionach takich jak Kateryna czy Oleksandra można wskazać moment wybuchu wojny w Ukrainie – Katii jest obecnie ponad 50 tys., mimo że jeszcze kilka lat temu w Polsce mieszkało ich zaledwie 14 tys.
Jeśli prześledzić rok po roku statystyki najpopularniejszych imion, pozornie zmienia się niewiele – od kilku lat podium (w różnych konfiguracjach) zajmują wspomniana już Zosia z Mają i Zuzanną. W najnowszym zestawieniu tuż za Nikodemem uplasował się Antonii – trzy lata temu pierwszy w zestawieniu.
Prawdziwe zmiany widać dopiero w cyklach 10-letnich. Wspomniana już Katarzyna “statystycznie” ma dziś jakieś 35 lat – biorąc pod uwagę, że w 1991 było to najchętniej nadawane dziewczynkom imię. Niemal dekadę później – w roku 2000, pierwsza trójka wyglądała zupełnie inaczej – Natalia-Julia-Wiktoria, by w 2005 po prostu zamienić się kolejnością.
Nazywam się Milijon, bo milijon zarobię
Z czego wynikają te mody, trudno precyzyjnie wskazać. Z pewnością możemy dostrzec trend około-celebrycki – choć wyszukane imiona dzieci Michała Wiśniewskiego były przedmiotem drwin, imiona takie jak Klara (tak nazwali córkę Anna i Robert Lewandowscy), czy Mia (córka Natalii Siwiec) zaczęły piąć się w rankingach popularności.
I niekoniecznie chodzi tu o to, że dla 2751 par, które nadały imię Klara w 2020 roku, Lewandowscy są idolami. Już prędzej o to, że dość rzadkie imię zostało postanowione na świeczniku i zaistniało w świadomości osób, którym wcześniej nie przychodziło do głowy. Tak samo było z imieniem Melania (Trump) albo Charlotte (córka księżnej Kate i księcia Williama). Ale może chodzi tu jeszcze o co innego – wróżbę pomyślności dla nowonarodzonych.
Tak w końcu funkcjonowały imiona od lat, jako swego rodzaju życzenia. Dziś może niezbyt chętnie zaklinamy rzeczywistość Bogumiłami i Mirosławami, ale nadanie dziecku imienia kogoś majętnego i sławnego zdaje się spełniać podobne funkcje. Co ciekawe, gdy w dawnych czasach na wsiach umierał noworodek, kolejnemu potomkowi nadawano czasowo imiona takie jako Niemoj czy Nienasz, które miały chronić dziecko przed zakusami złych duchów.
Wracając jednak do porad nazewniczych roku pańskiego 1908: oprócz “narażających na śmieszność” Agat i Agnieszek, autor ma jeszcze szereg innych porad. Jak unikanie imion “dla gminu” (dawne określenie dla pospólstwa). Co zabawne, za takie uważał imiona: Bartłomiej, Marcin, Franciszek, Maciej, Tomasz, a nawet Paweł, Wojciech czy Piotr (dziś najczęściej występujące imię męskie w Polsce – nosi je niemal 700 tys. osób).
Pierwszy krzyk (mody)
Marta i Jacek – zbyt ekscentryczne, Klara – ckliwa! Autor “Skarbca porad praktycznych…” ma jednak szereg wskazówek. Okazuje się, że jak najbardziej na czasie, jak i wskazanymi dla panien z towarzystwa, imionami są te słowiańskie: Mirosława, Bronisława, Mieczysława, Szczęsna (sic!), Czesława czy Bronisława. Słowo “na czasie” w przypadku tego typu propozycji, przypominających imiona nawet nie tyle naszych babek, co prababek, brzmi jak zgrzyt tylko z naszej perspektywy.
Okazuje się, że te starodawne imiona nie były wyrazem tradycji, ale zapomnianej dziś mody. Nie inaczej niż wyśmiewane dziś imię Janusz – krzyk mody lat 50., obecnie nadawane równie sporadycznie, co bodajże najbardziej zdeklasowane imię Adolf (jedno z popularniejszych imion 20-lecia międzywojennego).
Być może do lamusa odchodzą po prostu imiona, które zaczynają się kojarzyć ze starszym pokoleniem…? Całkiem, jak gdyby utajony ageizm nie był wcale wynalazkiem XXI wieku.
Imię, które nosimy, determinuje więcej, niż nam się wydaje. I nie mam tu bynajmniej na myśli guseł spod znaku “imię Klaudia oznacza kulawa” (P.S. to prawda) albo stwierdzenia, że wszystkie Emilie są empatyczne, bo dwie nam znane takie właśnie były. Chodzi tu raczej o to, że imiona budzą w otoczeniu emocje, nawet jeśli nie do końca uświadomione.
Zresztą – jest na ten temat szereg badań. W ramach jednego z nich do rekruterów wysyłano identyczne CV dwóch (nieistniejących) kobiet. Jedna z nich miała na imię Emily, druga zaś Lakisha (to imię nadawane przeważnie przez społeczność afroamerykańską). Nie muszę chyba mówić, która z nich “poradziła sobie” na rynku pracy lepiej i była częściej przepuszczana do kolejnych etapów rekrutacji.
Rzecz jasna badanie pokazało w pierwszej kolejności zinternalizowany rasizm – ale nie tylko. Pokazało też, że jesteśmy oceniani na podstawie skojarzeń z naszym imieniem. Do podobnej konkluzji doszli badacze z Syracuse University w Nowym Jorku. Oni dla odmiany prosili ankietowanych, żeby odpowiadali na pytania dotyczące tego, z jakimi cechami kojarzy im się osoba o danym imieniu. Zróżnicowanie było spore.
Możemy zresztą przeprowadzić szybko analogiczny eksperyment myślowy: Wiesz, że wkrótce do zespołu dołączy nowa osoba i znasz tylko jej imię. Bardziej interesująca wyda się postać o imieniu Ania czy Klementyna? Jakie wyobrażenia ma się o kimś, kto ma na imię Paris (Paris Kowalska, córka Bożeny i Mariana, przyszła dziedziczka M2 przy Topolowej 26?). Tymczasem w Polsce jest 38 kobiet o tym imieniu i trudno podejrzewać, że wszystkie przybyły do kraju nad Wisłą z – nomen omen – Paryża czy innego Nowego Jorku. Imiona zdradzają często aspiracje rodziców, a bywa, że i przynależność klasową, są najkrótszym z możliwych biogramów, które więcej niż o dziecku mówi o rodzicu.
Najbezpieczniej byłoby wybrać imię, które nie zdradza niczego: ani aspiracji, ani wieku, klasy społecznej czy ulubionego serialu. Problem w tym, że takie imię nie istnieje.
Jakie imię będzie więc najlepsze? Takie, które za dwadzieścia lat nie stanie się ani memem, ani diagnozą. Z Januszem też kiedyś miało się udać.