Reklama

Nikt z nas nie jest robotem ze stali. Mamy prawo do gorszych dni, do zmęczenia, a widok płaczącej mamy nie musi być dla malucha traumą − uczy go przecież, że smutek jest naturalną częścią życia. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy matka, zamiast po prostu przeżywać swoje trudne chwile, zaczyna nieświadomie używać własnego dziecka jako tarczy lub terapeuty.

Ta jedna, destrukcyjna rzecz, którą robi toksyczna matka, gdy targają nią silne emocje, to tak zwana parentyfikacja, czyli całkowite odwrócenie ról w rodzinie. Zamiast być dla swojej pociechy bezpieczną przystanią, opoką i przewodnikiem, taka osoba staje się bezradną ofiarą, która oczekuje od kilkulatka opieki, zrozumienia i emocjonalnego wsparcia.

To moment, w którym dorosłe problemy − od kłopotów finansowych, przez kryzysy małżeńskie, aż po konflikty w pracy − zostają zrzucone na barki istoty, której układ nerwowy dopiero się kształtuje. Dziecko wciągnięte w ten mechanizm zostaje odarte z beztroski i zmuszone do wejścia w buty dorosłego, co dosłownie zaburza jego rozwój.

Dorosły w ciele malucha, czyli mechanizm niszczenia dziecięcej beztroski

Jak to wygląda w praktyce? Wyobraźmy sobie sytuację, w której domowy budżet pęka w szwach albo w małżeństwie pojawiają się ciche dni. Dojrzały rodzic idzie wypłakać się przyjaciółce, szuka pomocy u psychologa albo rozmawia z partnerem za zamkniętymi drzwiami. Toksyczna matka idzie natomiast do pokoju swojego dziecka i zaczyna mu się zwierzać.

„Tatuś znów mnie skrzywdził”, „Przez te rachunki pójdziemy z torbami”, „Nie wiem, co mam robić, chyba sobie nie poradzę” − te zdania, wypowiadane z pozycji bezradności, działają na psychikę malucha jak emocjonalna burza. Dziecko słyszy, że jego świat, który dotąd uważało za stabilny i bezpieczny, właśnie się rozpada, a osoba, która miała chronić, oczekuje od niego ratunku.

Ten stan to obciążenie ponad siły. Mały człowiek nie posiada jeszcze struktur poznawczych, które pozwoliłyby mu zdystansować się od problemów dorosłych. On nie rozumie, że mama po prostu ma gorszy moment i zaraz jej przejdzie. Dla niego komunikat jest prosty: „Mama cierpi, dom jest zagrożony, muszę być silny i uratować mamę”.

W tym momencie dziecko przestaje się bawić, przestaje uczyć i swobodnie eksplorować świat. Zaczyna chorobliwie kontrolować nastrój matki, staje się nadmiernie grzeczne, rezygnuje z własnych potrzeb, byle tylko nie przysparzać kolejnych zmartwień. To prosta droga do wykształcenia w dorosłym życiu syndromu permanentnego lęku, niskiego poczucia wartości i brania odpowiedzialności za cały świat kosztem własnego szczęścia.

Wciąganie w konflikty dorosłych jako najwyższy wymiar rodzicielskiego egoizmu

Innym, niemal podręcznikowym przejawem tego toksycznego zachowania jest robienie z dziecka sędziego lub powiernika w konfliktach między dorosłymi. Kiedy matką targają silne emocje po kłótni z mężem, partnerem czy nawet teściową, najgorsze, co może zrobić, to szukanie sojusznika w swojej córce lub synu. Zdania typu: „Zobacz, jak on nas traktuje”, „Powiedz ojcu, że nie chcę z nim rozmawiać” albo „Gdyby nie ty, już dawno bym od niego odeszła” to czysty szantaż emocjonalny. To zmuszanie dziecka do opowiedzenia się po jednej ze stron, co rozrywa jego serce na pół.

Dziecko kocha oboje rodziców w sposób naturalny i pierwotny. Próba zniszczenia obrazu ojca w oczach dziecka, tylko dlatego, że matka czuje żal i złość, to najwyższy wymiar egoizmu. Taki młody człowiek dorasta w poczuciu rozdarcia i permanentnej winy. Czuje, że kochając tatę, zdradza mamę, a wspierając mamę, traci tatę. Toksyczna matka nie widzi, że jej chwilowa ulga po wygadaniu się dziecku zostawia w jego psychice głęboki ślad, który będzie leczyć przez lata na fotelach u terapeutów.

Zdrowa granica szczerości, czyli jak płakać przy dziecku

Gdzie w takim razie leży granica między zdrowym okazywaniem emocji a toksycznym obciążaniem? Kluczem do wszystkiego jest dawanie poczucia stabilności mimo wszystko. Rodzic ma pełne prawo okazywać emocje. Jeśli spotkała nas tragedia, jeśli jesteśmy skrajnie zmęczone lub smutne, nie musimy chować się w szafie, by uronić łzę. Dziecko może zobaczyć mamę, która płacze. Ważne jest jednak to, co zrobimy sekundę po tym, jak maluch zapyta: „Mamo, dlaczego płaczesz?”.

Dojrzała, zdrowa emocjonalnie matka przytuli dziecko i powie: „Płaczę, bo jest mi smutno, dorośli też czasem płaczą. Ale nie martw się, to moja sprawa, odpocznę i sobie z tym poradzę. Ty jesteś bezpieczny”. To jest kluczowy komunikat! Pokazujesz dziecku emocję, ale jednocześnie zdejmujesz z niego jakikolwiek obowiązek naprawiania Twojego humoru. Dajesz mu jasny sygnał: „Ja jestem dorosła, ja rządzę tym statkiem i nawet jeśli teraz są fale, to ja trzymam ster”.

Toksyczna matka zrobi coś zupełnie odwrotnego − zapłacze, osunie się na podłogę i pozwoli, by to dziecko ją tuliło, pocieszało i przynosiło chusteczki, czując na swoich małych barkach ciężar całego świata. Dbajmy o higienę naszych emocji i szukajmy wsparcia tam, gdzie jego miejsce − wśród dorosłych. Nasze dzieci mają prawo do bycia po prostu dziećmi.

Zobacz też: 10 przykazań Montessori. Powtarzaj je jak mantrę, a wychowasz silne psychicznie dziecko

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...