Reklama

Ja w swojej pracy mam marne 26 dni urlopu na cały rok. Mąż ma dokładnie tyle samo. Jak my, pracujący rodzice, mamy załatać dziurę trwającą ponad sześćdziesiąt dni? Przecież to jest logistyczny i finansowy koszmar. Państwo ma nas głęboko gdzieś, a szkoły zatrzaskują drzwi na cztery spusty pod koniec czerwca i radź sobie sam, człowieku.

Praca nauczycieli w wakacje − dlaczego szkoły są zamknięte w lipcu?

Większość moich znajomych z pracy ma ten sam problem. Babcie albo mieszkają na drugim końcu Polski, albo jeszcze same pracują i nie mają siły użerać się z dwójką energicznych maluchów. Prywatne półkolonie na naszym osiedlu kosztują tyle, że musiałabym oddać całą swoją miesięczną pensję, żeby zapisać tam oboje dzieci na zaledwie dwa tygodnie. A co z resztą wakacji? Przecież to jest jakiś absurd. Szkoły to wielkie, nowoczesne budynki z boiskami, placami zabaw i salami pełnymi zabawek. Stoją puste i niszczeją, podczas gdy rodzice dostają na głowę.

Dlaczego system nie pozwala na to, aby szkoły podstawowe normalnie funkcjonowały w lipcu i sierpniu jako świetlice? Nauczyciele przecież nie pracują w kopalni, nie stoją przy taśmie produkcyjnej po dwanaście godzin. Mają wolne weekendy, wolne wszystkie święta, ferie, przerwy świąteczne, a na deser dwa miesiące wakacji. Rozumiem, że praca z dzieciakami bywa wykończająca, ale bez przesady. Kto inny w Polsce ma tyle wolnego i dostaje za to normalną wypłatę?

Ile zarabia nauczyciel − dodatkowe pieniądze za opiekę nad dziećmi

Ciągle słyszę w mediach, jak to środowisko nauczycielskie narzeka na swoje pensje. Że zarobki są niskie, że inflacja, że nie starcza im do pierwszego. No dobrze, rozumiem to i współczuję, bo każdy chce żyć godnie. Ale dlaczego w takim razie nikt nie wpadnie na genialny w swojej prostocie pomysł, żeby dać im zarobić w wakacje? Gdyby ministerstwo albo samorządy zorganizowały w szkołach dyżury letnie, chętni rodzice mogliby dopłacać jakieś symboliczne grosze za opiekę.

Taki nauczyciel za tydzień luźnego pilnowania dzieciaków na placu zabaw czy organizowania im kalamburów w klimatyzowanej klasie mógłby spokojnie dorobić 500 zł do pensji. Przecież dla nich to jest bardzo dużo pieniędzy, biorąc pod uwagę ich ciągłe narzekania na brak kasy. Dla wielu z nich taki zastrzyk gotówki przed wrześniem byłby ratunkiem dla domowego budżetu. Wszyscy byliby wygrani. Nauczyciele mieliby dodatkowy grosz, dzieci nie nudziłyby się przed komputerami, a rodzice mogliby spokojnie pracować, wiedząc, że ich skarby są bezpieczne i pod fachową opieką.

Urlop nauczyciela a rzeczywistość pracujących rodziców

Słyszałam już argumenty, że nauczyciele w wakacje muszą robić awanse zawodowe, pisać plany lekcji i że ich urlop to tak naprawdę nie są dwa miesiące, tylko ustawowe sześć tygodni. No proszę Was, nie bądźmy śmieszni. Widzę moje sąsiadki nauczycielki, które od pierwszego lipca nie schodzą z leżaków na tarasie. Żadne przygotowania do roku szkolnego nie trwają dwóch miesięcy. To jest po prostu archaiczny przywilej z czasów, kiedy matki nie pracowały zawodowo i siedziały w domach.

Dzisiejsza rzeczywistość jest inna. Kobiety pracują tak samo ciężko jak mężczyźni. Uważam, że to rażąca niesprawiedliwość społeczna, że jedna grupa zawodowa ma tak gigantyczny komfort kosztem reszty społeczeństwa. Nauczyciele powinni mieć normalny, cztero- lub pięciotygodniowy urlop, jak każdy inny śmiertelnik w tym kraju. Resztę czasu powinni spędzać w placówkach, pomagając nam, rodzicom, którzy podatkami zrzucają się na ich pensje. Czy ja naprawdę wymagam tak wiele? Chcę po prostu normalnie pracować bez poczucia, że z powodu wakacji moje życie obraca się w ruinę.

Pozdrawiam Was ciepło i liczę, że opublikujecie mój list,

Kinga


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Dziadkowie zabrali Tymonka na działkę, bo w bloku piekarnik. Gdy wieczorem przywieźli tylko reklamówkę mokrych ubrań, nie mogłam wydobyć słowa”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...