Wrócił z wycieczki i zapytał, czy pójdzie do piekła. „Zamarłam na wieść o tym, co robiła nauczycielka”
Czy szkolna wycieczka integracyjna to odpowiednie miejsce na religijny rygor i straszenie dzieci wiecznym potępieniem? Poznaj pełną bólu i wściekłości relację mamy, której syn wrócił z zielonej szkoły przerażony wizją piekła, jaką zafundowała mu wychowawczyni.

Piszę do Państwa, ponieważ wczoraj po południu, po powrocie mojego dziewięcioletniego syna z wycieczki klasowej, przeżyłam spore zaskoczenie. Mój Igor wszedł do domu, rozpakował plecak, a podczas kolacji nagle odłożył widelec i zapytał mnie z głębokim zdezorientowaniem, czy nasza rodzina pójdzie do piekła, skoro rzadko chodzimy do kościoła. Zamarłam na wieść o tym, co robiła nauczycielka podczas tego wyjazdu, i do teraz czuję duży niesmak oraz złość na to, jak potraktowano te dzieci. Byliśmy pewni, że wysyłamy syna na bezpieczną, pełną atrakcji wycieczkę w góry, gdzie miał zwiedzać jaskinie, integrować się z rówieśnikami i uczyć samodzielności.
Tymczasem wychowawczyni zorganizowała dzieciom specyficzny program, codziennie prowadząc je do lokalnych świątyń i nakazując udział w nabożeństwach. Chcę za pośrednictwem Państwa portalu nagłośnić tę sytuację, ponieważ nikt nie ma prawa mącić w głowach dziewięciolatków i narzucać im swoich prywatnych przekonań religijnych pod przykrywką szkolnej edukacji.
Wycieczka szkolna w góry zamieniona w religijny rygor
Kiedy na zebraniu rodziców omawialiśmy plan tego kilkudniowego wyjazdu, nauczycielka opowiadała o szlakach turystycznych, parkach linowych i ogniskach. Rzeczywistość, jaką zastał mój syn na miejscu, mocno jednak odbiegała od tych zapowiedzi. Zamiast rekreacji i odpoczynku na świeżym powietrzu, wychowawczyni niemal każdego dnia organizowała wyjścia do okolicznych kościołów.
Dzieci spędzały popołudnia w ławkach, słuchając kazań i pouczeń, które kompletnie nie były dostosowane do wieku uczniów trzeciej klasy. Mój syn opowiadał mi, że kiedy jeden z kolegów zapytał, czy zamiast kolejnego nabożeństwa mogą iść na lody, nauczycielka skarciła go przy całej grupie. Powiedziała dzieciom, że unikanie spotkania z Bogiem to wielki grzech, a ludzie, którzy nie chodzą do kościoła, po prostu pójdą do piekła. To zupełnie nieodpowiednie, by pedagog z wieloletnim stażem używał tak mocnych słów wobec dziewięciolatków, którzy bezgranicznie ufają dorosłym opiekunom i biorą ich słowa całkowicie dosłownie.
Dezorientacja dziecka zamiast radosnych wspomnień z wyjazdu
Najbardziej denerwuje mnie fakt, jak duże zamieszanie w głowie mojego dziecka wywołały te komentarze rzucane przez osobę, która powinna uczyć tolerancji i budować poczucie bezpieczeństwa. Igor od wczoraj bez przerwy analizuje słowa nauczycielki, dopytuje o zasady wiary i upewnia się, czy na pewno jesteśmy dobrymi ludźmi. Ta kobieta zasiała w nim niepotrzebny niepokój, z którym teraz musimy mierzyć się w domu, cierpliwie tłumacząc mu, że świat nie jest czarno-biały.
To nie jest zwykła nadgorliwość, to po prostu brak profesjonalizmu ze strony pedagoga pracującego w publicznej szkole. Placówka państwowa ma obowiązek szanować konstytucyjną wolność sumienia i wyznania, a nie stawać się miejscem do przymusowej indoktrynacji uczniów. Nauczycielka wykorzystała swoją pozycję oraz fakt, że dzieci były daleko od domów i nie miały możliwości natychmiastowej rozmowy z rodzicami, którzy mogliby na bieżąco wyjaśnić te kwestie.
Oficjalna rozmowa z dyrekcją i walka o jasne zasady
Ta sprawa na pewno nie zostanie przeze mnie przemilczana, ponieważ dzisiaj rano udałam się do gabinetu dyrektora szkoły, aby zgłosić całe zajście i oczekiwać wyjaśnień. Niestety, spotkałam się z próbami bagatelizowania problemu − dyrekcja zaczęła tłumaczyć wychowawczynię, że to przecież starsza, bardzo zasłużona nauczycielka o tradycyjnych wartościach. Usłyszałam, że powinnam podejść do tematu z większym spokojem i że przecież wyjście do kościoła w ramach poznawania lokalnej kultury to normalny element wycieczek.
Ja jednak uważam, że straszenie karą potępienia nie ma nic wspólnego z kulturą i nie odpuszczę tematu, dopóki dyrekcja nie przeprowadzi z tą panią poważnej rozmowy dyscyplinującej. Apeluję do wszystkich rodziców: rozmawiajcie bardzo dokładnie ze swoimi dziećmi po każdym powrocie z wyjazdów szkolnych. Nie bójcie się reagować, gdy ktoś próbuje łamać Wasze zasady wychowawcze i wprowadza u dzieci dezorientację, ponieważ naszym obowiązkiem jest dbać o to, by szkoła była miejscem neutralnym światopoglądowo i bezpiecznym dla każdego ucznia.
Dorota
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 1000 zł na dziecko oprócz 800+. Wystarczy złożyć wniosek i można czekać na przelew