Nauczyciele powinni opiekować się dziećmi w wakacje? „Rodzice mogliby wreszcie odsapnąć”
Czy tradycyjne, dwumiesięczne zamknięcie placówek oświatowych w okresie letnim to wciąż rozsądne rozwiązanie, czy może uciążliwy przeżytek? Napisała do nas mama ucznia, która uważa, że w lipcu i sierpniu szkoły powinny prowadzić dyżury opiekuńcze, by dać zmęczonym rodzicom szansę na normalne funkcjonowanie.

Szanowna Redakcjo! Moje dzieciaki lada moment przyniosą świadectwa, zamkną podręczniki i zaczną się wakacje. Dla nich to powód do radości, a dla nas, pracujących rodziców, regularna walka o przetrwanie. Szkoła się zamyka, a my zostajemy z wielkim problemem na głowie, bez żadnej pomocy. To jest po prostu jakaś farsa i totalne odklejenie od realiów, w jakich żyją dzisiejsze rodziny.
Dlaczego instytucja publiczna, utrzymywana z naszych podatków, nagle znika na dwa miesiące? Chcę zapytać prosto z mostu: czy nauczyciele nie powinni opiekować się dziećmi w wakacje i prowadzić letnich dyżurów? Dyżury w przedszkolach przecież istnieją. Nam, wiecznie zagonionym rodzicom, należy się trochę oddechu, żebyśmy mogli wreszcie odsapnąć od tego logistycznego wariactwa.
Letnie pustki w szkole, a w domach dramat
Kiedy zaczyna się lipiec, olbrzymie budynki szkolne świecą pustkami. Nowoczesne boiska, wielkie sale gimnastyczne i świetlice, które jeszcze w czerwcu tętniły życiem, stoją zupełnie puste, podczas gdy dzieciaki z blokowisk nudzą się przed komputerami, a rodzice drżą o ich bezpieczeństwo.
Dla mnie to jest gigantyczne marnotrawstwo potencjału i publicznej infrastruktury. Gdyby w tych murach zorganizowano państwowe, rotacyjne dyżury opiekuńcze, miliony rodzin w Polsce odetchnęłyby z ulgą. Dzieci miałyby bezpieczne miejsce do zabawy ze znajomymi z podwórka, a my moglibyśmy spokojnie siedzieć w pracy, zamiast kombinować na siłę i brać urlopy na zmianę, przez co jako małżeństwo nie widzimy się prawie przez całe lato. Szkoła powinna wspierać rodzinę przez okrągły rok, a nie tylko wtedy, gdy kalendarz na to pozwala.
Nauczyciele i tak mają labę, a mogliby dorobić
Ciągle słyszymy o wielkim stresie nauczycieli, trudnej młodzieży i wypaleniu zawodowym. Tylko kto pomyśli o resetowaniu zmęczenia matek, które pracują w sklepach, na produkcji czy w biurach przez okrągły rok w pełnym wymiarze godzin? My mamy do dyspozycji marne dwadzieścia sześć dni urlopu na cały rok, z czego większość i tak musimy wykorzystać na zimowe ferie, choroby dzieciaków czy okienka w szkole.
A praca nauczycieli w lipcu i sierpniu wcale nie musiałaby oznaczać katorgi nad książkami − mogliby zwyczajnie pilnować dzieci na boisku, organizować wyjścia do parku i luźne zabawy. Taki dyżur nikomu by nie zaszkodził, a zdjąłby gigantyczny ciężar z naszych wycieńczonych barków. Do tego nauczyciele mogliby dorobić do pensji, więc korzyść podwójna.
Obozy i półkolonie kontra puste kieszenie rodziców
Zderzenie z realiami rynku komercyjnego w wakacje to dla przeciętnej rodziny brutalny cios prosto w portfel. Kiedy patrzę na ceny tych wszystkich miejskich półkolonii czy zorganizowanych obozów, to po prostu robi mi się słabo. Firmy życzą sobie takich kwot za jeden tydzień opieki, że przy dwójce dzieci musiałabym oddać całą swoją miesięczną wypłatę, żeby po prostu móc wyjść do pracy.
To jest jakieś chore, błędne koło, które zmusza do szukania oszczędności na wszystkim. Żyjemy w XXI wieku, model społeczeństwa rolniczego dawno minął, a system szkolny wciąż tkwi w realiach z poprzedniego stulecia, udając, że problem letniej opieki nie istnieje. Czas wreszcie otworzyć szkoły na lato, wprowadzić mądre dyżury dla nauczycieli i dać nam, rodzicom, normalne warunki do pracy i życia, bo bez tego po prostu wykończymy się nerwowo i finansowo.
Z poważaniem,
Alicja
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 1100 zł dla rodzica uczącego się dziecka. Złóż wniosek jak najszybciej, a przelew przyjdzie w wakacje