Reklama

Słońce powoli zachodziło, a my spacerowaliśmy z dziećmi po promenadzie w Sarbinowie, korzystając z ostatnich wakacyjnych wieczorów. W pewnym momencie usłyszałam głośny krzyk i zobaczyłam rodzinę stojącą kilka metrów dalej. Początkowo pomyślałam, że chłopiec pokłócił się z rodzicami o zabawkę albo lody, ale po chwili zorientowałam się, że przy przypadkowych spacerowiczach zaczyna opowiadać o swojej rodzinie rzeczy, których jego mama zdecydowanie nie chciała ujawniać.

„Skoro nie macie pieniędzy, to po co tu przyjechaliśmy?”

Chłopiec miał może osiem, dziewięć lat. Był mniej więcej w wieku mojej starszej córki, dlatego od razu zwróciłam na niego uwagę. Nie wiem dokładnie, od czego zaczęła się awantura. Mogę się tylko domyślać, że chłopiec chciał, żeby rodzice coś mu kupili, a oni odmówili.

Wtedy zaczęło się przedstawienie. Stał na środku promenady i krzyczał przede wszystkim na mamę. Nie był to zwykły dziecięcy foch.

– Skoro nie macie pieniędzy, to po co w ogóle tu przyjechaliśmy?!

Po chwili dorzucił coś w rodzaju:

– Przecież mówiłaś, że nie mamy pieniędzy!

A potem zaczął wyciągać kolejne sprawy, które najwyraźniej znał z rozmów dorosłych.

– A tata wczoraj mówił, że dziadkowie mają się dołożyć do nowego auta!

– Przecież wiem, ile kosztował hotel!

– Zawsze mówisz, że na wszystko jest za drogo!

Mama próbowała go uspokoić, ale on tylko się nakręcał.

Ludzie zaczęli zwalniać i udawać, że nie słuchają

Na promenadzie było sporo osób. A przecież nad morzem głos niesie się wyjątkowo dobrze. Nie trzeba było stać obok, żeby słyszeć, co mówi chłopiec. Najpierw pojedyncze osoby odwracały głowy. Potem zaczęło zwalniać coraz więcej spacerowiczów. Niektórzy patrzyli wprost na rodzinę, inni udawali, że nagle bardzo interesuje ich morze albo telefon.

Trudno było jednak nie słuchać, skoro chłopiec krzyczał na całą promenadę. Mama próbowała zachować spokój. Tłumaczyła mu, że porozmawiają o tym później i prosiła, żeby przestał krzyczeć. Chłopiec jednak najwyraźniej był już tak rozemocjonowany, że nie zamierzał odpuścić.

W pewnym momencie kobieta próbowała nawet zasłonić mu usta dłonią. Chłopiec natychmiast się wyrwał.

– Zostaw mnie! – krzyknął.

Patrzyłam na tę kobietę i było mi jej zwyczajnie żal. Nie wiedziałam, co wydarzyło się wcześniej i nie chciałam oceniać całej rodziny na podstawie kilku minut. Widziałam jednak, że matka jest kompletnie bezradna i przede wszystkim bardzo zawstydzona.

Czy dziecko może powiedzieć wszystko, bo „ma prawo do emocji”?

Dzieci mają prawo się buntować, mieć pretensje do rodziców i uważać, że mama albo tata podjęli głupią decyzję. Ale czy prawo do wyrażania emocji oznacza również prawo do powiedzenia wszystkiego, co akurat przyjdzie dziecku do głowy?

Mam wrażenie, że w ostatnich latach bardzo dużo nauczyliśmy się o emocjach dzieci. Wiemy, że nie powinno się ich zawstydzać za płacz, że nie należy krzyczeć „przestań się mazać” i że dziecko powinno mieć przestrzeń na złość. Tylko że czasami w tym wszystkim zapominamy o granicach.

Można powiedzieć: „Jestem wściekły, bo nie kupiliście mi tej zabawki”. Można powiedzieć: „Uważam, że bez sensu wydajemy pieniądze na ten wyjazd”. Można nawet powiedzieć rodzicom, że jest się na nich bardzo złym. Jednak publiczne wyciąganie rodzinnych spraw po to, żeby zranić rodzica, to już coś zupełnie innego.

Nie wiem, co wydarzyło się między tą rodziną wcześniej. Być może chłopiec rzeczywiście był sfrustrowany odmową zakupu czegoś, na czym bardzo mu zależało. Być może był zmęczony, głodny albo miał po prostu fatalny dzień. Nie wiem też, czy rodzice wcześniej wielokrotnie pozwalali mu na takie zachowania.

Wiem tylko, że tego wieczoru chłopiec dostał od dorosłych bardzo dużo przestrzeni na wyrażenie złości, ale chyba zabrakło kogoś, kto spokojnie powiedziałby: „Możesz być wściekły. Możesz płakać. Możesz powiedzieć, że jesteś na nas zły. Ale nie będziesz nas obrażał ani wyciągał prywatnych spraw przy obcych ludziach”.

To nie byłoby odebranie mu prawa do emocji. To byłaby nauka szacunku.

Czytaj także: Po urlopie na kempingu wiem jedno, ci młodzi przepadną w dorosłości. Scena na pomoście nie zostawia żadnych złudzeń

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...