Reklama

Mój mąż twierdzi, że niepotrzebnie szukam dziury w całym, a ja uważam, że problem jest gigantyczny i dotyczy większości hoteli w naszym kraju. Jestem mamą 4-letniej Łucji i od samego początku jej życia dbam o to, co ląduje na jej talerzu. Staram się unikać przetworzonej żywności, białego cukru i uczyć małą zdrowych nawyków żywieniowych.

W tym roku postanowiliśmy zaszaleć i wykupiliśmy pobyt w bardzo drogim, renomowanym hotelu spa w Kołobrzegu. Piękne pokoje, baseny, animacje − wszystko na najwyższym poziomie. Jednak to, co zobaczyłam rano podczas śniadań na szwedzkim stole, po prostu odebrało mi mowę. Dla dorosłych przygotowano wykwintne deski serów, łososia i świeże warzywa, a dla maluszków pączki z zeschłym lukrem i tonę najgorszej chemii.

Zdrowe śniadanie dla dziecka w hotelu? Zapomnijcie o twarogu i warzywach

Kiedy pierwszego poranka zeszliśmy do hotelowej restauracji, stół dla dorosłych dosłownie uginał się od wspaniałych specjałów. Były tam regionalne wędliny, sery dojrzewające, pieczone na miejscu pasztety, awokado, kiełki, oliwki i sterty chrupiących warzyw. Pełna zachwytu pomyślałam, że to będzie kulinarny raj dla mojej córki. Kiedy jednak pani kelnerka wskazała nam specjalny, kolorowy kącik śniadaniowy dla dzieci, na widok zawartości po prostu zbaraniałam.

Zamiast jakiejś pożywnej jajecznicy, cieniutkich paróweczek z dobrego mięsa czy chociażby zwykłego twarogu, kącik dla maluszków to było jedno wielkie, ociekające cukrem i sztucznymi barwnikami eldorado. W podgrzewaczach leżały blade, tłuste, słodkie naleśniki oblane gotowym sosem czekoladowym z tuby, zeschłe pączki z lukrem, gofry z bitą śmietaną w sprayu i sterty mini pączków nasączonych tłuszczem. Obok stały wielkie słoje pełne kolorowych płatków śniadaniowych, które obok prawdziwego zboża nawet nie leżały, oraz misy naszpikowane cukierkami i żelkami. Wszystko to było udekorowane sztuczną, neonową posypką i kolorowymi piankami marshmallow. Słuchałam radosnych pisków dzieciaków, które nakładały sobie te śmieci na talerze, i czułam, jak krew uderza mi do głowy.

Zdrowe nawyki żywieniowe w wakacje? To nierealne

Jak my, świadomi rodzice, mamy uczyć dzieci zdrowych nawyków i otwartości na nowe smaki, jeśli hotelowi szefowie kuchni z góry zakładają, że małe dzieci jedzą wyłącznie słodycze i fast foody? Przecież to jest jakiś potworny absurd. Cały rok tłumaczę mojej Łucji, dlaczego na śniadanie jemy owsiankę z owocami albo kanapkę z twarogiem i rzodkiewką, a potem wchodzimy do eleganckiego hotelu i mała widzi, że inne dzieciaki bezkarnie opychają się pączkami i żelkami przed południem. Ona wtedy wybucha płaczem i krzyczy, że też chce to kolorowe jedzenie, bo jest na specjalnym, dziecięcym stoliku.

To jest czyste lenistwo i pójście na łatwiznę ze strony managementu hoteli. Najprościej jest rzucić maluchom najtańsze placki z cukrem pudrem i mieć święty spokój, bo przecież dziecko na pewno to zje i nie będzie marudzić. Tylko nikt nie myśli o tym, że po takim strzale glukozowym te dzieciaki dostają szału, biegają jak nakręcone po całym obiekcie, a po godzinie zaliczają potworny zjazd energetyczny, są płaczliwe i rozdrażnione. Gdzie podziała się zwykła odpowiedzialność i dbanie o zdrowie najmłodszych gości, którzy przecież płacą za pobyt tak samo jak dorośli?

Próbowałam interweniować u menedżera sali, pytając grzecznie, czy na dziecięcym stole można dostawić np. zwykły omlet z warzywami albo trochę czystego jogurtu naturalnego, bo teraz jest tam wyłącznie tona cukru i przetworzonego tłuszczu. Pan spojrzał na mnie z takim pobłażaniem, jakbym była jakąś przewrażliwioną wariatką z ekologicznym zacięciem. Wybąkał tylko z pełnym luzem, że przecież to są wakacje, czas przyjemności i dzieci to uwielbiają, a jak mi się nie podoba, to mogę małej nałożyć coś ze stołu dla dorosłych.

No pięknie, tylko stoły dla dorosłych są wysokie, naczynia ciężkie, potrawy często mocno przyprawione, a kącik dziecięcy jest stworzony po to, żeby maluch uczył się samodzielności. Dlaczego na stole dla dorosłych mogą leżeć świeże jagody, borówki, maliny i pieczona pierś z indyka, a dzieciom serwuje się odpady z ciastkarni z poprzedniego dnia?

Ta sytuacja sprawiła, że czuję ogromny niesmak. Uważam, że hotele, zwłaszcza te mieniące się luksusowymi i przyjaznymi rodzinom, powinny natychmiast zweryfikować swoje podejście do żywienia maluchów. Nie róbmy z naszych dzieci zakładników cukrowego biznesu. Co o tym myślicie, drogie czytelniczki i inne mamy? Czy Waszym zdaniem powinnam na urlopie odpuścić wszelkie zasady zdrowego odżywiania, czy też macie dość tego śmieciowego jedzenia serwowanego naszym pociechom w kurortach?

Pozdrawiam całą Redakcję i wszystkie świadome mamy,

Kinga


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Jeden rzut oka na sukienkę córki po powrocie z kolonii i matka zamarła. „Wychowawca pozwolił im na to w biały dzień”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...