Reklama

Na przyjęciu mojego siostrzeńca każdy z gości został uszczęśliwiony pakietem pamiątkowym, który u mnie wywołał jedynie gęsią skórkę i poczucie głębokiego zażenowania. Spakowałam te wszystkie figurki i magnesy do torby, a w domu od razu otworzyłam klapę od śmietnika, bo moje mieszkanie to nie jest izba pamięci ani galeria zdjęć dalekich krewnych.

Festiwal komunijnej tandety i personalizowanych zbieraczy kurzu

Głównym punktem tego nieszczęsnego pakietu pamiątkowego był metalowy otwieracz do butelek z wielkim, kolorowym zdjęciem dziecka w komunijnej albie, trzymającego złożone rączki. Do tego dołożono gipsową figurkę aniołka, która miała jednak twarz... mojego siostrzeńca, wykonaną na specjalne zamówienie w jakiejś internetowej drukarni. Całość zamykało wielkie, oprawione w błyszczącą ramkę oficjalne zdjęcie z kościoła, które pani fotograf zrobiła tuż przed ołtarzem.

Patrzyłam na te przedmioty na swoim stole i zastanawiałam się, co autor miał na myśli, tworząc coś tak potwornie niepraktycznego i nachalnego. Czy ja mam teraz otwierać colę w kuchni, gapiąc się na uduchowioną twarz dziesięciolatka, który przecież nie jest moim własnym synem? Czy mam postawić na komodzie w salonie gipsowy odlew jego głowy obok moich rodzinnych pamiątek i zbierać z niego kurz przez najbliższe dwadzieścia lat?

To jest absolutne pomylenie pojęć − rodzicom wydaje się, że ich dziecko jest pępkiem świata dla całej rodziny, a prawda jest taka, że dla ciotek, wujków czy kuzynów to po prostu kolejny krewny, z którym widują się raz w roku.

Szacunek do własnej przestrzeni kontra presja rodzinnych pamiątek

Wiele osób z mojej rodziny uważa zapewne, że wyrzucenie takich rzeczy to szczyt bezczelności i brak serca, ale dla mnie to jest po prostu dbanie o higienę własnego otoczenia. Moje mieszkanie jest małe, minimalistyczne, urządzone z wielkim trudem i za ciężko zarobione pieniądze, więc nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabym je szpecić chińskim plastikiem z cudzą podobizną.

Rodzice organizujący komunię nie biorą pod uwagę, że ich wielkie szczęście i duma nie przekładają się automatycznie na to, że każdy gość marzy o posiadaniu wizerunku ich pociechy we własnej sypialni czy kuchni.

To jest narzucanie komuś swojej estetyki i wpędzanie w poczucie winy, bo przecież zdjęcia dziecka nie wypada wyrzucić, więc człowiek chowa je po szufladach, przekłada z kąta w kąt i tylko się denerwuje przy każdym sprzątaniu. Ja powiedziałam temu dość − nie mam zamiaru być zakładnikiem fałszywej uprzejmości. Jeśli ktoś marnuje pieniądze na zamawianie spersonalizowanych otwieraczy ze zdjęciem pierwszokomunijnego dziecka, to musi liczyć się z tym, że ten gadżet skończy tam, gdzie jego miejsce, czyli na wysypisku śmieci.

Skromność i umiar, czyli jak mądrze dziękować gościom za obecność

Ten cały skandal z pamiątkami pokazuje, jak bardzo zagubiliśmy się w materialnej stronie sakramentów, zapominając o tym, co w tym dniu powinno być najważniejsze. Dawniej podziękowaniem za przybycie na komunię było dobre słowo, wspólne zdjęcie zrobione aparatem na kliszę, które potem chowało się do rodzinnego albumu, albo pudełko z kawałkiem domowego ciasta zabrane na drogę.

To były piękne, skromne gesty, które niosły ze sobą autentyczne ciepło i nie zmuszały nikogo do dekorowania domu elementami sakralnymi z wizerunkiem kuzyna.

Apeluję do wszystkich rodziców, którzy planują uroczystości w najbliższym czasie: opamiętajcie się z tymi spersonalizowanymi prezentami, bo robicie krzywdę swoim portfelom i kłopot własnym gościom. Jeśli koniecznie chcecie podziękować rodzinie za obecność i prezenty, upieczcie małe pierniczki, podarujcie słoiczek miodu z lokalnej pasieki albo po prostu szczerze powiedzcie dziękuję przy pożegnaniu.

Przestańcie produkować plastikowe śmieci z twarzami Waszych dzieci, bo gwarantuję Wam, że większość z nich, tak jak u mnie, ląduje w koszu zaraz po zamknięciu za Wami drzwi, a Wasza duma staje się dla innych po prostu uciążliwym gratem.

Paulina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Wychowujemy pokolenie dzieci na łańcuchu. Sytuacja z komunii najlepszym dowodem”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...