Reklama

Kochani. Piszę do Was, bo wciąż nie mogę dojść do siebie po tym, co wydarzyło się dzisiaj rano w przedszkolu mojego syna. Zazwyczaj o tej porze w szatni naszej grupy Promyczki panuje kontrolowany chaos − dzieci się przebierają, rodzice śpieszą do pracy, ktoś szuka zgubionego kapcia. Ale dzisiaj scena, którą zastałam, sprawiła, że dosłownie stanęłam w progu i nie wiedziałam, co powiedzieć.

Zobaczyłam inną mamę, panią, którą kojarzę z widzenia jako zawsze elegancką i poukładaną, jak z niesamowitą wprawą przeszukuje... kosz z rzeczami znalezionymi. Ale w taki sposób, jakby robiła darmowe zakupy w butiku.

Prywatny sklep w przedszkolnym koszu z zagubionymi skarbami

Każdy rodzic wie, że w szatni stoi wielki wiklinowy kosz, do którego trafiają rzeczy, które straciły właściciela. Czapki, rękawiczki, pojedyncze skarpetki, czasem jakieś zapomniane bluzy. Zazwyczaj zaglądamy tam z nadzieją, że odnajdziemy ten jeden konkretny przedmiot, który nasze dziecko zgubiło tydzień temu. Ale ta mama nie szukała zguby. Ona stała tam z własną materiałową torbą i z zimną krwią selekcjonowała ubrania.

Widziałam, jak bierze do ręki markową bluzę dresową, ogląda metkę, sprawdza rozmiar i z uśmiechem zadowolenia chowa ją do swojej torby. Potem to samo zrobiła z prawie nowymi bucikami, które ktoś pewnie zostawił na ławce dzień wcześniej. Stałam tam z moim Maciusiem za rękę, a ona nawet nie mrugnęła okiem. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, rzuciła tylko lekkim tonem: „No co, tyle czasu tu leży, to pewnie nikt nie chce, a szkoda, żeby się marnowało, skoro mojemu młodszemu będzie pasować”. Szczyt bezczelności? To mało powiedziane. To po prostu kradzież w biały dzień, ukryta pod płaszczykiem zaradności.

Gdzie kończy się spryt, a zaczyna zwykły brak wstydu?

Czułam się, jakby ktoś mnie spoliczkował. W tym koszu mogły być rzeczy dzieci, których rodzice po prostu nie zdążyli jeszcze przejrzeć szatni po weekendzie. Sama kiedyś znalazłam tam ukochaną czapkę syna po dwóch tygodniach! Gdyby trafiła na tę „zaradną” mamę, pewnie już dawno grzałaby głowę innego dziecka. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ona robiła to na oczach swojego syna. Jaką lekcję dostaje ten chłopiec? Że jeśli coś nie jest przywiązane łańcuchem, to można to zabrać? Że wspólna przestrzeń to miejsce do darmowego zaopatrywania się w markowe ciuchy?

Próbowałam zachować spokój, ale w środku aż się we mnie gotowało. Powiedziałam cicho, że to chyba nie jest w porządku, bo rodzice na pewno tych rzeczy szukają. W odpowiedzi usłyszałam tylko prychnięcie i komentarz, że jestem przewrażliwiona, a ona tylko dba o budżet domowy. Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym kradzież rzeczy innych dzieci nazywamy dbaniem o budżet? To jest po prostu kompletny upadek jakichkolwiek zasad moralnych w miejscu, które powinno uczyć dzieci uczciwości.

Szatnia jako miejsce walki o swoje kosztem innych

To zdarzenie otworzyło mi oczy na coś jeszcze. Często narzekamy na dzieci, że zabierają sobie zabawki, że nie potrafią się dzielić, że kłamią. Ale spójrzmy na nas, rodziców. Jeśli my w szatni przedszkolnej zachowujemy się jak hieny, to czego oczekujemy od tych maluchów? Ta sytuacja z koszem to tylko wierzchołek góry lodowej. Słyszałam o rodzicach, którzy „przypadkiem” podmieniają gorsze kapcie na lepsze, jeśli rozmiar się zgadza, albo zabierają z półek nie swoje zabawki, bo „ich dziecko tak bardzo płakało”.

Dla mnie to jest szczyt bezczelności i zwykłe chamstwo. Szatnia przedszkolna powinna być strefą zaufania. Wychodzimy stamtąd, zostawiając kawałek naszego życia, ufając, że nikt nie dotknie szafki naszego dziecka. Po tym incydencie mam ochotę podpisać każdą nitkę w ubraniach syna markerem niezmywalnym. Nie dlatego, że boję się, że on coś zgubi, ale dlatego, że boję się „zaradnych” matek, które bez mrugnięcia okiem przywłaszczą sobie cudzą własność, nazywając to ekologią lub oszczędnością. Czy tylko ja uważam, że to jest skandaliczne?

Martyna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Toksyczna babcia obsesyjnie powtarza te 4 zdania. W oczach rodziny to oddana wnukom seniorka

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...