Zablokowała dziecięcym wózkiem przejście w pociągu. Matka: „Mam prawo do komfortu, a przeżyłam lincz”
Letnie podróże z maluchami to dla każdego rodzica logistyczny sprawdzian z wytrzymałości, refleksu i cierpliwości. Choć coraz chętniej rezygnujemy z samochodów na rzecz rodzinnych wypraw pociągami, rzeczywistość na polskich torach potrafi brutalnie zweryfikować piękne wyobrażenia o bezstresowym urlopie.

W sieci wybuchła burza po opublikowaniu niezwykle emocjonalnego wpisu na Instagramie przez influencerkę prowadzącą profil @mamadopotegi3. Kobieta opisała swoją ostatnią, traumatyczną podróż pociągiem PKP Intercity, która zamiast radosnym początkiem wakacji, stała się źródłem stresu i poczucia upokorzenia. Wszystko przez dziecięcy wózek, który na wąskim korytarzu zablokował przejście pasażerom.
„Przeżyłam lincz przy wsiadaniu z wózkiem i trójką dzieci do pociągu” − zaczęła swoją historię mama.
Okazuje się jednak, że to, co dla jednych jest walką o elementarne prawo do godnego podróżowania z dziećmi, dla innych stało się przykładem egoizmu.
Podróż pociągiem z wózkiem dziecięcym − rodzicom nie jest lekko
Z relacji autorki poruszającego wpisu wyłania się obraz, który doskonale zna każda mama próbująca kiedykolwiek zmieścić się z dziecięcym wózkiem do wąskiego wagonu. Brak dedykowanej przestrzeni na duże wózki głębokie czy spacerówki zmusza rodziców do karkołomnych akrobacji. Kiedy influencerka próbowała ogarnąć trójkę swoich pociech i jednocześnie zabezpieczyć rozłożony wózek, spotkała się z wrogością.
Zamiast wyciągniętej dłoni, pomocy w złożeniu stelaża czy zwykłego, ludzkiego uśmiechu, na korytarzu spotkał ją lincz. Pasażerowie potrafili głośno westchnąć, rzucać jadowite spojrzenia i popędzać kobietę, jakby celowo chciała opóźnić odjazd pociągu.
Najbardziej gorzki w całej tej historii jest fakt, że to nie mężczyźni okazali się najbardziej bezwzględnymi sędziami. Autorka posta z ogromnym smutkiem zauważyła, że to właśnie inne pasażerki najgłośniej komentowały rzekome nieogarnięcie młodej matki, kompletnie zapominając o elementarnej empatii i solidarności.
„To smutne, że nie tyle człowiek człowiekowi wilkiem, co kobieta kobiecie wilkiem. Nie rozumiem, dlaczego nie miałabym ze swoimi dziećmi cieszyć się równie wysokim komfortem podróży co inni” − napisała mama.
To absolutna prawda − posiadanie dzieci nie powinno automatycznie spychać nas na pozycję petenta, który musi przepraszać za to, że w ogóle śmie żyć i przemieszczać się w przestrzeni publicznej.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Prawa matki z dzieckiem w pociągu − czy pasażerowie mają obowiązek pomagać?
Wpis na Instagramie wywołał lawinę skrajnych komentarzy pod postem, obnażając potężny konflikt społeczny, jaki od lat toczy się na temat obecności dzieci w miejscach publicznych. Część internautek stanęła murem za poszkodowaną mamą, pisząc o wszechobecnej znieczulicy, chamstwie i totalnym braku kultury osobistej u podróżnych. Podkreślano, że zablokowanie korytarza na kilka minut podczas wsiadania to nie jest przestępstwo, a pomoc samotnej matce w złożeniu wózka czy wniesieniu bagażu powinna być odruchem każdego dobrze wychowanego człowieka.
