„To miały być włoskie wakacje życia i urlop od dzieci. Gdy mąż zamiast zabytków zaczął podziwiać wdzięki animatorki, odpłaciłam mu z nawiązką”
O rzymskich wakacjach marzyłam od momentu, gdy jako nastolatka obejrzałam kultowy film z Audrey Hepburn. Przez dziesięć lat małżeństwa z Czarkiem zawsze brakowało nam czasu albo pieniędzy – najpierw odkładaliśmy na wkład własny, potem na świecie pojawił się nasz syn, Borys, rok później córka Blanka. W tym roku w końcu się udało. Kupiliśmy bilety, zarezerwowaliśmy uroczy hotel z basenem na obrzeżach Rzymu i spakowaliśmy walizki. Byłam pewna, że ten wyjazd na nowo rozpali w nas dawny ogień, a wspólne spacery po włoskich uliczkach zrekompensują miesiące rutyny. Niestety, mój mąż bardzo szybko znalazł sobie we Włoszech zupełnie inny obiekt do podziwiania, a moje romantyczne złudzenia pękły jak bańka mydlana.

Wszystko zaczęło się już drugiego dnia pobytu, kiedy po intensywnym zwiedzaniu Watykanu postanowiliśmy spędzić popołudnie przy hotelowym basenie. Rozłożyliśmy się z Czarkiem na leżakach, rozkoszując się czasem bez dzieci, które zostały z teściową.
Włoski temperament i totalny brak taktu mojego męża
Wtedy na scenę wkroczyła ekipa animacyjna, a wśród nich Francesca − młoda Włoszka z burzą ciemnych loków i uśmiechem, który potrafiłby roztopić lodowiec. Organizowała dla turystów aqua aerobik. Kiedy tylko zaczęła prowadzić zajęcia w wodzie, mój mąż dosłownie zamienił się w słup soli.
Zapomniał o trzymanej w ręku książce, zapomniał o zimnej kawie, a jego wzrok przykleił się do skaczącej w rytm muzyki dziewczyny. Początkowo obracałam to w żart, myśląc, że to tylko chwilowe zawieszenie oka. Jednak gdy sytuacja powtarzała się każdego kolejnego dnia, a Czarek, zamiast planować wyjścia do muzeów, zastanawiał się, czy nie iść na popołudniowe tańce z panią animatorką, poczułam potworny, piekący żal.
Szczytem wszystkiego był moment, gdy podczas kolacji, zamiast rozmawiać ze mną o planach na Forum Romanum, mąż ukradkiem próbował robić Francesce zdjęcia telefonem, udając, że fotografuje palmę. Wtedy coś we mnie pękło. Moja wściekłość wymieszała się z babską dumą i postanowiłam, że nie będę potulnie płakać w poduszkę. Zaplanowałam odwet, który miał mu uświadomić, co ryzykuje.
Genialny plan zemsty nad basenem w Rzymie
Następnego dnia rano, gdy Czarek jeszcze smacznie spał, wstałam wcześniej i starannie przygotowałam się do wyjścia na basen. Wyciągnęłam z dna walizki mój najlepszy, asymetryczny strój kąpielowy, który idealnie podkreślał sylwetkę, rozpuściłam włosy i postawiłam na pełną pewność siebie. Gdy przyszliśmy nad wodę, Francesca właśnie ogłaszała przez mikrofon turniej siatkówki plażowej dla rodziców. Czarek oczywiście od razu zaczął się zgłaszać, żeby tylko być blisko swojej idolki.
Wtedy wkroczyłam do akcji. Zamiast siedzieć potulnie na leżaku z fochem na twarzy, z uśmiechem zgłosiłam się do przeciwnej drużyny, w której brakowało jednego zawodnika. Tak się złożyło, że kapitanem tamtego teamu był Matteo − przystojny, wysoki rzymianin, który przyjechał do hotelu z córeczką i wyglądał jak model z żurnala. Kiedy Matteo zobaczył, że dołączam do gry, natychmiast obdarzył mnie najwspanialszym, włoskim komplementem, głośno klaszcząc w dłonie. Podczas meczu nie szczędził mi braw, przybijał ze mną piątki po każdym udanym serwie, a po wygranym secie z czystym, włoskim entuzjazmem uniósł mnie na chwilę w górę.
Zerknęłam w stronę drużyny mojego męża. Czarek stał pod siatką z miną, jakby przed chwilą wypił litr soku z cytryny. Telefon, którym jeszcze wczoraj chciał robić zdjęcia animatorce, teraz kurczowo ściskał w dłoni, patrząc na mnie wzrokiem pełnym absolutnego szoku i nagłej, palącej zazdrości.
Lekcja dojrzałości z widokiem na Koloseum
Po skończonym turnieju Matteo z uśmiechem przyniósł mi schłodzoną wodę, a mój mąż w ułamku sekundy wyrósł obok nas jak spod ziemi. Szybko podziękował koledze, objął mnie ramieniem tak mocno, jakby bał się, że zaraz ucieknę, i natychmiast zaproponował, żebyśmy poszli do pokoju przebrać się na wykwintną kolację w klimatycznej knajpce, o którą prosiłam go od trzech dni. Moja mała, plażowa zemsta zadziałała natychmiastowo z potężną nawiązką.
Wieczorem, przy stoliku ze świecami i pysznym makaronem, Czarek był niesamowicie potulny. Nie patrzył na żadne kelnerki ani przechodzące dziewczyny − jego wzrok był skierowany wyłącznie na mnie. Wstydził się swojego wcześniejszego zachowania i bąkał pod nosem przeprosiny, tłumacząc, że po prostu dał się ponieść wakacyjnemu rozluźnieniu.
Choć te włoskie wakacje zaczęły się od wielkiego rozczarowania i mogły zakończyć się potężną awanturą, to moja sprytna lekcja zazdrości uratowała nasz wyjazd. Czarek przypomniał sobie, że ma obok siebie atrakcyjną kobietę, o którą musi dbać każdego dnia, a nie tylko od święta. Resztę urlopu spędziliśmy, podziwiając wyłącznie rzymskie zabytki i siebie nawzajem.