„Na rodzinnym all inclusive w Egipcie czułam się jak gość drugiej kategorii. Dopiero inna mama z Polski zdradziła mi, dlaczego patrzą na mnie z pogardą”
Po pierwszych zagranicznych wakacjach w Turcji odważyliśmy się spełnić kolejne marzenie i polecieć z dziećmi do Egiptu. Miało być jeszcze piękniej – słońce, rafa koralowa i hotel z aquaparkiem. Tymczasem już drugiego dnia zaczęłam mieć wrażenie, że obsługa traktuje nas gorzej niż innych gości. Dopiero przypadkowa rozmowa z Polką przy basenie uświadomiła mi, że popełniam błąd, o którego istnieniu nie miałam nawet pojęcia.

Hotel robił świetne pierwsze wrażenie. Pokój był czysty, jedzenie smaczne, dzieci nie chciały wychodzić z basenu. A jednak coś mi nie pasowało.
Kiedy kelnerzy roznosili napoje przy leżakach, do nas podchodzili zawsze na końcu. Pokój sprzątano poprawnie, ale bez tych wszystkich ozdobnych łabędzi z ręczników, które widziałam na zdjęciach innych gości.
Przy barze nieraz czekałam kilka minut, podczas gdy osoby stojące za mną były obsługiwane wcześniej.
– Masz wrażenie, że nas omijają? – zapytałam męża.
– Trochę tak, ale może sobie coś dopowiadasz.
Nie byłam tego taka pewna.
Zaczęłam zastanawiać się, co robimy źle
Najbardziej było mi przykro ze względu na dzieci.
– Mamusiu, dlaczego tamtemu chłopcu pan przyniósł lody do leżaka, a my musimy po nie chodzić sami? – zapytała Hania.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Wieczorem zauważyłam, że kelner niemal biegnie do pewnej niemieckiej rodziny. Z uśmiechem przynosił im napoje, pamiętał, kto co pije, zagadywał dzieci.
U nas wyglądało to zupełnie inaczej.
Nikt nie był niemiły. Po prostu... obojętny. Zaczęłam się zastanawiać, czy chodzi o to, że jesteśmy z Polski.
Jedno pytanie zmieniło wszystko
Następnego dnia przy basenie zagadnęła mnie kobieta z Krakowa. Nasze dzieci szybko się zaprzyjaźniły.
– Pierwszy raz w Egipcie? – zapytała.
– Widać?
Roześmiała się.
– Trochę.
Po chwili spojrzała na mnie i zadała pytanie, którego kompletnie się nie spodziewałam.
– Dajecie bakszysz?
Patrzyłam na nią bezradnie.
– Jaki bakszysz?
– Napiwki.
– Przecież mamy all inclusive. Wszystko jest opłacone.
Kobieta pokiwała głową.
– Tak myślałam. My też przy pierwszym wyjeździe byliśmy przekonani, że to wystarczy.
Usiadła obok mnie i zaczęła opowiadać.
– W Egipcie dla wielu pracowników hoteli drobne napiwki są ważną częścią dochodów. Nie chodzi o wielkie kwoty. Czasem wystarczy odpowiednik kilku złotych zostawiony pokojowemu na początku pobytu albo kelnerowi, który codziennie was obsługuje. To nie jest obowiązek i nikt nie ma prawa gorzej traktować gości, którzy tego nie robią. Ale w praktyce taki gest często sprawia, że obsługa zapamiętuje rodzinę i poświęca jej więcej uwagi.
Słuchałam z rosnącym zdziwieniem.
– Naprawdę nie miałam o tym pojęcia.
– Większość z nas nie ma. Dopóki ktoś nam tego nie wytłumaczy.
Następnego dnia wszystko wyglądało inaczej
Wieczorem zostawiliśmy niewielki napiwek dla pana, który codziennie sprzątał nasz pokój.
Rano przywitał nas szerokim uśmiechem.
– Dzień dobry! Jak się spało?
Po południu kelner przy basenie sam zapytał dzieci, czy mają ochotę na sok. Nie chodziło o to, że nagle staliśmy się najważniejszymi gośćmi hotelu. Po prostu atmosfera zrobiła się znacznie serdeczniejsza.
Mąż spojrzał na mnie i powiedział:
– Czyli jednak nie byliśmy gośćmi drugiej kategorii.
Pokręciłam głową.
– Nie. Po prostu nie znaliśmy miejscowych zwyczajów.
To była cenna lekcja nie tylko dla mnie
W drodze powrotnej długo o tym myślałam.
Na początku byłam przekonana, że ktoś ocenia nas dlatego, skąd jesteśmy. Tymczasem problem okazał się dużo prostszy – jechaliśmy na wakacje do kraju o innych zwyczajach i nie wiedzieliśmy, jak one wyglądają.
Najbardziej zapamiętałam jednak coś innego. Tę mamę z Polski, która zamiast się ze mnie śmiać, po prostu usiadła obok i spokojnie wszystko mi wyjaśniła.
Bo czasem jedna życzliwa rozmowa potrafi oszczędzić komuś wielu niepotrzebnych nerwów. A ja od tamtej pory przed każdym wyjazdem czytam nie tylko opinie o hotelu, ale też o lokalnych zwyczajach. Dzięki temu łatwiej uniknąć nieporozumień i po prostu cieszyć się wakacjami.
Czytaj także:
- „Pozwalam dziecku chodzić za potrzebą do morza, nie będę wydawać 5 zł. Po tym, co usłyszałam od obcej kobiety, długo nie mogłam dojść do siebie”
- „Wszyscy śmiali się z naszej rodziny na all inclusive w Chorwacji. Kelner wręczył mojemu mężowi męskie spodnie i skwitował: Polacy”
- Dziwne zwyczaje na all inclusive w Grecji. „Nie miałam pojęcia, dlaczego kelner pyta moją córkę o numer pokoju”