„Jako społeczeństwo pędzimy w zatracenie na łeb j szyję. Widzimy tylko koniec własnego nosa, nie pomagamy i nie uczymy swoich dzieci pomagać innym w potrzebie, bo co by się stało, gdyby te osoby narzekająca zamiast tracić energię na gderanie, pomogły kobiecie ulokować dzieciaki na miejscach? Ubyłoby komu? Ci, co piszą te głupoty, że sama powinna się ogarnąć, niech pomyślą, ze sami kiedyś może będą potrzebować pomocy innych ludzi, nikt nie będzie wiecznie młody, zdrowy i samodzielny, do przemyślenia...” − zauważyła jedna z komentujących osób.
„Uważam, że w ludziach mało jest takiej życzliwości i wyrozumiałości. Widząc kobietę z dziećmi, myślę sobie, że na pewno jest jej ciężko z torbami i jeszcze dziećmi, dziecko płacze w komunikacji miejskiej − myślę, że na pewno mama tego dziecka jest zestresowana tym, jak zareagują ludzie. Czy tak trudno być człowiekiem? Zapytać: przepraszam, może Pani pomogę?” − dodał ktoś inny.
Z drugiej strony pojawiła się jednak potężna fala krytyki, w której komentujący zarzucali autorce posta roszczeniowość i brak wyobraźni. W wielu wypowiedziach przewijał się argument, że pociąg to przestrzeń wspólna i blokowanie wąskiego gardła wagonu w momencie, gdy kilkadziesiąt osób próbuje wsiąść z ciężkimi bagażami, jest po prostu skrajnie egoistyczne. Internauci radzili, że wchodząc do pociągu z dużym wózkiem, trzeba wejść jako ostatnia osoba, aby nikomu nie tarasować drogi i nie generować niepotrzebnych nerwów.
„Ale to jednak ty, wiedząc, że będą z tobą problemy, powinnaś poczekać na peronie i wsiąść ostatnia, a nie blokować przejście i kazać innym wsiadać drugimi drzwiami” − stwierdził jeden z internautów.
Pojawiły się też zarzuty, że współczesne matki zasłaniają się dobrem dzieci, oczekując, że cały świat dostosuje się do nich, bez oglądania się na komfort innych pasażerów, którzy również zapłacili za bilety.
„Ale jak inni ludzie płacą za bilet, to mają prawo do spokojnej podróży i chodzenia po pociągu, trzeba patrzeć na innych, a nie tylko na siebie i swój czubek nosa”.
Infrastruktura PKP a potrzeby rodzin − jak bezpiecznie podróżować z dzieckiem?
Ta cała nieprzyjemna sytuacja demaskuje znacznie głębszy i systemowy problem, z jakim od lat boryka się polska kolej. To nie pasażerowie powinni walczyć ze sobą na korytarzach, ale przewoźnik powinien zapewnić takie warunki, by podróż z dzieckiem nie była walką o przetrwanie. Autorka wpisu słusznie zauważa, że w pociągach dramatycznie brakuje dodatkowych, bezpiecznych miejsc na wózki dziecięce, a system rezerwacji biletów rzadko kiedy ułatwia rodzinom logistykę. Wystarczyłaby odrobina systemowej zmiany oraz zwykła życzliwość ze strony ludzi, by podróżowanie stało się przyjemnością dla każdego.
Autorka wpisu podkreśliła, że głosy matek podróżujących pociągami powinny masowo docierać do dyrekcji PKP, bo jest nas wiele i nie zamierzamy rezygnować z aktywnego życia z maluchami. Wakacje i podróże są dla wszystkich, a kluczem do spokoju jest kompromis − z jednej strony mądre planowanie i pakowanie wózka przez rodziców, a z drugiej strony duża dawka ludzkiej serdeczności i zrozumienia ze strony współpasażerów. Dopóki nie nauczymy się patrzeć na siebie nawzajem z empatią, dopóty każdy letni wyjazd będzie kończył się stresem i wzajemnymi oskarżeniami.
Zobacz też: Żenująca scena na szlaku do Morskiego Oka: po matce aż spływał pot. „Pokolenie książąt w pełnej krasie”