Reklama

"Dzieci i ryby głosu nie mają"

"Dzieci i ryby głosu nie mają", "nie noś, bo przyzwyczaisz", "niech się wypłacze, nauczy się zasypiać" - jeszcze kilkanaście lat temu wiele takich zdań było traktowanych jak oczywistość. Powtarzali je eksperci w telewizji, babcie, znajomi i poradniki dla rodziców. Dziś coraz częściej słyszymy, że te same metody mogły ranić dziecięce emocje i poczucie bezpieczeństwa.

Cały odcinek można obejrzeć na kanale YouTube Mamotoja.

"My więcej rozmawiamy o emocjach"

Kiedy zapytałam dziewczynki, co ich pokolenie robi lepiej niż moje, odpowiedź pojawiła się bardzo szybko.

- Myślę, że ogólnie komunikujemy się - o uczuciach, emocjach i o tym, co się dzieje. Bardziej skupiamy się na drugim człowieku - powiedziała jedna z córek.

I chyba właśnie to jest jedna z największych zmian, jakie zaszły w rodzicielstwie przez ostatnie lata. Dziś dzieci mają prawo mówić o swoich emocjach. Rodzice coraz częściej próbują słuchać zamiast tylko wychowywać. Coraz więcej mówi się o bliskości, regulacji emocji i budowaniu relacji zamiast ślepego posłuszeństwa. Ale prawda jest też taka, że rodzice mojego pokolenia często robili dokładnie to, czego ich uczono.

Kiedyś "dobra metoda", dziś coś nie do pomyślenia

W czasie rozmowy wrócił temat popularnych dawniej metod usypiania dzieci. Tych, które dziś dla wielu rodziców byłyby nie do zaakceptowania.

- To była metoda, którą bardzo popularna osoba od wychowania pokazywała w telewizji. Mówiła, że dziecko trzeba zostawić na kilka minut, niech płacze, potem wejść do pokoju i znowu wyjść. Dzięki temu miało nauczyć się zasypiać - wspominałam podczas podcastu.

Dziś coraz częściej słyszymy, że takie podejście może budować w dziecku poczucie samotności i stresu. Ale wtedy? Wtedy wielu rodziców naprawdę wierzyło, że robi dobrze. I właśnie to było dla mnie najbardziej poruszające w tej rozmowie z córkami - że one potrafią spojrzeć na tamte czasy z czułością, a nie oskarżeniem.

- To był inny świat wtedy - powiedziała jedna z nich.

"Nie zrobiłaś nic źle"

Chyba każda mama nosi w sobie momenty, do których wraca z pytaniem: "A może mogłam inaczej?". Zwłaszcza dziś, gdy internet codziennie pokazuje nowe teorie wychowania, nowe zalecenia i nowych ekspertów.

Dlatego słowa moich córek zatrzymały mnie na chwilę.

- Nie uważam, że zrobiłaś coś źle. Myślę, że nie siedziałybyśmy tutaj razem i nie rozmawiały w taki sposób, gdybyś zrobiła coś źle - usłyszałam podczas nagrania.

I pomyślałam wtedy, że może właśnie to jest najważniejsze w macierzyństwie. Nie perfekcja. Nie idealne metody. Nie wychowanie zgodne z aktualnym trendem na Instagramie. Tylko relacja, która zostaje po latach.

Każde pokolenie wychowuje inaczej

Dziś wychowuję jeszcze 6-letniego Leona i wiem, że robię wiele rzeczy zupełnie inaczej niż wtedy, gdy wychowywałam dziewczyny. Nie dlatego, że byłam gorszą mamą. Po prostu świat się zmienił. Zmieniła się wiedza, język i podejście do dzieci.

To, co kiedyś było uznawane za "najlepszą metodę", dziś często budzi sprzeciw. A za kilka lat pewnie kolejne pokolenie będzie patrzyło z niedowierzaniem na część naszych obecnych wyborów. I może właśnie dlatego rodzicielstwo wymaga dziś od nas czegoś więcej niż idealności. Wymaga uważności, pokory i gotowości, żeby uczyć się razem z dzieckiem.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...