Reklama

Droga Redakcjo! Moja trzynastoletnia córka Łucja wróciła właśnie z trzydniowej wycieczki szkolnej w góry, z której przyjechała wyjątkowo cicha i zamknięta w sobie. Zrzuciłam to na karb zmęczenia podróżą i intensywnego zwiedzania, więc pozwoliłam jej odpocząć w swoim pokoju, a sama postanowiłam pomóc jej i wrzucić brudne rzeczy z walizki prosto do pralki. Kiedy przekładałam kolejne warstwy ubrań, moja dłoń natrafiła na samym dnie torby, pod stosem ręczników, na dużą plastikową siatkę, która została celowo schowana przed moim wzrokiem.

Otworzyłam ten pakunek i dosłownie zdębiałam, a w mojej głowie natychmiast pojawił się potworny natłok myśli. W środku znalazłam realistyczną, ręcznie malowaną maskę kota z tworzywa sztucznego oraz puszysty, sztuczny ogon na metalowym klipsie.

Po szybkim przeszukaniu internetu zrozumiałam, że moja córka zaczyna wsiąkać w bardzo dziwną i niepokojącą subkulturę. Moje obawy zostały jednak zbyte przez wychowawczynię, która stwierdziła, że w tym wieku to całkowicie normalne zjawisko i nie powinnam robić afery z powodu głupich zabaw młodzieży.

Nowe subkultury młodzieżowe, czyli tajemnicze znalezisko w bagażu nastolatki

Siedziałam na podłodze z tą maską i ogonem w dłoniach, czując, jak ogarnia mnie totalna bezradność wobec świata, którego zupełnie nie rozumiem jako matka. Błyskawicznie zaczęłam szukać informacji w sieci i dowiedziałam się, że te przedmioty są nieodłącznym elementem ruchu zwanego Therianami. To ludzie, którzy identyfikują się jako zwierzęta na poziomie duchowym lub psychologicznym. Młodzież należąca do tej grupy naśladuje ruchy dzikich zwierząt, biega na czterech łapach, skacze przez przeszkody i nosi właśnie takie kocie czy wilcze maski, odcinając się od ludzkiej tożsamości.

Poczułam ciarki na plecach, gdy połączyłam te fakty z dziwnym zachowaniem mojej Łucji, która od kilku tygodni spędzała długie godziny zamknięta w pokoju, oglądając zagadkowe filmiki na TikToku i ćwicząc dziwne skoki na łóżku. Okazało się, że na wycieczce szkolnej moja córka dostała ten cały zestaw od swojej najlepszej koleżanki z ławki, która otwarcie deklaruje się w klasie jako Therianka i wciąga w ten świat kolejne dziewczynki. Byłam przekonana, że szkoła i nauczyciele monitorują to, co dzieje się w pokojach hotelowych podczas wyjazdu, i reagują, gdy trzynastolatki, zamiast integracji zaczynają uciekać od rzeczywistości w tak przedziwne i skrajne zachowania.

Reakcja nauczycieli na wycieczce szkolnej i kompletny brak czujności dorosłych

Mój największy żal i wściekłość budzi jednak absolutna obojętność kadry pedagogicznej, która miała sprawować całodobową opiekę nad naszymi dziećmi w trakcie tego wyjazdu. Dziewczynki w pokoju przez trzy dni kręciły filmiki w maskach, biegały po hotelowym korytarzu na czworaka i szczekały, co potwierdzili mi dzisiaj w rozmowie rodzice innego ucznia z klasy. Nauczyciele w tym czasie woleli przymykać oko, udając, że nic nie widzą, byle tylko mieć święty spokój i nie wchodzić w konflikty z młodzieżą.

Dla mnie to jest potworne niedopełnienie obowiązków wychowawczych, ponieważ szkoła powinna być miejscem, które we współpracy z rodzicami wyłapuje pierwsze niepokojące sygnały i kryzysy tożsamościowe u nastolatków. Pozwalanie na to, by trzynastoletnie dzieci w ramach buntu odrzucały ludzkie zachowania i bawiły się w zwierzęta, to gruba przesada. Wychowawcy całkowicie zignorowali ten problem, uznając pewnie, że dopóki nikt nie niszczy mienia hotelowego i nie ucieka z ośrodka, to wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie trzeba interweniować.

Rozmowa z wychowawczynią i wielki mur obojętności w szkole

Gdy tylko ochłonęłam, zadzwoniłam do nauczycielki, oczekując, że wspólnie usiądziemy, wezwiemy szkolnego psychologa i zastanowimy się, jak pomóc dziewczynkom wrócić do realnego świata. Zamiast zrozumienia usłyszałam jednak, że niepotrzebnie panikuję z powodu niewinnej mody z internetu.

Wychowawczyni stwierdziła, że młodzież od zawsze miała swoje dziwne subkultury, kiedyś byli emo czy punkowie, a teraz są Therianie i w tym wieku to całkowicie normalne, że dzieci szukają swojej tożsamości w nietypowy sposób.

Ja jednak nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego, bo widzę, jak moja córka zamyka się przede mną, ucieka w wirtualny świat i zaczyna traktować tę rzekomo niewinną zabawę śmiertelnie poważnie.

Chcę za pośrednictwem Waszego portalu zapytać inne mamy: czy ja naprawdę przesadzam? Czy alarmowanie, gdy trzynastolatka chowa na dnie walizki ogon i maskę zwierzęcia, to jest nadopiekuńczość, z której nauczyciel ma prawo się podśmiewać?

Dla mnie to sygnał alarmowy, że nasze dzieci są potwornie samotne i potrzebują mądrych granic, których polska szkoła tak bardzo boi się dziś stawiać.

Aneta


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mąż wyszedł z porodówki i nigdy nie wrócił. Gdy po 5 latach zobaczyłam go na ulicy, prawda zwaliła mnie z nóg”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...