Babcia zaczęła na siłę karmić dziecko, a matka nie wytrzymała: „Starsze pokolenie guzik wie o wychowaniu”
Wszystko zaczęło się przy podawaniu drugiego dania. Staś zjadł kilka łyżek ziemniaków i kawałek mięsa, po czym odsunął talerzyk, mówiąc swoje stanowcze „nie”. Dla mnie sprawa była jasna – dziecko jest najedzone, koniec kropka.

Wtedy do akcji wkroczyła moja teściowa z miną eksperta, który pozjadał wszystkie rozumy. Zaczęła najpierw tradycyjne, denerwujące gadanie, że za mamusię, za tatusia, jeszcze jedna łyżeczka, bo Staś będzie chudy i chory. Gdy mały zaczął zaciskać usta i odwracać głowę, jej puściły wszelkie hamulce. Złapała go mocno za rączkę, unieruchomiła mu główkę i próbowała dosłownie siłą wcisnąć pełną łyżkę gęstej zupy do buzi, ignorując jego płacz i krztuszenie się. No na litość boską, wściekłam się!
Karmienie dziecka na siłę − jak metody babci niszczą relację z jedzeniem
Wyrwałam jej tę łyżkę z ręki, zabrałam zapłakanego Stasia z krzesełka do karmienia i wykrzyczałam teściowej prosto w twarz, że nie pozwolę na to przy moim stole. Starsze pokolenie żyje w jakimś głębokim przekonaniu, że gruby maluch to zdrowy maluch, a wciskanie jedzenia na siłę to przejaw wielkiej miłości.
To jest totalne średniowiecze. Zmuszanie do jedzenia to najprostsza droga do zaburzeń i potężnej traumy na całe życie. Moja teściowa obraziła się, ostentacyjnie rzuciła ścierką i uznała mnie za pyskatą synową, która próbuje zagłodzić własne dziecko.
Konflikt pokoleń w rodzinie − gdy starsi podważają autorytet matki
Najbardziej boli mnie jednak fakt, że w oczach starszego pokolenia my, młode matki, jesteśmy zdezorientowanymi dziewczynkami, które naczytały się mądrości w internecie i nie mają zielonego pojęcia o prawdziwym życiu. Moja matka i teściowa ciągle powtarzają tekst, że one wychowały po dwoje czy troje dzieci swoimi metodami i wszyscy żyją. Tylko nikt nie patrzy na to, że połowa ich pokolenia ma teraz problemy z żołądkiem, jelitami czy potężną nadwagą.
Wciskanie niemowlakowi cukru, solenie potraw od pierwszych miesięcy życia czy dawanie czekolady na pocieszenie to była u nich norma. Kiedy staram się wprowadzać zdrowe nawyki, podawać warzywa i unikać chemii, za moimi plecami i tak dochodzi do łamania moich zasad. Teściowa potrafi ukradkiem wcisnąć Stasiowi słodkiego lizaka, mówiąc mu cicho, żeby nie mówił mamie, bo znowu będzie krzyczeć. Przecież to jest sabotowanie mojego autorytetu jako rodzica i uczenie dziecka kłamstwa. Starsze pokolenie kompletnie nie rozumie, że czasy się zmieniły, a my nie musimy powielać ich dawnych błędów wychowawczych.
Jak stawiać granice dziadkom i bronić swoich zasad wychowawczych?
Podjęłam twardą i ostateczną decyzję: koniec z rodzinnymi obiadkami, dopóki teściowa nie zrozumie, że to ja i mąż ustalamy reguły gry w życiu naszego syna. Asertywność w rodzinie i wyznaczenie jasnych, twardych granic dziadkom to jedyny sposób, żeby nie dać się wykończyć psychicznie i ochronić własne dziecko.
Drogie mamy, jak Wy radzicie sobie z taką ingerencją starszego pokolenia? Czy u Was też dziadkowie próbują karmić dzieci na siłę i wciskać słodycze za Waszymi plecami?
Pozdrawiam,
Małgosia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl