Reklama

Szanowna Redakcjo, piszę do Was te słowa po fali dyskusji, jaka przetoczyła się na grupie rodziców naszego przedszkola w sprawie zapisów na letnie dyżury, bo po prostu pękło mi serce. Jestem matką, więc moim naturalnym obowiązkiem i największą radością jest opieka nad własnym dzieckiem w wakacje, a to, jak łatwo inni rodzice próbują pozbyć się swoich maluchów na lipiec i sierpień, budzi we mnie głęboki smutek.

Moja czteroletnia córka, Zosia, przez cały rok ciężko pracuje, uczy się wierszyków, rano wstaje przed świtem i musi dostosować się do sztywnego rytmu placówki, więc lato traktuję jako nasz święty czas na budowanie bliskości. Tymczasem wokół mnie widzę matki, które już w kwietniu przeżywały logistyczną panikę i walczyły o miejsca na dyżurach wakacyjnych w obcych przedszkolach na drugim końcu miasta, byle tylko ich dziecko nie siedziało w domu.

Moja córka to nie jest żaden zbędny balast ani uciążliwy grat, który muszę gdzieś upchnąć na osiem godzin dziennie, żeby móc swobodnie pić kawę i udawać, że nie mam zobowiązań. Rozumiem, że praca zawodowa jest ważna, ale nie potrafię pojąć, jak można dobrowolnie odbierać dziecku jedyne w roku tygodnie wolności od rygoru i zamykać je w murach placówki, kiedy słońce świeci najpiękniej.

Wakacje to czas na odpoczynek i wolność dla małego człowieka

Przedszkolaki w dzisiejszych czasach są niesamowicie przebodźcowane, zmęczone i zestresowane wieczną presją czasu, która towarzyszy nam od poniedziałku do piątku. Letnie miesiące powinny być dla nich czasem, kiedy budzą się bez budzika, biegają boso po trawie, jedzą truskawki prosto z krzaka i po prostu nudzą się pod okiem kochającej mamy. Posyłanie dziecka na dyżur wakacyjny, gdzie grupy są łączone, opiekunki często obce, a dzieci z różnych placówek nie znają się nawzajem, to fundowanie maluchowi kolejnego stresu adaptacyjnego w środku lata.

Ja wolę zreorganizować całe nasze życie, wziąć urlop bezpłatny, pracować wieczorami czy poprosić o wsparcie męża, byle tylko dać Zosi poczucie, że dom to jej najbezpieczniejsza baza. Dziecko potrzebuje nas, naszej uwagi i wspólnego lenistwa, a nie kolejnych zorganizowanych zajęć według narzuconego z góry grafiku w dusznym budynku.

Macierzyństwo to odpowiedzialność za wspólny czas, a nie wieczna ucieczka

Często słyszę od innych kobiet argument, że one muszą odpocząć, że dziecko w domu to wieczna awantura i że przedszkole zapewnia maluchowi lepszą rozrywkę niż nudząca się mama. To jest dla mnie przerażający dowód na kryzys współczesnego rodzicielstwa, w którym własna pociecha staje się problemem i ciężarem, od którego trzeba uciec za wszelką cenę. Jeśli nie potrafimy spędzić z własnym dzieckiem dwóch tygodni na wsi, na spacerach po lesie czy na wspólnym budowaniu zamków z piasku, to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak w naszych relacjach.

Dziecko uczy się nas, a my uczymy się jego właśnie wtedy, gdy zdejmujemy z siebie maski zagonionych pracowników i stajemy się po prostu rodziną bez planu na kolejną godzinę. Moja córka rozkwita latem, staje się odważniejsza, więcej mówi i widzę, jak bardzo potrzebuje mojej bliskości, którą aż chłonie. Nie zamienię tych chwil na żaden przedszkolny dyżur.

Przestańmy traktować dzieci jak projekt do oddelegowania instytucjom

Apeluję do wszystkich mam, które bezrefleksyjnie podpisują deklaracje na letnie dyżury: zatrzymajcie się na chwilę i pomyślcie, co jest naprawdę ważne dla Waszych dzieci. Szkoła i przedszkole to wspaniałe instytucje, ale one nie mogą zastąpić dziecku matczynego ciepła i poczucia, że jest się chcianym i ważnym członkiem rodziny, a nie tylko obowiązkiem do odhaczenia w kalendarzu. Mądre macierzyństwo wymaga od nas czasami rezygnacji z własnego komfortu, z idealnego porządku w domu czy z dodatkowych zarobków na rzecz tego jednego, cichego popołudnia na kocu w ogrodzie.

Zamiast szukać kolejnych miejsc, gdzie można bezpiecznie zostawić dziecko, zacznijmy uczyć się cieszyć ich obecnością, ich śmiechem i tym pięknym, brudnym od lodów latem. Ja z dumą mówię, że lipiec i sierpień spędzam z córką w domu, bo to mój świadomy wybór i największy przywilej, z którego nie zrezygnuję dla żadnej kariery. Pokażmy naszym dzieciom, że są dla nas darem, a nie balastem, bo miłość mierzy się czasem, który jesteśmy w stanie im podarować wtedy, gdy najbardziej tego potrzebują.

Agata


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Moja mama nadała mi to imię w latach 80. Dziś wstydzę się przedstawiać nowym znajomym”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...