Jej córka wróciła z wakacji i oczekuje all inclusive u mamusi. „Nie mogę się doczekać, aż szkoła postawi ją do pionu”
Słucham jej wiecznych fochów od tygodnia i nie wierzę własnym uszom. Czuję się jak darmowa służąca, a nie matka, która wypruwa sobie żyły dla dobra dziecka.

W tym roku postanowiliśmy zafundować córce naprawdę wspaniałe wakacje i kupiliśmy drogi wyjazd do hotelu w Hiszpanii z pełną opcją wyżywienia. Piękne baseny, czyste pokoje sprzątane przez obsługę, jedzenie podawane pod nos. Myślałam, że młoda odpocznie po ciężkim roku szkolnym i wrócimy do domu z nową energią. Niestety, rzeczywistość po przekroczeniu progu naszego mieszkania brutalnie mnie rozczarowała.
Gdy tylko wysiedliśmy z auta pod domem, Pola rzuciła swoją walizkę na środku przedpokoju, zostawiła brudne buty na przejściu i jak gdyby nigdy nic poszła do swojego pokoju, rzucając się na łóżko z telefonem w ręku. Kiedy po godzinie noszenia tobołów poprosiłam ją, żeby chociaż posegregowała swoje rzeczy do prania i włożyła naczynia do zmywarki, spojrzała na mnie z taką pogardą, jakbym kazała jej pracować w kamieniołomach. Fuknęła pod nosem, że ona jest zmęczona podróżą, że wakacje wciąż trwają i od tego jestem ja, żeby ogarnąć ten syf.
Zaniemówiłam. Okazało się, że dwa tygodnie luksusu w hiszpańskim kurorcie całkowicie wymazały z jej głowy fakt, że w zwykłym życiu talerze nie znikają same ze stołu, a czyste ubrania nie pojawiają się w szafie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Moja córka uznała, że status gościa w resorcie przysługuje jej również w domowej kuchni, a dom rodzinny to pensjonat z całodobową obsługą matki.
Roszczeniowe dziecko w domu − wakacyjne błędy wychowawcze mszczą się na rodzicach
Najbardziej boli mnie w tym wszystkim jej potworny, roszczeniowy ton i brak jakiegokolwiek szacunku dla mojej pracy. Pola potrafi przyjść do kuchni, ostentacyjnie zajrzeć do lodówki i skrzywić się z fochem, że nie ma nic dobrego do jedzenia i dlaczego nie zrobiłam jej naleśników takich, jakie podawali w hotelowym bufecie. Kiedy tłumaczę jej spokojnie, że od rana byłam na zakupach, sprzątałam całe mieszkanie i zrobiłam normalny obiad, ona tylko przewraca oczami i trzaska drzwiami od pokoju.
No ludzie, czy ja wychowałam jakiegoś małego, bezdusznego potwora? Czuję ogromny żal, bo w imię fałszywie pojętej miłości i chęci zafundowania dziecku idealnego urlopu, sama ukręciłam na siebie bicz. Moja córka uważa, że stawiając jej jakiekolwiek wymagania, robię jej krzywdę i urządzam w domu jakiś obóz wojskowy. Ja mam już po prostu dość wiecznego proszenia o elementarne zaangażowanie w życie rodziny.
Powrót do szkoły we wrześniu − szkolna dyscyplina to ratunek dla rodziców?
Wczoraj po kolejnej kłótni o nieposprzątany pokój wybuchła u nas ostra dyskusja z mężem. On oczywiście twierdzi, że przesadzam, że młoda zaraz idzie do szkoły i skończy się jej luz, więc powinnam odpuścić dla świętego spokoju. Faktycznie nie mogę się doczekać pierwszego dzwonka, bo wiem, że szkoła nie będzie bawiła się z nią w all inclusive i szybko nauczy ją twardych reguł gry. Szkoła nie pyta nastolatka, czy ma ochotę wstać o siódmej rano i czy podoba mu się termin klasówki. Tam są oceny, rygor i konkretne konsekwencje za lenistwo, co dla mojej roszczeniowej córki będzie najlepszym, zimnym prysznicem.
Chciałam zapytać inne czytelniczki portalu Mamotoja: czy Wasze dzieci po powrocie z wakacji też zachowują się jak wielcy panowie na wczasach? Czy też musicie biegać wokół ich fochów i sprzątać walizki, bo młodzież uważa dom za darmowy hotel? Pomóżcie, bo do końca sierpnia został jeszcze kawałek czasu, a skala buntu mojej własnej córki po prostu odbiera mi resztki sił i radości z tych wakacji.
Pozdrawiam serdecznie,
Ula
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl