Reklama

Wszystko wydarzyło się na dziale z popularnymi zestawami konstrukcyjnymi, gdzie zazwyczaj panuje spory ruch, a dzieciaki z wypiekami na twarzach oglądają pudełka.

Niszczenie towaru na oczach dzieci. Afera w alejce z klockami

Stałam z moim Franiem przy regale, gdy obok nas zatrzymała się kobieta z chłopcem na oko pięcioletnim. Maluch zaczął marudzić, że chce dokładnie ten duży zestaw z pociągiem, ale nie wie, czy ludziki w środku są fajne.

Zamiast wytłumaczyć dziecku, że zawartość jest narysowana z tyłu, jego mama podjęła decyzję, która wprawiła mnie w osłupienie. Wyciągnęła z kieszeni klucze, sprawnym ruchem rozcięła grubą folię zabezpieczającą, otworzyła tekturowe wieko i zaczęła zaglądać do środka. Chłopiec zaczął dotykać foliowych woreczków, a jego mama stała nad nim z uśmiechem, uznając to za świetny sposób na udane zakupy.

Awantura przy regale z zabawkami. Szokujące tłumaczenie matki

Widząc, że klientka niszczy opakowanie, podeszła do nich młoda dziewczyna z obsługi. Bardzo spokojnie i kulturalnie zwróciła uwagę, że klocki są fabrycznie zamknięte i nie wolno otwierać pudełek, bo nikt potem nie kupi uszkodzonego zestawu za kilkaset złotych. W tym momencie kobieta zamiast się zawstydzić, zaczęła się wykłócać, że ma prawo wiedzieć, za co płaci. Twierdziła, że jej Oliwierek musi sprawdzić zabawkę, zanim ona wyda na nią pieniądze.

Gdy ekspedientka powtórzyła, że za uszkodzony karton trzeba będzie zapłacić przy kasie, kobieta zrobiła jeszcze większą awanturę. Krzyknęła, że od rozerwanej folii nikt nie zbiednieje, a sklep na pewno nie zbankrutuje przez jedno pudełko. Po tej dyskusji wcisnęła zniszczony zestaw głęboko między inne zabawki, złapała syna za rękę i ostentacyjnie wyszła ze sklepu. Oczywiście zaraz zatrzymała ją ochrona, i bardzo dobrze.

Wychowanie bez żadnych barier. Dlaczego uleganie kaprysom dzieci rodzi problemy

Ta sytuacja z marketu to niestety przykry przykład na to, jak niektórzy rodzice potrafią zatracić granicę między miłością do dziecka a uczeniem go skrajnego egoizmu. Taka mama uważa, że ułatwiając synowi życie za wszelką cenę i łamiąc dla jego zachcianki normy społeczne, buduje jego pewność siebie. Zapomina jednak, że w ten sposób uczy go zachowań, które szybko zweryfikuje szkoła podstawowa czy rówieśnicy na podwórku.

To smutne, że mały chłopczyk, zamiast mądrej lekcji o tym, że należy szanować cudzą własność i pracę innych ludzi, nauczył się od własnej matki, że wolno mu wszystko. Wstyd, droga mamo.

Pozdrawiam

Ada


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Justysia była naszą wyczekaną córeczką. Zaślepieni miłością długo nie widzieliśmy, jaka jest naprawdę. Aż do tamtej nocy nad jeziorem”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...