Ani jednego gofra i loda przez 2 tygodnie w Krynicy. „Jeszcze nie oszalałam. Dzieci popłaczą i zapomną”
Kiedy planujemy upragniony, wakacyjny urlop z całą rodziną, w naszych głowach zazwyczaj pojawia się obraz sielanki, w której dzieci z uśmiechem na twarzy zajadają się nadmorskimi przysmakami. Rzeczywistość polskich kurortów potrafi jednak bardzo szybko zweryfikować te marzenia, zamieniając beztroski wypoczynek w nieustanną walkę z wszechobecną drożyzną i festiwalem dziecięcych zachcianek.

Sezon urlopowy w pełni, a ja właśnie wróciłam z dwutygodniowych wakacji w Krynicy Morskiej i do teraz zbieram myśli po tym, co tam zobaczyłam. Przechadzając się głównym deptakiem, byłam świadkiem dziesiątek identycznych scen, w których umęczeni rodzice ulegali histeriom swoich pociech, kupując kolejnego gofra z gigantyczną ilością bitej śmietany, plastikową zabawkę z Chin czy lody na patyku. Wtedy podjęłam decyzję, która dla wielu moich znajomych brzmi jak czyste szaleństwo lub wręcz rodzicielskie okrucieństwo, ponieważ przez pełne dwa tygodnie mój syn i córka nie dostali ani jednego kupnego gofra i ani jednej gałki loda z lodziarni.
Jeszcze nie oszalałam, żeby ulegać tej masowej psychozie wydawania fortuny na byle co i napychać portfele właścicieli budek z fast foodem, którzy windują ceny do granic absurdalności. Moja krótka odpowiedź na zdziwione miny koleżanek z pracy brzmi zawsze tak samo, czyli dzieci popłaczą, chwile pokrzyczą i bardzo szybko zapomną, a lekcja szacunku do ciężko zarobionych pieniędzy zostanie z nimi na całe życie.
Drożyzna w polskich kurortach a budżet domowy
Każdy, kto choć raz odwiedził polskie morze w ostatnich latach, doskonale wie, że ceny w kurortach potrafią przyprawić o zawrót głowy i skutecznie zepsuć humor nawet najbardziej oszczędnemu rodzicowi. Kiedy za zwykłego gofra z dżemem trzeba zapłacić tyle, co za porządny obiad w barze mlecznym, a mała gałka rzemieślniczych lodów kosztuje równowartość całej paczki mrożonek, zaczynamy jako społeczeństwo tracić zdroworozsądkowe podejście do finansów. Kupowanie czteroosobowej rodzinie takich codziennych przekąsek generuje w skali dwóch tygodni gigantyczny wydatek, który potrafi doszczętnie spustoszyć domowy budżet, przeznaczony na znacznie ważniejsze cele.
Jako matka widzę, jak łatwo wpadamy w pułapkę konsumpcjonizmu, tłumacząc sobie, że przecież wakacje są raz w roku i dziecku niczego nie można żałować. To potworny błąd myślowy, bo uleganie każdej zachciance wcale nie sprawia, że urlop staje się bardziej wartościowy, a jedynie uczy najmłodszych, że pieniądze rosną na drzewach i wystarczy tupnąć nogą, by dostać wszystko.
Jak nauczyć dziecko szacunku do pieniędzy na urlopie?
Postawienie twardej granicy i rezygnacja z gotowych słodyczy z deptaku była dla nas genialnym pretekstem do przeprowadzenia praktycznej lekcji ekonomii. Zamiast bezmyślnie wyciągać portfel przy każdej budce, usiedliśmy pierwszego dnia w pokoju i wspólnie ustaliliśmy zasady naszej wakacyjnej kuchni, robiąc z tego wspaniałą przygodę. Prawie codziennie rano przed wyjściem na plażę wspólnie przygotowywaliśmy pyszne, zdrowe i chrupiące gofry w gofrownicy, którą specjalnie zabrałam z domu, a lody robiliśmy sami ze zblendowanych mrożonych truskawek i banana.
Dzieci szybko zrozumiały, że te domowe smakołyki smakują o niebo lepiej, a przy okazji dowiedziały się, ile realnie kosztują produkty w markecie, a ile przepłacamy na straganach. Dzięki temu nie czuły się w żaden sposób poszkodowane czy gorsze od rówieśników, bo miały pełne brzuchy pyszności, a jednocześnie uczyły się, że luksus i dobre wspomnienia nie wymagają bezmyślnego marnowania gotówki.
Sposoby na udane wakacje z dziećmi bez wydawania fortuny
Złotą zasadą udanego i spokojnego odpoczynku nad Bałtykiem powinno być zrozumienie, że dla małego dziecka największą wartością jest nasz święty spokój, uwaga i wspólnie spędzony czas, a nie ilość zaliczonych atrakcji komercyjnych. Zamiast stać w kilometrowych kolejkach po gofry i denerwować się, że ubywa nam stówa za stówą, my ten zaoszczędzony czas i kapitał woleliśmy przeznaczyć na bilety do fantastycznego muzeum, wypożyczenie rowerów wodnych czy rejs statkiem. Prawdziwa magia wakacji buduje się przecież podczas zbierania muszelek o zachodzie słońca, budowania gigantycznych twierdz z piasku i wieczornego czytania książek na kocyku, a nie w głośnym, przebodźcowanym salonie gier pełnym tandety.
Kiedy jako rodzice zdejmiemy z siebie tę chorą presję kupowania dzieciom wszystkiego wokół, nagle okazuje się, że urlop staje się o wiele bardziej relaksujący, a nasze relacje z maluchami wchodzą na zupełnie nowy, głębszy poziom dojrzałości.