Nie poda matce szklanki wody na starość. „Nie jestem jej nic winna. Każdy, kto w dzieciństwie przeżył to samo, zrozumie”
„Ludzie mówią, że matkę ma się tylko jedną, że trzeba ją szanować i kochać, jaka by nie była. Że kiedyś nie spała po nocach, utulała i zmieniała pieluchy, to teraz nasza kolej. Za każdym razem mam ochotę zapytać: a co z dziećmi, których nikt nigdy nie przytulał, nie chwalił i nie dawał im poczucia, że są wystarczające? Czy one też mają matce usługiwać, choć przez nią trafiły na kozetkę?” – pisze nasza czytelniczka.

Wiele osób uważa, że opieka nad starzejącymi się rodzicami jest naturalnym obowiązkiem dorosłych dzieci. Tych, którzy otwarcie mówią, że woleliby umieścić rodziców w domu opieki niż się nimi zajmować, nazywa się egoistami. Ludźmi bez serca. Historia Martyny pokazuje, że zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie innych.
Martyna nie zamierza zostawić matki bez pomocy, ale nie zamierza poświęcić własnego życia dla osoby, która – jak mówi – przez lata odbierała jej poczucie własnej wartości.
„Dorastałam w przekonaniu, że do niczego się nie nadaję”
Mam troje dzieci i odkąd zostałam mamą, coraz częściej wracam myślami do własnego dzieciństwa. Wcześniej tłumaczyłam sobie, że w każdym domu bywa trudno, że nie ma idealnych rodziców i że może po prostu byłam zbyt wrażliwa. Dzisiaj wiem, że przez wiele lat oszukiwałam samą siebie. Dopiero patrząc na swoje dzieci, zrozumiałam, że to, co przeżywałam, nie było normalne.
Moja mama potrafiła sprawić, że już jako dziecko żałowałam, że się urodziłam. Nie biła, fakt, nie nadużywała też żadnych substancji, ale raniła mnie w inny sposób. Nigdy nie usłyszałam od niej, że jest ze mnie dumna. Nawet kiedy coś mi się udało, zawsze znajdowała powód, żeby umniejszyć mój sukces. Gdy dostałam piątkę, pytała, dlaczego nie szóstkę. Gdy zdobyłam wyróżnienie w konkursie, ze skwaszoną miną pytała, kto zajął pierwsze miejsce. Jeśli zajęłam to nieszczęsne pierwsze miejsce, chwaliła się wszystkim, że to dzięki niej.
Gdy zaczęłam dorastać, wcale nie było lepiej. Gdy dostałam się na wymarzone studia 300 km od domu, przekonywała mnie, że sobie nie poradzę. Porzuciłam marzenia i poszłam na uczelnię w moim rodzinnym mieście. Gdy cieszyłam się z nowej pracy, usłyszałam od niej, że mam się cieszyć, póki mogę, bo pewnie długo jej nie utrzymam. Nigdy nie byłam dla niej dość dobra.
„Dopiero kiedy sama zostałam mamą, zrozumiałam, że to nie było normalne”
Przez wiele lat wierzyłam, iż problem leży we mnie. Myślałam, że naprawdę jestem niewystarczająca, leniwa, niezaradna i ciągle zawodzę. Bardzo długo potrzebowałam czyjejś pochwały, bo sama nie potrafiłam uwierzyć, że jestem coś warta. Dzisiaj wiem, że wiele z tych przekonań wyniosłam właśnie z domu.
Macierzyństwo mnie otrzeźwiło. Kiedy patrzę na swoje dzieci, nie wyobrażam sobie mówić do nich w taki sposób, w jaki zwracano się do mnie. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłabym celowo podcinać im skrzydła tylko po to, żeby zawsze czuły, że są ode mnie zależne. Nie chcę karać ich milczeniem, jak robiła to moja matka. Właściwie robi to do tej pory. Chcę, żeby były pewne siebie, żeby wiedziały, że nawet jeśli popełnią błąd, nadal zasługują na miłość i szacunek. Ja nigdy nie miałam takiego poczucia.
Od kilku lat chodzę na terapię i dopiero tam zrozumiałam, jak bardzo dzieciństwo wpływa na dorosłe życie. Zaczęłam stawiać granice, przestałam odbierać telefony o każdej porze dnia i przestałam pozwalać mamie komentować każdy mój wybór. Nasz kontakt ograniczył się właściwie do świąt, urodzin i kilku krótkich rozmów w ciągu roku. Paradoksalnie dopiero wtedy zaczęłam żyć spokojniej.
Coraz częściej słyszę jednak od dalszej rodziny, że powinnam myśleć o przyszłości, bo mama się starzeje. Padają pytania, czy zabiorę ją do siebie, kiedy przestanie być samodzielna, albo czy będę się nią opiekować. Za każdym razem odpowiadam tak samo i widzę to samo oburzenie na twarzach rozmówców.
„Za to, co zrobiła, nie zasługuje na moją miłość”
Nie, nie zamieszkam z mamą. Jeżeli przyjdzie taki moment, pomogę znaleźć jej dobry dom opieki, dopilnuję formalności i będę mieć pewność, że ma zapewnioną profesjonalną pomoc. Mama ma dobrą emeryturę i będzie ją na to stać. Nie zostawię jej bez żadnego wsparcia, ale nie zrezygnuję z własnego życia ani nie sprowadzę do domu osoby, przy której przez całe dzieciństwo czułam się gorsza.
Najbardziej boli mnie to, że ludzie bardzo łatwo oceniają takie decyzje. Słyszę, że jestem niewdzięczna, że matkę ma się tylko jedną i że kiedyś będę tego żałować. Nikt nie pyta jednak, jak wyglądało moje dzieciństwo i dlaczego jako dorosła kobieta przez lata nie potrafiłam uwierzyć we własną wartość. Nikt nie zastanawia się, ile kosztowało mnie odbudowanie poczucia bezpieczeństwa i stworzenie domu, w którym moje dzieci nie boją się powiedzieć, że popełniły błąd.
Nie czuję nienawiści do mamy. Czuję raczej ogromny smutek, że nasza relacja wygląda właśnie tak. Nie zamierzam jednak poświęcać siebie ani swojej rodziny tylko dlatego, że społeczeństwo oczekuje od córki bezwarunkowego poświęcenia. Przez całe dzieciństwo próbowałam zasłużyć na miłość swojej mamy i nigdy mi się to nie udało. Dziś już wiem, że choć ją kocham, to ona nie zasługuje na moją miłość.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Pytanie o to, czy dorosłe dzieci mają obowiązek opiekować się starzejącymi się rodzicami, nie ma jednej odpowiedzi. W wielu rodzinach taka pomoc jest czymś naturalnym i wynika z bliskiej więzi. W niektórych dorosłe dzieci czują obowiązek zajęcia się rodzicem, nawet jeśli mają do niego o coś żal. Są jednak także relacje, w których za zamkniętymi drzwiami przez lata dochodziło do krzywdzących zachowań – nawet jeśli nie były widoczne dla otoczenia.
W takich sytuacjach dorośli często próbują znaleźć równowagę między poczuciem odpowiedzialności a ochroną własnego zdrowia psychicznego i swojej rodziny. Zapewnienie rodzicowi profesjonalnej opieki, gdy samodzielne wsparcie nie jest możliwe, również może być formą zadbania o jego potrzeby.
Każda historia jest inna i warto powstrzymać się od pochopnego oceniania decyzji podejmowanych przez osoby, których doświadczeń po prostu nie znamy.