Reklama

Dzień dobry. Piszę ten list z laptopem na kolanach, podczas gdy w pokoju obok moje młodsze dzieci właśnie kłócą się o to, czyja kolej na tablecie, a ja za dziesięć minut mam ważne spotkanie online z szefem. Jest maj, na zewnątrz piękna pogoda, a w szkołach podstawowych trwają egzaminy ósmoklasistów. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że dla całej reszty uczniów oznacza to trzy dni przymusowych wakacji, podczas których rodzice mają chyba wyczarować opiekę.

Siedzę w domu z dziećmi na głowie, na skraju załamania nerwowego, bo dyrekcja i grono pedagogiczne uznali, że najłatwiej jest po prostu wysłać młodsze klasy do domów. Przecież to jest jakiś absurd!

Egzaminy ósmoklasisty, czyli urlop dla nauczycieli kosztem rodziców

Kiedy dostałam informację w dzienniku elektronicznym, że od poniedziałku do środy szkoła jest zamknięta dla klas 1-7 z powodu egzaminów, aż mnie zatkało. Nikt nawet nie zająknął się o zorganizowaniu jakichkolwiek dyżurów opiekuńczych czy zajęć świetlicowych dla dzieci, których rodzice muszą pracować! Komunikat był krótki i bezlitosny: „Dni wolne od zajęć dydaktycznych”. Rozumiem, że ósmoklasiści potrzebują ciszy i skupienia, żeby napisać polski, matematykę i język obcy. Ale czy do przypilnowania kilkunastu sal egzaminacyjnych potrzeba absolutnie całego personelu szkoły, łącznie z paniami ze świetlicy i biblioteki?

Odnoszę wrażenie, że nauczycielom po prostu nie chce się dyżurować i znaleźli sobie doskonałą wymówkę na przedłużony weekend. Przecież w każdej szkole podstawowej pracuje kilkudziesięciu pedagogów. Naprawdę nie dało się stworzyć grafiku, w którym jedna część pilnuje egzaminów, a druga organizuje zajęcia opiekuńcze w oddzielnym skrzydle budynku albo zabiera młodsze dzieci na wycieczkę do parku? Zamiast tego wybrano rozwiązanie najwygodniejsze dla placówki, przerzucając cały problem na barki pracujących matek i ojców.

Praca zdalna z dziećmi na głowie − rzeczywistość, która wykańcza

Współczesny świat uważa, że praca zdalna to luksus i rozwiązanie na każdy problem. „Przecież siedzisz w domu, to dopilnujesz dzieci” − słyszę od znajomych, którzy nie mają pojęcia, czym jest home office z drugo- i trzecioklasistą. Moja praca wymaga skupienia, pisania raportów i ciągłego kontaktu z klientami. Jak mam to robić, kiedy co pięć minut słyszę: „Mamo, pić!”, „Mamo, on mnie uderzył!”, „Mamo, nudzi mi się!”. Moja cierpliwość dawno się skończyła, a poziom stresu przekracza wszelkie normy.

Nie mam już siły ani do pracy, ani do własnych dzieci. Czuję wyrzuty sumienia, bo zamiast poświęcić im czas, po prostu sadzam je przed telewizorem, żeby mieć święty spokój na dokończenie pilnego projektu. Szkoła powinna mi w tym pomagać, a nie rzucać kłody pod nogi. Dlaczego państwowa instytucja, na którą płacę podatki, bezkarnie zamyka swoje podwoje i mówi mi: „Radź sobie sama”? Przecież my, rodzice, nie mamy nieograniczonego urlopu wypoczynkowego, by brać go za każdym razem, gdy szkoła organizuje jakiś sprawdzian czy egzamin.

Gdzie podziały się dyżury świetlicowe i misja szkoły?

Naprawdę boli mnie ten absolutny brak empatii ze strony systemu oświaty. Kiedy my spóźnimy się z odebraniem dziecka ze świetlicy o pięć minut, od razu są telefony i upomnienia. Ale kiedy szkoła postanawia odprawić z kwitkiem setki uczniów na trzy dni, wszystko jest w majestacie prawa. Gdzie podziała się ta mityczna opiekuńcza funkcja szkoły? Przecież świetlica jest integralną częścią placówki i powinna działać zawsze wtedy, gdy rodzice pracują.

Uważam, że to podejście należy natychmiast zmienić. Nauczyciele domagają się szacunku dla swojego zawodu i wyższych pensji, ale kiedy przychodzi do wykazania się odrobiną elastyczności i zorganizowania dyżurów, nagle zasłaniają się procedurami CKE. To nie ósmoklasiści są problemem − problemem jest biurokracja i zwykłe wygodnictwo. Mam nadzieję, że mój list wywoła dyskusję, bo wiem, że w tym tygodniu tysiące matek w całej Polsce przeżywają dokładnie taki sam koszmar jak ja.

Czas, aby szkoły zaczęły dostrzegać potrzeby całych rodzin, a nie tylko organizować sobie wygodne przerwy od pracy kosztem naszego zdrowia i etatów.

Ewa


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Wstyd mi za teściową, że tak podle potraktowała moją córkę na komunii. Dałam jej nauczkę”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...